1. Supełek
Wiktoria była młoda – można powiedzieć, że w porównaniu ze mną, gówniara jeszcze. Niecały miesiąc wcześniej skończyła szesnaście lat.
To, że była młoda, nie oznaczało, że jest zielona w tych sprawach, a już tym bardziej aseksualna. Nic z tych rzeczy, ona doskonale wiedziała, czego chce od życia i od faceta. Tryskała erotyzmem na każdym kroku. Krótkie spódniczki, które ledwo zakrywały uda, i odkryty pępek były jej znakiem rozpoznawczym. Sporej wielkości cycki z trudem mieściły się pod obcisłymi bluzkami, a wydatne dekolty jeszcze bardziej to podkreślały. Jej szerokie biodra kołysały się z prowokacyjną gracją, a uśmiech, pełen zadziorności, zawsze sugerował, że kryje się za nim coś więcej. Ta laska była jak żywy ogień – przyciągała wzrok i paliła tych, którzy podchodzili zbyt blisko.
Nie ukrywam, podobała mi się, nawet bardzo, i od jakiegoś czasu próbowałem ją poderwać. No cóż, jakby to powiedzieć, to wcale nie było takie łatwe i do tego konkretnego dnia jakoś mi się to nie udawało. Albo źle się do tego zabierałem, wybierając nieodpowiednie momenty lub zbyt oczywiste komplementy, albo ona była sprytniejsza ode mnie, zawsze wyślizgując się z moich pułapek z tym swoim figlarnym śmiechem. No ale flirtowaliśmy. Tak można by to najprościej określić. Przekomarzaliśmy się bez końca. Utarczki słowne były na porządku dziennym – ona rzucała żartobliwą zaczepkę, ja odpierałem atak, a potem role się odwracały. Czasami tak bardzo iskrzyło między nami, że miałem wrażenie, iż świat wokół nas zaraz się zapali, a powietrze gęstnieje od niewypowiedzianego napięcia.
Jej głowa zawsze była pełna dziwnych, odlotowych pomysłów – od spontanicznych wycieczek po mieście po absurdalne wyzwania, które kończyły się śmiechem do łez. Dokuczała i robiła mi różne psikusy, czym bardzo mnie denerwowała, ale jednocześnie intrygowała. Raz schowała mi klucze do mieszkania, innym razem podmieniła kawę na herbatę z solą. No ale taki już był jej urok – ta mieszanka niewinności i prowokacji, która sprawiała, że nie mogłem oderwać od niej wzroku.
Swoją drogą myślę, że ja też się jej trochę podobałem. Po prostu wstydziła się o tym powiedzieć wprost i okazywała to właśnie w taki sposób: przez te drobne złośliwości i ciągłe prowokacje. To taki wiek, w ten sposób okazuje się sympatię – poprzez chaos i iskry, zamiast prostych wyznań.
Być może dlatego też dużo ze sobą rozmawialiśmy, spędzając godziny na gadaniu o wszystkim i o niczym, od filmów po marzenia, a czasem schodząc na tematy bardziej intymne.
Pamiętam jedną z takich rozmów, kiedy siedzieliśmy na ławce w parku, popijając kawę z termosu. Słońce grzało przyjemnie, a ona, jak zwykle, miała na sobie crop top, który odsłaniał ten jej idealny brzuch. Zaczęło się niewinnie, od żartów o naszych nawykach, ale szybko przeszło w coś bardziej osobistego.
– Ej, ty stary dziadu, – zaczęła, szturchając mnie łokciem z tym swoim zadziornym uśmiechem. – czemu się gapisz na mój pępek? Myślisz, że nie widzę? Jakiś perwers z ciebie, czy co?
Roześmiałem się, udając oburzenie, ale w środku serce mi przyspieszyło. To był idealny moment, żeby pociągnąć temat.
– Ja? Perwers? Przecież to ty paradujesz z odkrytym brzuchem, jakbyś sama chciała, żebym się gapił. Ale serio, jest... no, ładny. Wygląda jak taki mały supełek, idealnie zawiązany. Pasuje do ciebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz