Szukaj na tym blogu

7 października 2025

Ale tu zalatuje chujem

2. Była tak gotowa.


Weronika stała już przy łóżku, jej wcześniejsza nieśmiałość ustąpiła miejsca wścibskiej ciekawości. Jej wzrok przyciągała dłoń Mariki, kształtująca wybrzuszenie pod cienką tkaniną.

– Pokaż mi go – szepnęła ledwie słyszalnie.

Marice nie trzeba było powtarzać. Zręcznym ruchem nadgarstka odrzuciła prześcieradło, odsłaniając mnie całkowicie przed dusznym powietrzem i ich głodnymi spojrzeniami. Mój członek, w pełni wyprostowany, twardy i żylasty, sterczał niczym maczuga Herkulesa. Główka, nabrzmiała i ciemnoczerwona od żądzy, lśniła kropelką preejakulatu na czubku.

– O rany – westchnęła Weronika z nabożnym zdumieniem.

Na moment brawura Mariki ustąpiła miejsca szczeremu podziwowi.

– Piękny, prawda? – mruknęła.

Jej palce owinęły się wokół nasady mojego członka, ściskając go mocno i pewnie. Jej chłodna skóra kontrastowała z moim rozpalonym żarem, wywołując dreszcz rozkoszy. Zaczęła go głaskać – powoli, badawczo – a ja przewróciłem oczami w błogim uniesieniu.

Wyciągnąłem rękę, a moja dłoń napotkała ciepłą, gładką skórę jej uda, tuż pod postrzępionym brzegiem szortów. Marika pochyliła się, nie przerywając powolnego, badawczego głaskania. Weronika, zahipnotyzowana, wpatrywała się w nas, a jej różowy język musnął usta, zwilżając je.

– Chcesz spróbować, jak smakuje, Wero? – zapytała Marika ochrypłym, kuszącym głosem.

Weronika milczała, lecz skinęła głową, a jej blond włosy delikatnie zafalowały. Uklękła przy łóżku, jej berylowe oczy znalazły się na wysokości mojego nabrzmiałego kutasa. Zapach mojego podniecenia, teraz intensywniejszy, piżmowy i pierwotny, wypełniał powietrze. Zawahała się tylko przez moment. Potem pochyliła się, a jej usta – miękkie, niewiarygodnie miękkie – rozchyliły się, by objąć moje pulsujące berło.

Doznanie było natychmiastowe, niemal oślepiające. Wilgotne ciepło, delikatne ssanie. Jej język, z początku nieśmiały, musnął wrażliwą żyłę, zlizując słono-słodką kroplę preejakulatu. Z mojego gardła wyrwał się cichy jęk. Palce wplątałem w jej miękkie włosy, nie popychając, tylko trzymając, czując ich jedwabistą gładkość na skórze.

Marika przyglądała się z figlarnym uśmieszkiem, jej dłoń teraz obejmowała i delikatnie ugniatała moje jądra, wywierając subtelny, drażniący nacisk.

– Widzisz? Lubi to. Taki samotny, biedaczek – mruknęła z przekąsem.

Z każdą chwilą Weronika nabierała śmiałości. Zachęcona moimi głębokimi jękami, działała coraz odważniej. Wzięła mnie w usta, a jej głowa poruszała się w powolnym, niedoświadczonym, lecz obezwładniającym rytmie. Wilgotne odgłosy jej starań rozbrzmiewały w cichym pokoju, tworząc lubieżny kontrapunkt dla naszych urywanych oddechów. Czułem, jak napięcie narasta w moim kroczu, a nabrzmiały członek pulsuje na granicy wytrzymałości.

Dłoń Mariki powędrowała do rąbka koszulki. Jednym płynnym ruchem ściągnęła ją przez głowę i odrzuciła na bok. Nie nosiła stanika. Jej piersi – małe, jędrne, uniesione – zwieńczone były napiętymi, koralowymi sutkami. Wygięła plecy, eksponując je z dumą.

– Moja kolej – oznajmiła, a jej głos przeszedł w lubieżny szept. – Muszę to poczuć w sobie. Teraz.

Bez ociągania zsunęła szorty wraz z majtkami, odrzucając je na bok. Stała naga, jej skóra lśniła w popołudniowym świetle, a ramiona i piersi zdobiły piegi. Wspięła się na wąskie łóżko, siadając okrakiem na moich biodrach, jej ogniste loki muskały mój brzuch. Żar bijący z jej wnętrza, niczym z rozpalonego pieca, promieniował na mojego członka, wciąż wilgotnego od ust Weroniki.

Weronika odsunęła się, jej usta spuchnięte i lśniące, a oczy pociemniałe od pożądania, o jakim śniłem. Obserwowała, jak Marika się ustawia, jedną ręką kierując mnie, gdy czubek mojego nabrzmiałego do granic możliwości kutasa wciskał się w ciasne, wilgotne wejście jej cipki. Była tak gotowa.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...