12. Wypełniając ją po brzegi
Nie klęczałem przed nią na obydwu kolanach, jak to powinienem robić, posuwając ją od tyłu. Moja pozycja była w połowie kuczna. Opadałem na nią z góry nieco pod kątem, dźgając moim kutasem jak szpadlem mokrą ziemię. Widziałem, że dla niej ten widok jest niezwykle ciekawy. Mogła dokładnie obserwować, jak wielka, żylasta gałąź chowa się w jej ciasnym, mokrym i gorącym wnętrzu.
Mój penis był teraz wygięty pod nienaturalnym kątem. Przyprawiało mnie to o niebiańsko-słodkie, coraz bardziej przejmujące, dreszcze. Ta sekwencja głębokich, prawie pionowych, pchnięć była kwintesencją jej osoby i tego zbliżenia. Mój penis był teraz naprawdę wielki gruby i opleciony mnóstwem fioletowych żył. Każde uderzenie wydobywało z siebie głośne, mokre dźwięki przypominające chodzenie po błocie.
Pracowałem bardzo wytrwale, nie zważając na zbliżający się, oszałamiający orgazm. Każde pchnięcie okupione było niesamowicie intensywnym wysiłkiem fizycznym i psychicznym. Mój fiut wyglądał teraz jak gruby kij wsadzony w mokre kretowisko. Jej cipka rozszerzyła się i obejmowała jego trzon ciasnym kordonem. Penetrowanie jej jaskini miłości było bardziej ciężką pracą, niż zwykłą erotyczną zabawą. Dopiero, kiedy moje wielkie jaja opadały na jej pośladki, uświadamiałem sobie, jak duża różnica w rozmiarach nas dzieli. Mój worek mosznowy zakrywał prawie połowę jej małej, krągłej dupeczki. Mimo to, przyjmowała mnie z tak wielką odwagą i oddaniem, że należało się pokłonić. Ta dziewczyna lubiła seks i umiała wziąć z niego to, co najlepsze.
Kiedy byłem pewien, że to jest ten właściwy, i ostateczny moment, wbrew wszelkiej logice, zamiast przyspieszyć, zwolniłem, a nawet zatrzymałem się na krótką chwilę, starając się mieć sytuację jak najdłużej pod kontrolą. Okazało się, że było to bardzo słuszne posunięcie. Co prawda i tak nie udało mi się powstrzymać całkowicie wytrysku, ale przyhamowałem jego siłę, i podzieliłem na kilka mniejszych etapów.
Niesamowicie rozkoszna chwila nastąpiła, kiedy pierwsza, dość niewielka porcja gęstego, białego nasienia, powędrowała głęboko w sam środek jej wnętrza. Mogłem to obserwować nie tylko po stanie mojego umysłu i ciała, ale też po białej, spienionej wydzielinie oblepiającej moje, poruszające się w niej, prącie.
Niebiańska rozkosz powolną falą jak tsunami przelewając się przez falochron obejmowała coraz większą część mojego istnienia. W żaden sposób nie byłem w stanie jej zatrzymać. Wchodziłem w nią bardzo powoli, tak, żeby czuć każde pojedyncze napięcie mięśni, drżenie ciała czy mrowienie skóry.
Patrzyłem jej w oczy. Nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Skupiona na moim spojrzeniu, przenikała mnie swoją istotą. W tym jednym momencie była po prostu ze mną.
Zaraz później wszedłem w nią do samego końca i zatrzymałem się na dłużej, pompując w jej wnętrze kolejne porcje mojego białego pożądania. Kiedy stwierdziłem, że już wystarczy, wysunąłem się z niej powoli, aby niezwłocznie wykonać ruch w przeciwną stronę. No ale to wcale nie oznaczało końca tego dość długiego procesu.
Niespodziewanie wysunąłem swój twardy i wielki jeszcze członek z jej ciasnej cipki, chwyciłem go w dwa palce i kilka razy rytmicznie, samą główką uderzyłem w wystające płatki. Po chwili znów się wsunąłem do środka. Ten manewr pozwolił mi zatrzymać wytrysk i rozłożyć to słodkie uczucie na kilka rat, aby jak najdłużej cieszyć się doznaniem.
Teraz zacząłem poruszać się szybciej, bardziej rytmicznie, a nasienie, które zostało w środku, spienioną warstwą pokryło jej muszelkę i mojego podnieconego ptaka. Kiedy stwierdziłem, że znów się spuszczam wyhamowałem i pozwoliłem napełnić jej norkę jeszcze jedną porcją gorącej spermy.
Czuła to. Chwyciła dłońmi za pośladki i starała się je rozewrzeć jak najszerzej. Znów przyspieszyłem, stopniowo zwiększając liczbę i szybkość pchnięć. Nasienia było coraz więcej, a moja świadomość coraz bardziej tonęła w niewyobrażalnie słodkim i przejmującym uczuciu rozkoszy. Kiedy nie mogłem się już powstrzymać, a nasienie płynęło w sposób bardziej niekontrolowany, moje pchnięcia stały się krótsze ale głębsze. Odpływałem w ciemność, starając się jednocześnie zachować choć resztki świadomości.
W pewnym momencie usłyszałem jej ciche ale głębokie westchnienie. Brzmiało jakbym przenikał jej duszę. Jej słodka, ciasna jaskinia miłości ociekała białą, gęstą, lepką substancją o silnym zapachu seksu.
W ostatnim momencie byłem jak młot pneumatyczny – krótkie ale szybkie, mocne pchnięcia jedno za drugim rozdzierały jej szparkę, a nasienie płynęło powolną, choć obfitą strugą, wypełniając ją po brzegi.
Później znów zwolniłem. Byłem przekonany, że to już wszystko. Moja świadomość stopniowo wracała do rzeczywistości, a ja chciałem pozostać w niej jak najdłużej, bo rozkosz wciąż dominowała w każdej komórce mojego ciała. Tymczasem stało się coś dziwnego i zaskakującego. Ponowna fala przejmującego orgazmu błyskawicznie opanowała mój umysł i ciało. Poruszałem się w niej bardzo głęboko, jednocześnie pompując kolejne porcje mojego budyniu. Aż w końcu kompletnie wyczerpany z głośnym mlaśnięciem wysunąłem się z jej. Zanim jej szparka się zamknęła wylała się z niej potężna struga tego wszystkiego, co przez tak długi okres nosiłem w sobie.
Koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz