Szukaj na tym blogu

2024-12-31

Ostatnie wakacje.


394. Finał zbliżał się wielkimi krokami.


Pomijając fakt, że uścisk jej gorących warg był odlotowo słodki, to ten widok oraz świadomość tego, co między nami się rozgrywa, przyprawiało mnie o niesamowicie totalne zawroty głowy i gigantyczne mrowienie w kroczu. Leżała na łóżku z mocno odchyloną głową, zamkniętymi oczami i trzymała mojego chuja w swoich mokrych ustach. Miałem świadomość, że to jest niesamowicie czuły i podniecający dla nas obojga akt. To było jak rytuał, jak obrzęd, który celebrowaliśmy z największą pieczołowitością. 

Pochyliłem się do przodu, podparłem na dłoniach i wepchnąłem mojego kutasa do połowy w jej gardło. Przyjęła mnie z głębokim westchnieniem, bez szamotania się i duszenia, co było dla mnie dodatkowym aktem jej poświęcenia. W jej gorących ustach było obłędnie. Pulsowanie w moim prąciu narastało sekundy na sekundę i byłem przekonany, że już w tej chwili spuszczę się gorącą spermą wprost w jej gardło. Zacząłem wykonywać powolne, posuwisto-zwrotne ruchy, zupełnie tak, jakbym znajdował się w jej cipce. Skurcze w moim podbrzuszu zaczęły się nasilać i napływać coraz szybszymi falami. Czułem, że jeżeli czegoś teraz nie zrobię, to za kilka sekund będzie po wszystkim. Anastazja stękając, pieściła swoje piersi i zaciskała usta przyprawiając mnie o dreszcze rozkoszy. 

Ta piękna saksofonistka rozumiała mnie bez słów. Natychmiast wstała, odwróciła się do mnie tyłem, podparła na łóżku i wypięła swoje pośladki, dając mi do zrozumienia, że mam w nią wejść od tyłu. Dokonałem tego aktu z najwyższą rozkoszą. Już po chwili mój podniecony penis samą tylko głowicą siedział w jej ciasnym wnętrzu. Jej napęczniała cipka rozeszła się z głośnym malaśnięciem i wpuściła mnie do środka. 

Położywszy dłonie na jej pośladkach, zacząłem wykonywać powolne, głębokie pchnięcia. Jej ciasna wilgotna i mokra norka była bosko rozkoszna, obejmowała mnie anielskim uściskiem ze wszystkich stron. Nie minęła dłuższa chwila, a ja znów byłem na szczycie i kombinowałem, jak zrobić, aby nie trysnąć przedwcześnie.

Tak czy inaczej, finał zbliżał się wielkimi krokami. Wiedziałem, że to nie ma sensu, że tej zabawy i nie można przeciągać w nieskończoność i chciałem zakończyć ten numerek jakąś wystrzałową, intensywną akcją. Anastazja była na to gotowa i miała mi do zaproponowania bardzo wiele. Najważniejsze że doskonale wyczuwała krytyczne momenty i błyskawicznie na nie reagowała. Kiedy weszła na łóżko, uklękła, a później przednią częścią ciała opadła na pościel, wystawiając do góry swoje jędrne i pełne pośladki, wiedziałem, co mam robić.

Zwariowałem na jej punkcie, mój penis spuchł tak, że nie mogłem go rozpoznać. Miałem wrażenie, że mam z przodu armatę a nie normalnego kutasa. Kiedy tak wystawiała swoją dupeczę do góry, kiedy tak patrzyłem na jej rozchyloną, mokrą cipeczkę, po prostu oszalałem. Uginając nogi w kolanach, wszedłem w nią od góry pod kątem. Zrobiłem to mocno i bez zastanawiania się, a ona tylko głośno jęknęła z rozkoszy. Wypełniłem ją po brzegi swoim wielkim przyrodzeniem i było obłędnie. 

Kiedy wepchnąłem się w nią do połowy, z jej gardła wydobył się głośny krzyk, a jej pizdeczka zaczęła tańczyć w niekontrolowanych skurczach. Palcami pieściła łechtaczkę, a jej cipka szarpała się rytmicznie. Poruszałem się w jedną i w drugą stronę, przedzierając się przez coraz ciaśniejsze podwoje. 

– Och Julian, Julian! Tak, och tak, tak, mocniej! Och mocniej! Bierz mnie! Och ruchaj mnie, ruchaj mnie! – wołała na całe gardło, nie zważając na otoczenie. 













2024-12-30

Ostatnie wakacje.

393. Grubą żyłą dotknął jej gorących warg.


Szybko się zorientowałem, że Anastazja jest w swoim żywiole i w tej chwili niczego więcej do szczęścia jej nie potrzeba. Jej oczy były zamknięte, a na twarzy malował się głęboki wyraz rozkoszy. Jej głowa była odchylona od tyłu, a włosy rozrzucone po całym ciele. Uchylone usta i głęboki oddech świadczyły o intensywnym podnieceniu. Uniesione dłonie trzymające piersi wyglądały uroczo, a sztywne, chropowate skutki były wprost oszałamiające. Mój wielki jak dyszel wozu chuj wchodził w jej cipkę pod pewnym kątem. Pośladkami co chwilę rozgniatała wielkie, napęczniałe jaja pełne gorącego, spienionego nasienia. Wyginała się i prężyła jak dzika kotka rui, a ja trzymałem ją w pasie, unosiłem i opuszczałem w rytm naszej miłości. Jeszcze raz musiałem przyznać, że jest bardzo ładna, zgrabna, a co najważniejsze, bez pamięci zatracała się w tym, co robiła. Ja mogłem tylko spokojnie starać się wytrzymać to jak najdłużej. 

Już po chwili rozegrała się między nami bardzo dynamiczna i pełna ruchu scena. Obydwoje byliśmy bardzo spragnieni gorącej rozkoszy, orgazmu pełnego szczytowania. Ktoś, kto wtedy by na nas patrzył, bez trudu mógłby się zorientować, że ten akt miłości pochłania nas bez reszty. Anastazja, wyginając się, pochylała się do przodu i podpierała dłońmi na mojej klatce piersiowej, a ja w niesamowitym wysiłku nosiłem głowę najwyżej jak tylko mogłem. Zamknąłem oczy i byłem pewien skupienia na tym, co robię. Czułem, jak żyły na mojej szyi napinają się aż do bólu. 

Ta piękna dziewczyna szła na całość. Miała zamiar odpadać na mojego fiuta szybko i gwałtownie, jak w filmie porno, nie dając mi chwili wytchnienia. Ja natomiast, zaciskając palce na jej pośladkach, robiłem wszystko, aby jej to maksymalnie utrudnić, a przede wszystkim powstrzymać swoje ciało przed szybko napływającym orgazmem. Czułem, że mój kutas jest grubszy i twardszy niż wcześniej i że wygina się łukiem, wchodząc w jej niesamowicie ciasne wnętrze, szybko i konsekwentnie pozbawiając mnie jakiejkolwiek możliwości odwrotu. Kiedy nieco uchyliłem powieki, zobaczyłem jak jej napęczniałe piersi kołyszą się w rytm jej ruchów. Wydawały się być niezwykle seksowne i piękne, co jeszcze bardziej przyspieszało napływ gorących doznań.

– Och Julian, Julian, ty młody, zboczony jebako, jak ty świetnie mnie ruchasz! Och dawaj, dawaj, szybciej, szybciej! – wyrzucała z siebie, nie przestając się poruszać.

To, co między się nami działo, było po prostu oszałamiające. Byłem młody, napakowany testosteronem, starałem się wyciągnąć z tego jak najwięcej, każdą chwilę poczuć jak najmocniej, doświadczyć seksu przeróżnych, najbardziej zwariowanych konfiguracjach. Było mi mało i czułem, że mogę robić to bez przerwy. Co najdziwniejsze, miałem wrażenie, że Anastazja o tym wszystkim wie, że zna mnie lepiej, niż ja sam siebie. Czułem, że zna wszystkie moje pragnienia i potrzeby. To było tak,  jakby wyczuwała mnie w najdrobniejszych szczegółach i starała się dać mi wszystko, czego zapragnę jak małemu dziecku. Nie było w niej ani krzty pruderii, czy jakichkolwiek zahamowań, bez najmniejszego oporu, płynnie przechodziła od jednej pozycji do drugiej i miałem wrażenie, że może zrobić ze mną dosłownie wszystko.

No ale to nie było wszystko. Kolejna scena, która się między nami rozegrała przyprawiła mnie o jeszcze silniejsze drżenie serca i bardziej intensywne ciarki na plecach. Położyła się w poprzek na łóżku, a jej głowa zawisła swobodnie do dołu. Stanąłem naprzeciwko niej, a wysokość posłania sprawiła, że mój wielki kutas bez najmniejszego problemu grubą żyłą dotknął jej gorących warg. Bez ociągania, jakby była do tego stworzona uchyliła swoją buzię i wzięła go do środka. To było po prostu niebiańskie. 














2024-12-29

Ostatnie wakacje.

392. To była pozycja na jeźdźca.


Kiedy poczułem, że mój język jest już zbyt zmęczony, a jednocześnie nie chciałem tego przestać, doszedłem do wniosku, że pomogę sobie paluszkami. Od razu zabrałem się do działania. Kciukiem i wskazującym prawej dłoni rozsunąłem jej ciepłą muszelkę, a wskazujący lewej wyprostowałem i wsunąłem w niewielki otworek poniżej. Kiedy jęknęła z rozkoszy, stwierdziłem, że jestem na dobrej drodze i zacząłem poruszać nimi w środku. Zginąłem wszystkie w haczyk i pieściłem górną ściankę jej jaskini miłości. Odpowiedzią na moje działania, były jeszcze większe skurcze podbrzusza i gorące, namiętne westchnienia spontaniczne wyrzucane co chwilę. Cały czas obserwowałem to, co robię, ucząc się i poznając jej kształty, zapach oraz smak. Byłem tak blisko jej intymnych miejsc, a ona oddawała mi się w całości, chcąc jeszcze więcej.

Zaczynałem czuć się coraz pewniej, w tym co robię. Miałem wrażenie, że mogę wszystko, że stać mnie na dużo więcej, niż mi się wydaje. Byłem jak gladiator na arenie. Moje ciało było sprawne, mięśnie napięte, skóra spocona, serce biło szybko, a cały organizm był przygotowany do wytrwałej, długiej kopulacji. Poza tym ona chciała tego. Chciała, abym wszedł w nią z całą intensywnością swoją długą, grubą żylastą pałą. Chciała, abym spenetrował jej ciasne, gorące wnętrze po same jaja, abym doświadczył jej boskiego gniazdka w najdrobniejszych szczegółach. 

W pośpiechu położyła się na boku, uniosła wysoko nogę i zarzuciła ją na moje ramię. Ja tymczasem, stojąc w półprzysiadzie, z jedną stopą na pościeli, chwyciłem jej udo i wepchnąłem kutasa prosto w jej ciasne, rozpalone wnętrze. Zaskoczona, westchnęła głęboko i patrzyła na to, co dzieje się z jej cipką. Palcami twojej dłoni pieściła łechtaczkę, która wysuwała się coraz bardziej i nabierała kolorów. 

– Och kurwa, Julian, Boże jakiego ty masz wielkiego kutasa! Och Julian, pchaj się, pchaj się dalej, tym swoim pierdolonym jebaką! Och mocniej, proszę mocniej! Nie przestawaj! Och, nie przestawaj! - wyrzucała co chwilę ostre przekleństwa. 

Jej cipka była obłędnie ciasna, kurczyła się jak imadło, obejmowała mnie ze wszystkich stron, błyskawicznie doprowadzając na skraj wszechogarniającej rozkoszy. Nie chciałem z niej wychodzić, ale każdy ruch przyprawiał mnie o obłędne zawroty głowy. Z trudem poruszałem się do tyłu i do przodu, wchodziłem i wychodziłem, wchodziłem i wychodziłem. Jęczałem przy tym coraz głośniej. Przed moimi oczami pojawiły się kolorowe gwiazdki i kółeczka, w uszach narastał szum niczym kaskada wodospadu. Ekstaza narastała, podniecenie szybowało w kosmos. Ten jeden cudowny moment zbliżał się wielkimi krokami i miałem wrażenie, że nie da się już go zatrzymać. 

Nie wiem, ile to mogło trwać, ale później zaczęliśmy kochać się bardziej klasycznie. To była pozycja na jeźdźca. Ona dosiadła mnie przodem. Jej wielkie krągłe pośladki opadły i nadziały się ciasną, czerwoną, opuchniętą i pulsującą cipką na mój gruby, bardzo wrażliwy pal. Kiedy to się stało, od razu przeszła do dynamicznej, ostrej jazdy. Jej biodra unosiły się i opadały, a gruby chuj z trudem chował się w jej ciasnym, mokrym gorącym wnętrzu. 

Byłem w siódmym niebie. Penis wchodził i wychodził z głośnym mlaskaniem w jej cipkę. Czułem, jak skóra na jego powierzchni porusza się w górę i w dół, a jaja się obkurczają, jakby były żywe. Wrażenie było takie, jakbym za chwilę miał się w nią spuścić, mimo to, nic się nie działo. Napięcie rosło, słychać było odgłosy zarówno moje jak i jej. To były głośne przejmujące westchnienia, jęki i stęknięcia. 












2024-12-28

Ostatnie wakacje.

391. Z szeroko rozsuniętymi udami



Cóż mogłem w tej chwili powiedzieć? Czułem się zdominowany przez jej seksapil i kobiecość, ale byłem tak niebotycznie szczęśliwy, że trudno to wyrazić słowami. Dosiadając mnie, sprawiła, że moje dżinsy naciągnęły się mocno i jak imadło ścisnęły mojego napęczniałego do granic możliwości penisa. Miałem wrażenie, że za chwilę się w nie spuszczę, że trysnę pod materiał gorącą porcją gęstego, aromatycznego nasienia. 

– Boże, och Boże chłopaku, nie masz pojęcia, jak bardzo mnie pociągasz, jak bardzo cię pragnę. Nie wytrzymam. Choć tutaj do mnie, chcę cię wziąć. Nie opieraj się, już nigdzie mi nie uciekniesz. Daj mi tego swojego niesamowitego kutasa, chcę go poczuć w sobie. Och daj mi go natychmiast, – usłyszałem jej podniecony szept.

Wpadłem w jakiś amok. Trzęsły się jak galareta i było mi bardzo gorąco. Jej ciało było bosko przyjemne, bił od niego żar jak z pieca. Zachłannie wdychałem zapach jej skóry. Nie mogłem ustalić, z czym mi się kojarzy. Moje myśli były zbyt rozbiegane, by skupić się na czymkolwiek konkretnym. Czułem się taki bezbronny wobec dominacji jej pożądania, a jednocześnie chciałem jej dać wszystko, czego ode zażąda. Tak bardzo chciałem stanąć na wysokości zadania i spełnić jej pragnienia, że to stało się priorytetem. Na dodatek wiedziałem, że zaraz to się stanie, że zaraz w niej będę. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. To było jak bajka. 

W chwilę później przeszliśmy do kolejnej fazy tego, co zwykliśmy nazywać namiętnym spotkaniem dwojga ludzi, czyli do gorącego, wyuzdanego, niczym nie skrępowanego sekseu. To działo się tak szybko, że ledwie chwytałem, o co w tym wszystkim chodzi. W następnym momencie tego niezwykle dynamicznego spektaklu wciąż leżałem na łóżku, chodź teraz już wiedziałem, co ze mną będzie się działo. Górna część mojej garderoby pozostała na miejscu, natomiast moje granatowe jeansy zsunięte były do samych kolan.

Anastazja leżała na mnie. Była oparta brodą o moje podbrzusze i wysuniętym językiem wywodziła po twardym, żylastym kutasie. Jednocześnie jej dłonie bardzo sprawnie i czule pieściły każdy jego centymetr. Dotyk jej palców i języka sprawiał, że szybowałem w chmurach i stopniowo traciłem poczucie tego, co się ze mną dzieje. Było mi tak dobrze, że nie chciałem nic więcej. Chciałem, by to trwało i trwało bez końca. Było tak słodko, tak gorąco, że co kilka sekund moim podbrzuszem targały słodkie, przyjemne skurcze, krok po kroku, może niezbyt szybko, ale stopniowo i wytrwale prowadząc moje podniecenie coraz wyżej i wyżej. 

Oczywiście nie mogłem pozwolić, żeby tylko ona dominowała w tej zabawie. To było zbyt ciekawe, abym nie brał w tym aktywnego udziału. Chciałem spróbować wszystkiego i z uporem maniaka pokonywałem wszystkie swoje opory i granice.

Już po kilku minutach zamieniliśmy się rolami. Ona leżała na materacu z szeroko rozsuniętymi udami, a moja głowa spoczywała między nimi. Wrażenie było niesamowite. Byłem w samym środku, w samym centrum tego, co najważniejsze.  Językiem pieściłem samo sedno jej mokrej, gorącej kobiecości. Lizałem i muskałem, ogarniając każdy zakamarek każdą fałdkę płatek. Łechtaczkę starałem się dopieścić najlepiej jak umiałem.

Była wniebowzięta. Położyła dłoń na mojej potylicy, rozgarniała moje włosy, wyrzucając ze swojego gardła podniecone, rozkoszne westchnienia. Teraz to ona jęczała i trzęsła się na całym ciele, a ja niczym wyrobnik w kopalni fedrowałem jej tunel, w którym zbierało się coraz więcej wilgoci. Praca nad jej cipką była upajająca. Jej pizdeczka była gorąca, mokra i pulsowała rytmicznie. 











2024-12-27

Ostatnie wakacje.

390. Wzięła mnie tak szybko.


Następna chwila wywołała w moim mózgu istną burzę. To była potężna eksplozja, która rozniosła moją świadomość na strzępy. Chodzi o to, że Anastazja zrobiła coś, co pozbawiło mnie oddechu. Zanim zdążyłem się zorientować, położyła się na plecach, ugięła nogi w kolanach i, podpierając się na łopatkach, uniosła wysoko pośladki. To było zupełnie tak, jak przy gimnastyce porannej, tyle tylko, że teraz była kompletnie naga. Z tymi swoimi długimi jasnymi włosami wyglądała niczym anioł. Nie mogłem uwierzyć, że w tak krótkim czasie przeszła tak niesamowitą metamorfozę. 

Jej duże piersi uchwycone między przedramionami, wypiętrzyły się i zrobiły jeszcze bardziej okrągłe i jędrne. Wyglądały teraz  jakby były napompowane. Na domiar wszystkiego jej brzuch był delikatnie i w sposób bardzo charakterystyczny wypukły, a cipka idealnie gładka i wydepilowana. Kiedy subtelnie rozsunęła kolana, pokazując mi, że jest gotowa, że mogę między nie wejść i zrobić to, co chcę i co powinienem miałem wrażenie, że wszystko zatrzymało się w tej jednej chwili. Chciałem wsunąć się między te uda ze swoim spragnionym językiem, zanurzyć twarz w jej kobiecości i zacząć lizać, bądź też wjechać tam ze swoim wielkim zaganiaczem, wepchnąć go mocno i zacząć poruszać biodrami aż do finału.

Jeżeli wydawało mi się, że to już wszystko, to byłem w totalnym błędzie. Zaraz później nadeszła prawdziwa bomba, jak to mówią, repeta, coś, co przeszło moje najśmielsze oczekiwania. To stało się tak szybko, że właściwie nie potrafię powiedzieć, jak do tego doszło. Zanim mrugnąłem oczami, leżałem na tym jej wielkim, wygodnym łóżku. Byłem oparty o miękkie poduszki, a ona siedziała na mnie okrakiem. Wzięła mnie tak szybko, że ze zdziwienia otworzyłem usta. Rzuciła się na mnie jak wygłodniała pantera, powaliła na pościel, ogarnęła ramionami i udami, a później przydusiła swoim ciężarem, nie dając możliwości uwolnienia się. 

“Co to było?”– myślałem, – “Co się stało? Napadła mnie i zgwałciła!”

Nie wiedziałem, czy jestem szczęśliwy, czy totalnie zaskoczony. 

Dopiero teraz mogłem się zorientować jak silna i energiczna jest ta piękna, dojrzała kobieta, jak wszechogarniające i duże jest jej ciało. Pomimo, że byłem wysportowanym, sprawnym fizycznie chłopakiem i mogłoby się wydawać, że nie powinienem mieć z nią najmniejszych problemów, w tej jednej chwili uległem pod naporem jej dominacji niczym małe dziecko. Jednak byłem niebotycznie szczęśliwy. Szczęśliwy, rozpromieniony i przerażony jednocześnie. Uległem, a ona przygniatała mnie do materaca swoimi dużymi wielkimi piersiami i tymi szerokimi biodrami oraz obfitymi udami.

Byłem pod nią, nie mogłem się ruszyć, a mimo to pragnąłem, aby zdominowała mnie do końca, doszczętnie, bez granic, nie tylko fizycznie ale i psychicznie. To było trochę dziwne, bo ona była całkowicie naga a ja w ubraniu. Miałem na sobie jeansy oraz zieloną koszulę na długi rękaw. Jej ciało natomiast przykryte było jedynie jasnymi jak len, długimi do połowy pleców, włosami. 

Obejmowałem ją mocno. Moje dłonie przesuwały się po jej plecach wzdłuż kręgosłupa i po obfitych pośladkach. To było trochę dziwne, nasze policzki się stykały tak, jakbyśmy się nie widzieli co najmniej od dekady, jakbyśmy się spotkali po latach, spragnieni siebie i swojej cielesnej obecności. 

To wyglądało tak jakbyśmy w tej chwili szeptali sobie do ucha różne sekrety i tajemnice. Tymczasem my wsłuchiwaliśmy się w swoje ciężkie, podniecone oddechy i przyspieszone bicie serc. To mogło wyglądać też tak, jakby ta blond piękność rzeczywiście mnie zgwałciła. W sumie w jakiejś części tak się czułem. 











2024-12-26

Ostatnie wakacje.


389. Chcę go wreszcie zobaczyć.


Spod burzy jasnych włosów, z delikatnym słodkim uśmiechem na ustach patrzyła wprost na mnie, a ja drżałem już na całym ciele i nie mogłem sobie z tym poradzić. Była gotowa i bardzo podniecona.

– Witaj Julian, dobrze, że jesteś. Czekałem na ciebie. Chodź, będziemy się kochać, – odezwała się ciepłym, miękkim głosem, tak jakby to, co za chwilę miało się stać, było jak najbardziej naturalne. 

– O Boże, jakaś ty piękna!  - westchnąłem,a z wrażenia nie mogłem złapać tchu. 

Przetarłem oczy, bo nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. To było jak jeden z moich mokrych snów. 

– Tak, wiem. Choć, będziemy się kochać, – ciągnęła zachęcająco.

Zdawało mi się, że jeszcze się nie obudziłem. Patrzyłem, jak ugina nogi, jak podciąga kolana pod brzuch, a spomiędzy jej ud wyłania się soczysta, wilgotna cipka. Wiedziałem, że to ma się stać i to już za chwilę. Coś dudniło w mojej głowie. 

W następnej sekundzie, która zdawała się być wiecznością, podniosła się i uklękła bokiem do mnie. Później chwyciła róg prześcieradła i uniosła go do ust, a ono luźną kaskadą opadło na łóżko, zakrywając jej piersi i brzuch. Wiedziałem, że to był doskonale wypracowany, uwodzicielski gest, który miał sprawić, iż stanę się wobec niej całkowicie bezbronny. Byłem podatny bardziej, niż mi się zdawało.

Czarowała całą swoją osobą, wszystkim tym, czym była. Jej jasne, długie włosy swobodnymi falami opadły na plecy, sięgając do pośladków. Na moich oczach działa się magia. Za wszelką cenę chciałem zapanować nad swoim oddechem, lecz było ponad moje siły. Moje serce zaczęło galopować jak stado spłoszonych koni, a ciało drżeć w narastających konwulsjach rozkoszy. Najbardziej niesamowite w tym wszystkim było to, że ona doskonale wiedziała, co robi. Tu nie było miejsca na błędy i niedociągnięcia.  Zdawała się mi być nimfą, prawdziwym zjawiskiem, które trudno opisać słowami. Jej wzrok był niezwykle uwodzicielski, gorący i zachęcający. Byłem już w jej posiadaniu.

W tej jednej krótkiej chwili miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Nie widziałem nic więcej, niż tylko to, co powinien widzieć grzeczny chłopczyk, ale to, czego nie widziałem, czego mogłem się tylko domyślać, było dużo ważniejsze, niż to, co mi pokazała. Jej ciało było bardzo miękkie, pełne zakamarków i wypukłości. Skóra spocona nie była idealnie gładka, tylko pokryta delikatnym, subtelnym, jasnym meszkiem i robiła na mnie niesamowite wrażenie. Anastazja zdawała się być jak mięciutki kocyk w chłodną noc, który warto przytulić do siebie i ogrzać się nim. 

– No, Julian, na co czekasz? – powiedziała jeszcze bardziej prowokacyjnie, – rozepnij rozporek i pokaż mi, co tam masz spodniach. Wypuść tego swojego ogiera, niech sobie pobiega przez chwilę.

Kiedy się ociągałem, dodała jeszcze:

– No pokaż go, chcę go wreszcie zobaczyć. 

Nie chciałem się jej sprzeciwiać. Choć może powiem inaczej, może jeszcze bardziej nie mogłem się doczekać tego, co za chwilę się stanie. W niesamowitym napięciu i drżeniu całego ciała, chodź bardzo grzecznie i usłużnie rozpiąłem rozporek i pokazałem mojego wielkiego, twardego kutasa. Nie zawiódł mnie i sterczał teraz przepisowo. Widząc to, Anastazja westchnęła z zadowoleniem: 

– Och, ależ on wielki. Toż to prawdziwy potwór. 











2024-12-25

Ostatnie wakacje.

 388. Budziło się we mnie dzikie zwierzę.


Gdy późnym wieczorem wszedłem do jej do pokoju, spała. No w sumie to nie wiem, czy tak było. Mogła tylko udawać, że śpi. W każdym bądź razie, kiedy ją zobaczyłem, zacząłem tracić kontrolę nad swoim ciałem. W momencie, kiedy wszystko było grą, słodkim flirtem, doskonale wypracowaną strategią uwodzenia, tak trudno było zorientować się, co jest naturalne, a co tylko perfekcyjną choreografią. Nie wiem, który to już raz, wrażenie było tak silne, że cały jest zadrżałem. Ona była zupełnie inna, taka niesamowicie piękna. Zobaczyłem ją w nowej odsłonie. Miałem poczucie, że patrzę na doskonały obraz, a nie na istotę z krwi i kości. Była tak piękna, jakby nie z tego świata. 

Leżała na dużym, wygodnym łóżku, do połowy przykryta białą, nieskazitelnie czystą pościelą i była naga. Od razu spostrzegłem, że nie ma na sobie stanika. Duża jędrna pierś kryła się jedynie za łokciem, a głowa spoczywała na miękkiej równie białej poduszce. Zamknięte oczy świadczyły, że jest w stanie głębokiego relaksu.  Ramiona i plecy przykryte jasnymi miękkimi włosami podkreślały jej niezwykły powab.

Chodź moja pierwsza myśl była taka, że jednak śpi, to kiedy spojrzałem na jej twarz miałem wrażenie, że jej usta wykrzywiają się w delikatnym uśmiechu. Błyszczały i były ogromnie pociągające, jakby gotowe do długiego, gorącego pocałunku. Patrząc na nią, zdałem sobie sprawę, że nie mogę ocenić jej obiektywnie. Byłem po prostu w niej zadurzony.

Błądziłem wzrokiem po jej aksamitnych włosach, ustach, po odkrytej pierśi i miałem nieodpartą ochotę podejść, chwycić za brzeg kołdry i wsunąć dłoń do jej pięknego, podniecającego ciała. Jednak mimo tak silnych pragnień, nie zrobiłem nic. Czekałem. Byłem przekonany, że w pewnym momencie i tak to się stanie, niezależnie od tego, czy będę tego chciał, czy nie. Jak mogło być inaczej, skoro już tutaj wszedłem? Drzwi do jej pokoju były otwarte, a ona udawała, że śpi, prowokując i zachęcając do pełnego zaangażowania w tę grę miłosną. Pragnąłem zbliżyć do jej piersi swoje usta i zacząć całować każdy centymetr ich powierzchni. 

Jednak mimo wszystko to był dopiero początek, preludium przed czymś bardziej namiętnym i gorącym. Oczywiście, że powinienem był się tego spodziewać, przecież to nie był pierwszy raz, jednak znów mnie zaskoczyła. Zaskoczyła w tak bardzo pozytywny i przyjemny sposób, że dech mi zaparło. Spała? Oczywiście, że nie. To wszystko było grą, zabawą w “co mi zrobisz jak mnie złapiesz”. Ja byłem kotkiem, a ona myszką i wszystko układało się tak pięknie i gładko.

To było jak magia rozgrywająca się na moich oczach. Wystarczył tylko jeden ruch, wystarczyło tylko, aby obróciła się wokół własnej osi i już była bez przykrycia. Leżała kompletnie naga. Była jak Ewa z raju. Patrzyła na mnie tymi swoimi zielonymi oczami, nie pozwalając mi się odwrócić. Nie wiedziałem, gdzie zawiesić swój wzrok. Byłem głodny szczegółów jej ciała. Bezwstydnie gapiłem się na jej śliczną buzię, na duże napompowane cycki, na szerokie jędrne pośladki, no i oczywiście na cipkę wyłaniającą się spomiędzy lekko ugiętych ud.

Podniecenie rozsadzało mnie od środka, a penis w spodniach był gotowy do ostrych igraszek miłosnych. Sztywny, gruby, twardy jak kij bejsbolowy pulsował przy najmniejszym bodźcu. Każdy dotyk sprawiał, że kręciło mi się w głowie. To nagie ciało było tak cudownie podniecające i działało na mnie tak niesamowicie mocno, że coraz trudniej było mi zapanować nad swoim podnieceniem. Budziło się we mnie dzikie zwierzę.



2024-12-24

Ostatnie wakacje.

387. Była początkiem czegoś nowego.


Słuchałem jej z uwagą, pochylając się lekko w jej stronę, jakby każde jej słowo było cenną perłą. Na chwilę oderwałem wzrok od jej twarzy, by zerknąć na stolik. Obok filiżanek stały małe talerzyki z kawałkami ciasta – sernik o delikatnym, kremowym kolorze, z cienką warstwą lukru, i coś, co wyglądało na czekoladowy fondant, połyskujący w słabym świetle lampy. Ale jedzenie zdawało się nie istnieć w tej chwili. Julian skupił się tylko na niej.

– Przeprowadziłam się tutaj – kontynuowała Anastazja – mając jedynie marzenie. Nie znałam języka, nie znałam nikogo. Wszystko było takie obce. Polska była dla mnie nowym światem. Musiałam nauczyć się wszystkiego od podstaw. Pierwsze miesiące były koszmarem. Bywały dni, kiedy chciałam wrócić, zrezygnować… Ale wtedy przypominałam sobie, dlaczego to robię. Muzyka. To było jak jedyny kierunkowskaz w moim życiu.

Przez chwilę patrzyła na parującą kawę, jakby wspomnienia tych trudnych czasów wracały z całą intensywnością. Z napięciem obserwowałem jej twarz, delikatne zmarszczki na jej czole, świadczące o tym, że myśli o czymś bardzo głęboko.

– I teraz? – spytałem, próbując delikatnie przerwać tę ciszę, ale z szacunkiem dla jej wspomnień.

Anastazja westchnęła lekko, po czym znów spojrzała na mnie, tym razem z radosnym błyskiem w oczach.

– Teraz jest inaczej – powiedziała z pewnym triumfem. – Mam przyjaciół, zbudowałam swoje życie tutaj. To nie było łatwe, ale warto było walczyć. Muzyka była i jest tym, co mnie prowadzi. Poznałam ludzi, którzy podzielają moją pasję, którzy mnie wspierają, jak mój brat. Krok po kroku, powoli, zaczęłam zdobywać swoje miejsce. Mój biznes, moja muzyka – to wszystko rozwijało się stopniowo. To, co widziałeś dzisiaj, to efekt lat pracy, porażek i małych zwycięstw.

Jej słowa brzmiały tak prawdziwie, że poczułem dreszcz na skórze. Wiedziałem, że przede mną siedzi osoba, która przeszła przez ogień, która nie tylko kocha muzykę, ale żyje nią całkowicie. Zafascynowany, chciałem dowiedzieć się więcej, ale nie chciałem naciskać. Zamiast tego podparłem brodę na dłoni i uśmiechnąłem się lekko.

– To niesamowite… – powiedziałem cicho, jakbym nie chciał przerwać tej chwili. – Jesteś dla mnie kimś więcej niż tylko muzykiem. Twój saksofon to nie tylko instrument. To przedłużenie ciebie, twojej duszy.

Anastazja spojrzała na mnie z nieco zaskoczonym uśmiechem, jakby nie spodziewała się tak osobistej uwagi.

– Dziękuję – odpowiedziała po chwili, a jej głos był miękki, jakby nagle cała ta pewność siebie, którą pokazywała na scenie, lekko się rozmyła w tym intymnym momencie. – Ale wiesz… Każdy z nas ma coś, co go definiuje. Dla mnie to muzyka. Dla ciebie… Może jeszcze nie wiesz, co to jest, ale kiedy to znajdziesz, poczujesz to tak samo.

Przez moment nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Czułem się, jakby Anastazja zobaczyła coś we mnie, czego sam jeszcze nie odkryłem. Uśmiechnąłem się delikatnie, odchylając się na krześle, choć moje serce wciąż biło jak oszalałe. Obserwowałem ją, jak delektowała się ostatnim kęsem ciasta, jak poprawiała włosy za ucho. Była uosobieniem spokoju, siły, i piękna, które emanowało z jej każdego ruchu.

Czas płynął powoli, jakby kawiarnia była miejscem zawieszonym w innym wymiarze, a nasza rozmowa była jedyną ważną rzeczą na świecie. Anastazja opowiadała jeszcze przez chwilę o swoich planach, o nowych projektach muzycznych, ale ja ledwo słuchałem tych słów. Zamiast tego skupiałm się na jej głosie, na delikatnych tonach, które zdawały się tworzyć własną, osobistą melodię.

Gdy wychodziliśmy z kawiarni, wieczór już zapadł na dobre. Ulica tonęła w cichym mroku, przerywanym jedynie światłem latarni. Czułem, że ta rozmowa była czymś więcej niż zwykłym spotkaniem. Była początkiem czegoś nowego, czegoś, co mogło zmienić moje życie, tak jak muzyka zmieniła życie Anastazji.


2024-12-23

Ostatnie wakacje.

386. Muzyka jest dla mnie wszystkim.


Chociaż wiedziała, że to już koniec, że za chwilę wyjdzie z kabiny oddzielającej ją od reszty świata, przedłużyła tę chwilę, dodając jej niezwykłego uroku. Bardzo zmysłowo poprawiła swoje długie, lśniące włosy, odgarniając je za uszy, jakby dobrze wiedziała, jaki efekt wywołuje. Jakby czuła, że każdy jej ruch, każdy najmniejszy gest sprawia, że drżę pod wpływem jej uroku. Uśmiechnęła się wtedy – tak słodko, tak szczerze, że moje serce na moment przestało bić, a ja sam westchnąłem cicho, całkowicie zahipnotyzowany.

A potem, jeszcze bardziej zmysłowo, chwyciła do ręki parę kolczyków. Ale nie były to zwykłe, drobne kolczyki, które można przegapić. Nie, te były duże, przypominały pióra indiańskich łowców, barwne i wyraziste. Wetknęła je w uszy z taką gracją, że ten ruch, pozornie prosty, stał się niemal oszałamiający. Patrzyłem, jak jej dłonie unoszą te kolczyki, jak jej palce delikatnie dotykają płatków uszu – wszystko to było takie naturalne, a zarazem pełne niewypowiedzianej dzikości i zmysłowości, która ujawniała się w każdym jej geście.

Kiedy już włożyła kolczyki, potrząsnęła głową, a jej włosy rozleciały się w falach wokół jej twarzy. Był to ruch pełen energii, swobodny, jakby chciała podkreślić swoją niezależność, swoją wolną duszę. Tym razem jej uśmiech był inny – nieco zadziorny, trochę przekorny, z tym charakterystycznym zadartym noskiem, jak małego urwisa, który wie, że właśnie zrobił coś, co całkowicie zawróciło komuś w głowie. Ta dziewczyna była jak tornado – pełna uroku, pasji i energii, które wciągały mnie bez reszty.

Na sam koniec uniosła dłoń, pokazując uniesiony kciuk, jakby chciała powiedzieć: "Występ zakończony sukcesem, wszystko poszło perfekcyjnie." Ten prosty gest, choć niemal banalny, w jej wykonaniu wydawał się czymś o wiele więcej. To był symbol triumfu, pewności siebie, tego, że czuje się spełniona, że wszystko poszło dokładnie tak, jak zaplanowała. A ja, patrząc na nią, wiedziałem już, że ten moment, te drobne gesty, te szczegóły, zostaną ze mną na długo. Anastazja zawładnęła moimi myślami, moim sercem, i wiedziałem, że tak łatwo się od niej nie uwolnię.


***


W kawiarni panował przytulny, niemal domowy nastrój. Niewielkie stoliki, nakryte koronkowymi serwetkami, ustawione były wzdłuż okien wychodzących na spokojną, jesienną ulicę, oświetloną ciepłym blaskiem latarni. Z sufitu zwisały małe, ozdobne lampki, które tworzyły delikatną poświatę, idealną do rozmowy. Ja i Anastazja siedzieliśmy przy jednym z takich stolików, w rogu kawiarni, nieco na uboczu, z dala od gwaru reszty gości. Na naszym stoliku stały dwie filiżanki parującej kawy – ciemnej i mocnej, pachnącej intensywnie, jakby ktoś wlał do filiżanki całą esencję kawowego świata.

Patrzyłem na Anastazję, jakbym wciąż nie wierzył, że siedzę tutaj z nią, tak blisko. W jej lśniących kolczykach z piór, które odbijały światło lamp, wciąż tkwiła ta dzikość, która wcześniej mnie zahipnotyzowała. Była spokojna, ale jednocześnie emanowała energią, której nie dało się zignorować. Jej dłonie delikatnie unosiły filiżankę, a gdy upiła mały łyk, odsunęła naczynie i uśmiechnęła się ciepło.

– To było niesamowite – powiedziałem, starając się, by mój głos nie brzmiał zbyt nachalnie, choć moje serce biło jak szalone. – Kiedy grałaś, miałem wrażenie, że słucham czegoś więcej niż muzyki. To było jak opowieść, jakbyś chciała mi coś powiedzieć, coś, co tylko ja mogę zrozumieć.

Anastazja uśmiechnęła się nieco tajemniczo, jakby te słowa trafiły prosto w sedno tego, co chciała przekazać. Przechyliła głowę, a kosmyk jej jasnych włosów opadł na twarz. Nagle poczułem, jak moje serce drży na ten widok.

– Muzyka… – zaczęła, a jej głos był miękki, niemal melodyjny, jakby nadal była w trybie występu – …jest dla mnie wszystkim. Zawsze tak było. Od dziecka, w Rosji, żyłam nią. To była jedyna rzecz, która pozwalała mi być sobą, wyrażać to, czego nie potrafiłam powiedzieć słowami. Ale to nie było proste. Walczyłam z tym, z sobą, z różnymi przeszkodami. Było wiele momentów, kiedy myślałam, że nie dam rady, że to nie dla mnie.



2024-12-22

Ostatnie wakacje.

385. W formie niemego pocałunku


I kiedy po chwili znów zaczęła grać pięknie na swoim instrumencie, skupiona, jakby nieobecna patrzyła w podłogę, tańcząc, ale widząc tylko nuty swojej muzycznej opowieści. Stojąc z nosem w szybie, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Chłonąłem każdy najdrobniejszy szczegół jej wyglądu, urody, każdy fragment muzyki, tą atmosferę, która się roztaczała w tym studio. 

Kiedy Anastazja wreszcie skończyła grać, choć echo jej muzyki wciąż brzmiało w mojej głowie i nie chciało się uciszyć, na jaw wyszedł pewien drobny, choć dość uciążliwy problem. Te duże, profesjonalne słuchawki, które miała na sobie, w jakiś sposób pochłonęły jej włosy. Jasne, lśniące loki zaplątały się w metalowe elementy nauszników, zaczepiając o małe szczeliny i sprawiając jej widoczny dyskomfort. Próbowała sama się oswobodzić, ale z każdym ruchem sprawiała sobie ból, a włosy wydawały się jeszcze bardziej splątane. Widać było, że zaczyna się irytować, choć starała się nie okazywać tego zbyt mocno.

I wtedy, jak na zawołanie, z pomocą przyszedł jej niezastąpiony brat. Andriej, który z delikatnym uśmiechem na twarzy podszedł do niej, wykazując się anielską cierpliwością. Z największą starannością, niemal jak jubiler pracujący nad najcenniejszym klejnotem, zaczął uwalniać pojedyncze kosmyki włosów z uścisku słuchawek. Jego palce poruszały się z precyzją, a każde wyciągnięte pasmo przynosiło Anastazji ulgę, co wyrażała delikatnymi westchnieniami ulgi i wdzięcznym uśmiechem.

Drzwi do kabiny nagraniowej były teraz otwarte, a ja, stojąc tuż obok, mogłem słyszeć każde ich słowo, ponieważ zdjąłem już swoje słuchawki. Anastazja, choć unieruchomiona w tej chwili, mówiła o swoim bracie z największym uznaniem i czułością. Każde zdanie wypowiedziane było w superlatywach, pełne wdzięczności i podziwu. Mówiła o jego cierpliwości, dobroci i o tym, jak bardzo jej pomaga, nie tylko teraz, ale na co dzień, przy każdej sesji, każdym występie. Ciepło bijące z jej głosu, te delikatne podziękowania, były dowodem na to, jak bliska i pełna miłości była więź między nimi.

To była niezwykle urocza scena – dwójka rodzeństwa, która nie tylko razem pracowała, ale była też ze sobą emocjonalnie związana, co widać było w każdym ich geście. Andriej, nie okazując zniecierpliwienia ani pośpiechu, w końcu uwolnił ostatni kosmyk, a Anastazja, rozpromieniona, mogła wreszcie swobodnie się poruszyć. Wtedy, zamiast spojrzeć na niego, przeniosła wzrok na mnie. Jej oczy, lekko zmrużone, ale pełne ciepła, spotkały moje. Uśmiechnęła się – tym swoim charakterystycznym, serdecznym uśmiechem, który wyrażał pełnię szczęścia. W tym jednym spojrzeniu widziałem, jak bardzo była zadowolona z tego, co robi. W jej oczach odbijała się radość, spełnienie, harmonia duszy i ciała, a każde drgnienie jej ust mówiło, że muzyka to nie tylko praca, ale życiowa pasja, którą dzieliła się z każdym, kto miał szczęście być w jej obecności.

I choć dopiero zaczynałem ją poznawać, czułem, że Anastazja fascynuje mnie coraz bardziej. Była nie tylko utalentowaną artystką, ale też pełną ciepła osobą, która emanowała dobrą energią. W tej chwili widziałem w niej coś więcej niż muzyka – była kimś, kto swoim istnieniem potrafił zmieniać otaczający ją świat.

To miał być już koniec jej występu, ale Anastazja miała w zanadrzu coś wyjątkowego, coś, co sprawiło, że ta chwila stała się dla mnie jeszcze bardziej niezapomniana. Na sam finał przygotowała drobny gest – taki, który był jak niewidzialne objęcie, jak serdeczny uścisk, który przesłała mi wcześniej w powietrzu, w formie niemego pocałunku. Tym razem jednak, to, co zrobiła, dotknęło mnie głębiej, poruszyło bardziej, bo ten gest był o wiele bardziej intymny, choć wciąż delikatny i subtelny.


2024-12-21

Ostatnie wakacje.

384. Mieszanina bodźców wyrafinowanej urody


A wtedy, jakby czytając moje myśli, w chwili pełnej radości, z szerokim uśmiechem na ustach, położyła dłoń na swojej głowie w geście zmęczenia i zaangażowania, jakby chciała pokazać, jak bardzo pochłonęła ją ta muzyka, to co robiła. Była w tym szczera, była cała sobą, dając się ponieść temu, co grała i temu, co czuła. A potem, w momencie wytchnienia, przesłała mi buziaka w powietrzu – niewinny, słodki gest, który zaskoczył mnie tak mocno, że dech mi zaparło. Nie wiedziałem, co robić, jak zareagować. Czułem, że to wszystko mnie przerasta, że ten jeden gest miał w sobie więcej magii i uczucia, niż cokolwiek, czego do tej pory doświadczyłem.

Byłem całkowicie pochłonięty, zauroczony, a może nawet zakochany – nie tyle w niej, co w tym, co reprezentowała. W muzyce, w pasji, w emocjach, które rozbudziła we mnie, których wcześniej nie znałem. W tamtej chwili wiedziałem, że nic już nie będzie takie samo.

Pomimo że muzyka wciąż płynęła nieprzerwanie, Anastazja nagle obróciła się w stronę swojego brata i wykonała ten sam gest – uśmiechając się szeroko, jakby tylko oni dwoje wiedzieli, o co chodzi. A potem, niespodziewanie, wybuchła śmiechem. Jej śmiech był tak perlisty, tak szczery, że wydawało się, iż dźwięczy w powietrzu, choć wiedziałem, że w rzeczywistości nie mogłem go usłyszeć. Była przecież za grubą taflą pleksi, a moje uszy wciąż wypełniała muzyka ze słuchawek. Ten śmiech istniał tylko w mojej wyobraźni, ale widok jej roześmianej twarzy wystarczył, bym mógł go niemal usłyszeć w swojej głowie – tak bardzo autentyczny, że moja wyobraźnia mimowolnie dopowiedziała resztę.

Spojrzałem na nią zafascynowany, a wtedy mój wzrok zsunął się niżej, na jej stopy. I nagle, ku mojemu zdziwieniu, zamiast eleganckich, wyrafinowanych szpilek, zobaczyłem, że Anastazja ma na nogach… miękkie, domowe kapcie. To kontrastowało z całą jej wyrafinowaną prezencją, a ja na moment zastygłem z zaskoczeniem, nie wiedząc, co o tym myśleć. Mój wzrok powędrował najpierw na jej twarz, potem na brata. On z kolei uśmiechnął się lekko, jakby z nutą drwiny, a jego spojrzenie wyrażało coś w rodzaju cichej dezaprobaty, ale jednocześnie rozbawienia. Nie rozumiałem tej gry toczącej się między rodzeństwem, tego wewnętrznego żartu, który dla nich był oczywisty, a dla mnie kompletnie niezrozumiały.

Jednak ten nieoczekiwany szczegół – kapcie zamiast wyjściowego obuwia – był dla mnie czymś magicznym. Pokazał mi jej zwykłą, ludzką stronę, pełną ciepła i niedoskonałości, którą tak łatwo było pokochać. Ten drobny szczegół, choć z pozoru niewinny, sprawił, że wydawała mi się jeszcze bardziej wyjątkowa, jak pieprzyk na twarzy Marilyn Monroe, który dodawał jej niepowtarzalnego uroku. Anastazja, gestykulując w stronę brata, wyraźnie dała mu do zrozumienia, że to przecież tylko nagranie w studiu, a nie oficjalny występ, więc nie ma potrzeby przejmować się drobiazgami, jak jej strój.

Kiedy odwróciła się bokiem, zauważyłem, jak pięknie prezentują się jej odkryte ramiona, a gładki, głęboki dekolt subtelnie eksponował jej delikatną skórę. Lśniące, jasne włosy opadały na plecy niczym welon, falując delikatnie przy każdym jej ruchu. Ten kontrast pomiędzy elegancją jej postaci a prostotą domowych kapci był niesamowicie urzekający. Mieszanina tych bodźców – wyrafinowanej urody, ciepła, radości i niewymuszonej niedoskonałości – tworzyła obraz, który zapisał się głęboko w mojej pamięci.


2024-12-20

Ostatnie wakacje.

383. Czułem, że mogę zemdleć.


Ona grała tylko dla mnie, a ja w tym momencie istniałem tylko dla niej. Cały świat poza nami przestał istnieć, zniknął w dźwiękach jej saksofonu, który wypełniał przestrzeń muzyką. Każda nuta była jak pięknie skomponowany bukiet kwiatów – czerwonych róż, wręczonych z czułością i troską na urodziny, jak dar, który można otrzymać tylko od kogoś, kto naprawdę rozumie twoje najskrytsze pragnienia. Z każdym wysublimowanym tonem jej muzyki, moje serce wznosiło się coraz wyżej, jakby nagle urosły mi skrzydła. Czułem się lekki, wolny, unoszony na fali emocji, które rozbrzmiewały wraz z jej grą.

Na moment, choć krótki i ulotny, mogłem być kimś innym. Byłem tym wymarzonym, idealnym sobą – wyalienowanym z rzeczywistości, zanurzonym w pasji, w muzyce i uczuciach, których nie da się opisać słowami. To, co czułem, było zbyt intensywne, zbyt głębokie, by próbować je oddać w najbardziej wyszukanych frazach. Żadne słowa nie byłyby w stanie uchwycić tego, co we mnie w tym momencie działo – to było coś poza mową, coś, co istniało wyłącznie w muzyce i emocjach, które we mnie budziła.

W tej jednej chwili zrozumiałem, że jej gra to nie tylko dźwięki – to opowieść, historia. Z każdego dźwięku wydobywała się baśń, epicka saga o ludziach, miłości, szczęściu i chwilach, które sięgają głębi duszy. Każda melodia, każde brzmienie było jak rozdział tej opowieści, a ja słuchałem jej z zapartym tchem, zatopiony w narracji, której wcześniej nie znałem, ale którą teraz przeżywałem z całą intensywnością. W jej muzyce było wszystko – radość, smutek, wzruszenie, triumf i melancholia. To była muzyka, która dotykała najgłębszych strun mojego serca i duszy, wywołując lawinę emocji, nad którymi nie mogłem zapanować.

Zanim się zorientowałem, nie siedziałem już na fotelu. Nie pamiętam nawet, kiedy się podniosłem, kiedy moje nogi, jakby same z siebie, ruszyły przed siebie, aż znalazłem się przy szybie, która oddzielała mnie od niej. Położyłem dłonie na chłodnej, plastikowej tafli, patrząc zafascynowany, jak dziecko zapatrzone w coś, czego nigdy wcześniej nie widziało. Moje usta były lekko otwarte, a ja nie mogłem złapać tchu – widziałem ją z tak bliska, mogłem dostrzec każdy szczegół. Jej śmietankowe włosy, które w studyjnym świetle falowały przy każdym ruchu jej głowy, połyskiwały ciepłym blaskiem. Grała, a jednocześnie uśmiechała się do siebie, wiedząc doskonale, że jej muzyka dociera do mnie w sposób, w jaki tego chciała – głęboko, intensywnie, poruszając wszystko, co we mnie było.

Była skupiona, pochłonięta swoją grą, ale jednocześnie jej ciepły, tajemniczy uśmiech mówił mi, że była świadoma mojej obecności. Czułem, jakby ten uśmiech był tylko dla mnie, jakby ten moment, ten gest, był naszą prywatną rozmową, niewypowiedzianą, lecz głęboko zrozumiałą. A potem nagle, bez żadnego ostrzeżenia, przestała grać na saksofonie, lecz muzyka wciąż płynęła. Patrzyłem na nią z niedowierzaniem, jak tańczyła z rozłożonymi dłońmi, jakby nadal była w rytmie, mimo że jej instrument milczał. Byłem w szoku – jak to możliwe, że muzyka nie przestawała grać?

Nie wiedziałem, że to playback, który realizator puścił w tle, by wtórować jej graniu. Dla mnie to był moment, w którym rzeczywistość i magia się zatarły. Muzyka, ona, wszystko wydawało się czymś nadprzyrodzonym, niesamowitym. Jej uśmiech stawał się coraz szerszy, coraz cieplejszy, a ja miałem wrażenie, że moje serce zaraz nie wytrzyma tego natężenia emocji. Czułem, że mogę zemdleć, że zaraz upadnę przed nią, poddany tej intensywności, którą od niej biło.


2024-12-19

Ostatnie wakacje.

382. Stałem się jednością z tą chwilą.


Byłem pewien, że to, co teraz czułem, nie opuści mnie już nigdy. Anastazja i jej muzyka – to było coś więcej niż chwilowe zauroczenie. To była zmieniająca życie siła, której nie można było się oprzeć, a ja byłem gotowy, by się jej całkowicie poddać.

Anastazja była jak zjawisko – była czymś więcej niż tylko osobą, którą mogłem zobaczyć i usłyszeć. Była esencją muzyki, czymś, co trwało nieprzerwanie, przenikając każdą komórkę mojego ciała, każdą myśl, która formowała się w mojej głowie. Jej obecność nie była zwyczajnym doświadczeniem – to była podróż do wnętrza samego siebie, a ona była przewodnikiem, który prowadził mnie w nieznane dotąd przestrzenie. Każda nuta, którą wydobywała z saksofonu, była jak kolejna fala oceanu, niosąca mnie coraz dalej od brzegu, a ja, całkowicie poddany tym dźwiękom, pozwalałem, by zabrała mnie tam, gdzie wcześniej nigdy nie byłem.

Zapomniałem o wszystkim – o czasie, o miejscu, o rzeczywistości, która istniała poza tym studiem nagraniowym. Pogrążałem się w muzyce, która teraz wypełniała nie tylko pomieszczenie, ale i moją duszę, tak jakby Anastazja, grając, dotykała nie tylko instrumentu, ale też mnie samego – rozbudzała we mnie emocje, o których nie miałem pojęcia, że są tak głęboko zakorzenione. Z każdym jej ruchem, każdym kołysaniem bioder, które idealnie współgrało z rytmem, coraz bardziej zapominałem, kim jestem, gdzie jestem i co tu robię. Byłem tylko ja i ona – ja i ta muzyka, która teraz wypełniała całą moją świadomość.

Jej taniec był delikatny, niemal hipnotyczny. Czułem, jakby każda nuta, którą grała, była jak dotyk, który przesuwał się po mojej duszy, zmieniając wszystko, co do tej pory wydawało mi się stałe i niezmienne. Nigdy wcześniej nie myślałem, że muzyka może mieć taką moc. Wcześniej zdawało mi się, że jest tylko tłem, przyjemnym dźwiękiem towarzyszącym codziennym chwilom. Teraz jednak zrozumiałem, że muzyka, prawdziwa muzyka, potrafi przemieniać, potrafi zaglądać w najgłębsze zakamarki duszy, zmuszając człowieka do zastanowienia się nad sobą, nad swoim życiem, nad tym, co naprawdę jest ważne.

Anastazja i muzyka – to było jedno, nierozerwalne. Nie była już tylko muzykiem, który grał na instrumencie. Była częścią tej muzyki, a muzyka była częścią jej. Patrząc na nią, jak gra i porusza się w rytm, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była ucieleśnieniem piękna – nie tylko zewnętrznego, choć i to było oszałamiające, ale też tego głębszego, wewnętrznego piękna, które wyrażało się w każdej nucie, w każdym geście, w każdym spojrzeniu. Jej uroda, seksapil, muzyka – wszystko to łączyło się w jedno, tworząc zjawisko, które było tak subtelne, a jednocześnie tak urzekające, że nie sposób było od tego uciec. Była poezją wyrażoną dźwiękami – melodią, która płynęła nie tylko z jej instrumentu, ale z całej jej osoby.

I ja, choć wcześniej obojętny na muzykę, teraz byłem wciągnięty w ten świat bezpowrotnie. Czułem, jakby to, co teraz słyszę i widzę, otwierało we mnie drzwi, które były zamknięte przez lata. To, co robiła Anastazja, nie było tylko sztuką – to było doświadczenie, które dotykało najgłębszych pokładów mojej wrażliwości. Muzyka stała się moim wewnętrznym głosem, przypominając mi o emocjach, o których zapomniałem, o pragnieniach, które ignorowałem.

Byłem tak mocno pochłonięty tym wszystkim, że świat wokół mnie przestał istnieć. Stałem się jednością z tą chwilą, z tym dźwiękiem, z Anastazją, której muzyka teraz była moją muzyką. I w tym uniesieniu, w tym całkowitym zapomnieniu, odnalazłem siebie.


2024-12-18

Ostatnie wakacje.

381. Pasja, która zaczęła przejmować nade mną władzę.


To była czysta magia, moment całkowitego zespolenia dwóch dusz przez muzykę. Czułem, że to, co działo się teraz, było czymś niezwykłym, czymś, czego nie można było doświadczyć drugi raz. Była to chwila, która wykraczała poza słowa, poza dźwięki – to był cud, który wydarzał się właśnie tam, w tym niewielkim studiu, gdzie czas zdawał się stanąć w miejscu, a ja mogłem być świadkiem tej muzycznej ekstazy.

Muzyka ogarnęła mnie całkowicie, niczym fale oceanu, które z każdą chwilą narastają, unosząc na swoich grzbietach nie tylko ciało, ale i umysł. Była potężna, niemal wszechogarniająca, ale jednocześnie niezwykle czysta, subtelna, jakby każda nuta dotykała najgłębszych zakamarków mojej duszy. Czułem ją nie tylko uszami, ale całym sobą – przesiąkała moją skórę, płynęła w mojej krwi, poruszając serce, które biło w rytm saksofonu Anastazji.

Kiedy grała, zdawała się tańczyć z instrumentem, jakby saksofon był jej najbliższym partnerem, z którym rozumiała się bez słów. Każdy ruch jej bioder, delikatny, a zarazem pełen pewności, harmonizował z melodią, jakby w tej chwili jej ciało i muzyka stały się jednym. Była niczym wytrawna tancerka, a jej wyimaginowany partner, jak mężczyzna w eleganckim smokingu, prowadził ją przez te dźwięki, przez tę przestrzeń, gdzie muzyka nie znała granic. Jej gracja i zaangażowanie były tak autentyczne, że nie mogłem oderwać od niej wzroku. Każdy jej ruch był pełen pasji, ale też swobody, jakby oddychała muzyką, a saksofon stawał się jej przedłużeniem, narzędziem do wyrażenia tego, co miała w sercu.

To było więcej niż tylko techniczne mistrzostwo – czułem, że to, co robi, jest odzwierciedleniem jej duszy, jakby każda nuta wyrażała jakiś fragment jej wewnętrznego świata, który dopiero teraz zaczynałem dostrzegać. I właśnie w tym momencie dotarło do mnie coś, co zmieniło wszystko. Moja fascynacja przestała obejmować tylko ją – jej urodę, jej wdzięk czy osobowość. Teraz czułem, że to, co przyciągało mnie do Anastazji, to jej miłość do muzyki, to, jak pasja ta przebijała się przez każdy dźwięk, każdy gest, każde spojrzenie.

W tamtej chwili wiedziałem, że fascynuje mnie całe jej życie, to, co sobą reprezentowała, to, czym żyła i czym dzieliła się z innymi. Jej osoba i jej sztuka były nierozłączne – stanowiły jedną całość, której nie można było rozdzielić. Była jak żywy symbol tej muzyki, jej personifikacja. Wszystko, co robiła, miało swoje źródło w tej samej niespożytej pasji, która teraz dotknęła również mnie. Zrozumiałem, że ta muzyka, której wcześniej może nie do końca rozumiałem, zaczęła przejmować nade mną kontrolę, wkraczać w moje życie jak cichy, ale potężny nurt, którego nie sposób było zignorować.

Wiedziałem już, że od tej chwili Anastazja zawsze będzie mi się kojarzyć z saksofonem – to on stał się jej symbolem, jej nieodłączną częścią, tak samo jak muzyka, którą tworzyła. A te dźwięki, które teraz napełniały studio, już zawsze miały brzmieć w moich uszach, przypominając mi nie tylko o niej, ale i o tym, jak muzyka potrafi zmieniać ludzi. W tym jednym momencie zrozumiałem, że oto coś niezwykłego wkroczyło do mojego życia – pasja, która zaczęła przejmować nade mną władzę, odkrywając we mnie coś, czego nigdy wcześniej nie znałem. Fascynacja przerodziła się w coś głębszego, silniejszego – coś, co miało zmienić mnie na zawsze.


Czerwona rybka

52. Pędziłem do met y Jej lewa noga opadła na łóżko, miękko, leniwie, jakby sama nie chciała już dłużej walczyć z grawitacją, jakby chciała ...