2. Była tak gotowa.
Weronika stała już przy łóżku, jej wcześniejsza nieśmiałość ustąpiła miejsca wścibskiej ciekawości. Jej wzrok przyciągała dłoń Mariki, kształtująca wybrzuszenie pod cienką tkaniną.
– Pokaż mi go – szepnęła ledwie słyszalnie.
Marice nie trzeba było powtarzać. Zręcznym ruchem nadgarstka odrzuciła prześcieradło, odsłaniając mnie całkowicie przed dusznym powietrzem i ich głodnymi spojrzeniami. Mój członek, w pełni wyprostowany, twardy i żylasty, sterczał niczym maczuga Herkulesa. Główka, nabrzmiała i ciemnoczerwona od żądzy, lśniła kropelką preejakulatu na czubku.
– O rany – westchnęła Weronika z nabożnym zdumieniem.
Na moment brawura Mariki ustąpiła miejsca szczeremu podziwowi.
– Piękny, prawda? – mruknęła.
Jej palce owinęły się wokół nasady mojego członka, ściskając go mocno i pewnie. Jej chłodna skóra kontrastowała z moim rozpalonym żarem, wywołując dreszcz rozkoszy. Zaczęła go głaskać – powoli, badawczo – a ja przewróciłem oczami w błogim uniesieniu.
Wyciągnąłem rękę, a moja dłoń napotkała ciepłą, gładką skórę jej uda, tuż pod postrzępionym brzegiem szortów. Marika pochyliła się, nie przerywając powolnego, badawczego głaskania. Weronika, zahipnotyzowana, wpatrywała się w nas, a jej różowy język musnął usta, zwilżając je.
– Chcesz spróbować, jak smakuje, Wero? – zapytała Marika ochrypłym, kuszącym głosem.
Weronika milczała, lecz skinęła głową, a jej blond włosy delikatnie zafalowały. Uklękła przy łóżku, jej berylowe oczy znalazły się na wysokości mojego nabrzmiałego kutasa. Zapach mojego podniecenia, teraz intensywniejszy, piżmowy i pierwotny, wypełniał powietrze. Zawahała się tylko przez moment. Potem pochyliła się, a jej usta – miękkie, niewiarygodnie miękkie – rozchyliły się, by objąć moje pulsujące berło.
Doznanie było natychmiastowe, niemal oślepiające. Wilgotne ciepło, delikatne ssanie. Jej język, z początku nieśmiały, musnął wrażliwą żyłę, zlizując słono-słodką kroplę preejakulatu. Z mojego gardła wyrwał się cichy jęk. Palce wplątałem w jej miękkie włosy, nie popychając, tylko trzymając, czując ich jedwabistą gładkość na skórze.
Marika przyglądała się z figlarnym uśmieszkiem, jej dłoń teraz obejmowała i delikatnie ugniatała moje jądra, wywierając subtelny, drażniący nacisk.
– Widzisz? Lubi to. Taki samotny, biedaczek – mruknęła z przekąsem.
Z każdą chwilą Weronika nabierała śmiałości. Zachęcona moimi głębokimi jękami, działała coraz odważniej. Wzięła mnie w usta, a jej głowa poruszała się w powolnym, niedoświadczonym, lecz obezwładniającym rytmie. Wilgotne odgłosy jej starań rozbrzmiewały w cichym pokoju, tworząc lubieżny kontrapunkt dla naszych urywanych oddechów. Czułem, jak napięcie narasta w moim kroczu, a nabrzmiały członek pulsuje na granicy wytrzymałości.
Dłoń Mariki powędrowała do rąbka koszulki. Jednym płynnym ruchem ściągnęła ją przez głowę i odrzuciła na bok. Nie nosiła stanika. Jej piersi – małe, jędrne, uniesione – zwieńczone były napiętymi, koralowymi sutkami. Wygięła plecy, eksponując je z dumą.
– Moja kolej – oznajmiła, a jej głos przeszedł w lubieżny szept. – Muszę to poczuć w sobie. Teraz.
Bez ociągania zsunęła szorty wraz z majtkami, odrzucając je na bok. Stała naga, jej skóra lśniła w popołudniowym świetle, a ramiona i piersi zdobiły piegi. Wspięła się na wąskie łóżko, siadając okrakiem na moich biodrach, jej ogniste loki muskały mój brzuch. Żar bijący z jej wnętrza, niczym z rozpalonego pieca, promieniował na mojego członka, wciąż wilgotnego od ust Weroniki.
Weronika odsunęła się, jej usta spuchnięte i lśniące, a oczy pociemniałe od pożądania, o jakim śniłem. Obserwowała, jak Marika się ustawia, jedną ręką kierując mnie, gdy czubek mojego nabrzmiałego do granic możliwości kutasa wciskał się w ciasne, wilgotne wejście jej cipki. Była tak gotowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz