5. Ściskając jądra
Zanim Lidka zdołała zareagować, Marika i Weronika uklękły za nią, niczym kapłanki w rytuale. Jednym płynnym, niemal tanecznym ruchem wplotły palce w brzegi jej majtek, zsunęły je bez wahania aż do kostek. Lidka westchnęła, lecz nie stawiała oporu; jej ciało, zdradzając pragnienie, zadrgało subtelnie.
Widok ten odebrał mi oddech. W dusznym, popołudniowym świetle tego obskurnego pokoju ujrzałem ją – nagą, odsłoniętą, z pełnymi, nabrzmiałymi płatkami, które kusiły obietnicą gorących, ukrytych głębin. Mój członek, dopiero co tracący siły, ożył w nagłym przypływie, napierając na brzuch z żarem, który przewyższał cały dzień.
– Och, Lidka – wyszeptałem, słowa rozbrzmiewały jak przerwana modlitwa.
Nagle nowa, gwałtowniejsza fala paniki zalała Lidkę, gasząc wszelką wcześniejszą brawurę. Pisnęła, próbując umknąć, lecz jej wysiłek był daremny. W mgnieniu oka stanąłem na nogi, chwytając ją w talii z pierwotną lekkością. Napędzał mnie czysty, nieokiełznany żar pragnienia. Pociągnąłem ją – niemal rzuciłem – na łóżko, gdzie wylądowała na plecach z cichym westchnieniem, oczy szeroko otwarte, uda rozchylone. Jej gładki, odsłonięty wzgórek lśnił bezbronnie, kusząc niczym zakazany owoc.
Nie potrzebowałem zachęty. Byłem przy niej w jednej chwili, wsuwając się między jej sprężyste uda, które rozstąpiły się z oporem, co bardziej przypominało niemą zgodę. Główka mojego członka, wciąż wilgotna od wcześniejszego uniesienia i jej nagłego podniecenia, odnalazła wejście do jej cipki. Poczułem, jak jej wewnętrzne mięśnie drżą w gorączkowym, wilgotnym pulsie, oplatając mnie z dziką intensywnością.
– Czekaj – wyszeptała, unosząc dłonie, by słabo przycisnąć moją pierś. – Jesteś pewien…?
Nie odrzekłem ani słowa. Moje spojrzenie zatopiło się w jej oczach, gdzie strach splatał się z żądzą, i parłem naprzód, powoli, zatapiając całą długość mojego chuja w jej ciasnym, rozpalonym żarze jednym płynnym, głębokim ruchem. Jej plecy wygięły się w łuk nad łóżkiem, a bezgłośny krzyk uwiązł w jej gardle. Jej wnętrze, niczym jedwabna, pulsująca rękawiczka, otulało mnie – niewiarygodnie ciasne, wilgotne i gorące.
– Bierz ją, Paweł, bierz mocno! – głos Mariki był niski, zachęcający, niemal wibrujący podnieceniem. Jej ogniste loki przylegały do wilgotnych skroni, a gdy tylko mój rytm zaczął słabnąć, dała mi ostrego, piekącego klapsa w nagi pośladek. – Daj jej to, na co zasługuje! Rżnij ją porządnie, ona tego chce!
Wszedłem w Lidkę, która leżała pode mną na wąskim łóżku, przygwożdżona, z oczami zamglonymi rozkoszą, całkowicie oddana chwili. Jej ciało było jak ciepły, surowy jedwab, elektryzujące i pulsujące energią. Weronika, klęcząca nad jej głową, pochłonięta była jej pełnymi, piegowatymi piersiami. Jej krótkie, popielate włosy muskały skórę Lidki, gdy pochylała się, namiętnie ugniatając i ściskając te krągłości, a kciukami zataczała kręgi wokół twardych sutków.
– No i jak? Czujesz go? – szepnęła Weronika, a jej stalowoszare oczy błyszczały nieśmiałym, lecz narastającym pożądaniem. – Czujesz tego wielkiego kutasa? Twardy, co? I taki żylasty.
Pieprzyłem ją w klasycznej pozycji, z nogami szeroko rozłożonymi i zarzuconymi na moje ramiona. Jej ciało poddawało się każdemu mojemu głębokiemu pchnięciu. To uczucie było nieprzyzwoicie rozkoszne – gorące, aksamitne napięcie, które groziło, że rozsadzi mnie o wiele za wcześnie. Poruszałem biodrami w dzikim, nieokiełznanym rytmie, całkowicie zatracony w pierwotnym akcie kopulacji.
Gdy byłem pewien, że zaraz przekroczę granicę, stało się coś niespodziewanego. Marika stanęła za mną, jej krągłe ciało było jak cień przy moich plecach. Pochyliła się nisko, a wtedy poczułem jej dłoń. To nie była pieszczota – to było żądanie. Jej palce owinęły się wokół mojej moszny, ściskając jądra z mocnym, niemal bolesnym naciskiem.
– O cholera! – przekleństwo wyrwało mi się z gardła, zdusiłem jęk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz