369. Jesteś taki młody i taki niewinny.
W moich oczach Anastazja była ideałem kobiety. Jej szerokie biodra i jędrne pośladki łagodną sinusoidą przechodziły wąską talię. Doskonale zdawała sobie sprawę ze swojej aparycji i tego jak na mnie działa. Stanęła w taki sposób, aby jeszcze mocniej to podkreślić je wyeksponować. Błądziłem po niej głodnym, podnieconym wzrokiem i próbowałem wychwycić te drobne szczegóły.
Jej piersi były duże, ale nie za duże. To nie były jakieś ogromne bomby. Były dokładnie takie, jakie powinny być piersi. No cóż, być może wtedy każde cycki wydawały mi się cudowne, ale te zachwycały mnie w sposób szczególnie wyjątkowy. Zastanawiałem się, co mógłbym zrobić, aby lepiej określić ich wielkość i doszedłem do wniosku, że gdybym wsunął od spodu obydwie dłonie, to mógłbym objąć zaledwie jedną. Myślałem sobie, że gdybym to zrobił, to być może mógłbym poczuć jej ciężar, miękkość i kształt. Jeśli chodzi o to jak wyglądały, to ich brodawki były duże, nieco ciemniejsze, dość mocno odcinające się od opalenizny. Skutki w porównaniu z brodawkami były małe i ledwie zarysowane. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałem sobie, że pomimo swojego wieku nie miała okazji być jeszcze mamą.
To spostrzeżenie wywołało w mojej głowie eksplozję podniecenia. Nagle uświadomiłem sobie, że to ja mógłbym zostać tatą jej dziecka, że mógłbym zrobić jej malutkiego Julianka. Później pomyślałem sobie jeszcze, że przecież każdej z kobiet z którymi bzykałem się na tych wakacjach, mógłbym zrobić dziecko i to spowodowało, że moja głowa po prostu eksplodowała. Przecież w każdej z tych cipek, czy to młodych, czy starszych, zostawiłem moje nasienie, nasienie pełne plemników. Nie mogłem przypomnieć sobie, abyśmy w jakimkolwiek momencie stosowali zabezpieczenie. Nawet z ciocią kochałem się jak szalony, spuszczając się w jej gorącą pizdeczkę moją gęstą aromatyczną spermą. Im bardziej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej byłem podniecony.
Tymczasem musiałem wrócić do rzeczywistości. Palce Anastazji były zaciśnięte na końcówkach warkoczyków i ciągnęły je do dołu. Wyglądało to trochę pretensjonalnie, a mimo wszystko tak niesamowicie podniecająco. Czekała na kolejny moment tego co za chwilę się stanie. Nieco pochylona, ukośnie ułożona głowa i oczy nieruchomo utkwione we mnie, świadczyły o nerwowości i napięciu. Jak prawdziwy drapieżnik chciała wybrać najlepszy moment do ataku.
To rzeczywiście za chwilę miało się stać. Byłem w pełni gotowy. Sztywny, w pełnym wzwodzie penis mocno napierał na materiał spodni. Jeżeli nic z tym bym nie zrobił, za chwilę mógł go rozerwać. Ta niesamowita blond piękność wzbudzała we mnie dzikie, nieokiełznane emocje i niebotyczne, sięgające zenitu pożądanie, z którym nie mogłem sobie poradzić.
-Och Julian, jesteś taki młody i taki niewinny, - powiedziała szeptem, - mogłabym cię zjeść na śniadanie. Chodź tutaj do mnie.
W sumie nawet nie wiedziałem, co się stało. Miałem wrażenie, że moje serce stanęło na chwilę. Nie mogłem złapać tchu czułem łomotanie w piersi. Pomyślałem sobie, że to już teraz, że to właśnie teraz ma się stać. Była prawdziwą czarodziejką nie tylko gry na saksofonie, była mistrzynią aranżacji. Nie wiem, jak ona to zrobiła, ale w tamtej chwili na basenie nie było kompletnie nikogo. Byliśmy sami, a wokół panowała absolutna cisza. Słychać było tylko szum okolicznych drzew i świergot wróbli w gałęziach. Było uroczo i bardzo przyjemnie. Ciepła woda odbijała promienie słońca i zachęcała do swobodnej i niczym nie skrępempowanej kąpieli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz