Szukaj na tym blogu

28 grudnia 2024

Ostatnie wakacje.

391. Z szeroko rozsuniętymi udami



Cóż mogłem w tej chwili powiedzieć? Czułem się zdominowany przez jej seksapil i kobiecość, ale byłem tak niebotycznie szczęśliwy, że trudno to wyrazić słowami. Dosiadając mnie, sprawiła, że moje dżinsy naciągnęły się mocno i jak imadło ścisnęły mojego napęczniałego do granic możliwości penisa. Miałem wrażenie, że za chwilę się w nie spuszczę, że trysnę pod materiał gorącą porcją gęstego, aromatycznego nasienia. 

– Boże, och Boże chłopaku, nie masz pojęcia, jak bardzo mnie pociągasz, jak bardzo cię pragnę. Nie wytrzymam. Choć tutaj do mnie, chcę cię wziąć. Nie opieraj się, już nigdzie mi nie uciekniesz. Daj mi tego swojego niesamowitego kutasa, chcę go poczuć w sobie. Och daj mi go natychmiast, – usłyszałem jej podniecony szept.

Wpadłem w jakiś amok. Trzęsły się jak galareta i było mi bardzo gorąco. Jej ciało było bosko przyjemne, bił od niego żar jak z pieca. Zachłannie wdychałem zapach jej skóry. Nie mogłem ustalić, z czym mi się kojarzy. Moje myśli były zbyt rozbiegane, by skupić się na czymkolwiek konkretnym. Czułem się taki bezbronny wobec dominacji jej pożądania, a jednocześnie chciałem jej dać wszystko, czego ode zażąda. Tak bardzo chciałem stanąć na wysokości zadania i spełnić jej pragnienia, że to stało się priorytetem. Na dodatek wiedziałem, że zaraz to się stanie, że zaraz w niej będę. Wciąż nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. To było jak bajka. 

W chwilę później przeszliśmy do kolejnej fazy tego, co zwykliśmy nazywać namiętnym spotkaniem dwojga ludzi, czyli do gorącego, wyuzdanego, niczym nie skrępowanego sekseu. To działo się tak szybko, że ledwie chwytałem, o co w tym wszystkim chodzi. W następnym momencie tego niezwykle dynamicznego spektaklu wciąż leżałem na łóżku, chodź teraz już wiedziałem, co ze mną będzie się działo. Górna część mojej garderoby pozostała na miejscu, natomiast moje granatowe jeansy zsunięte były do samych kolan.

Anastazja leżała na mnie. Była oparta brodą o moje podbrzusze i wysuniętym językiem wywodziła po twardym, żylastym kutasie. Jednocześnie jej dłonie bardzo sprawnie i czule pieściły każdy jego centymetr. Dotyk jej palców i języka sprawiał, że szybowałem w chmurach i stopniowo traciłem poczucie tego, co się ze mną dzieje. Było mi tak dobrze, że nie chciałem nic więcej. Chciałem, by to trwało i trwało bez końca. Było tak słodko, tak gorąco, że co kilka sekund moim podbrzuszem targały słodkie, przyjemne skurcze, krok po kroku, może niezbyt szybko, ale stopniowo i wytrwale prowadząc moje podniecenie coraz wyżej i wyżej. 

Oczywiście nie mogłem pozwolić, żeby tylko ona dominowała w tej zabawie. To było zbyt ciekawe, abym nie brał w tym aktywnego udziału. Chciałem spróbować wszystkiego i z uporem maniaka pokonywałem wszystkie swoje opory i granice.

Już po kilku minutach zamieniliśmy się rolami. Ona leżała na materacu z szeroko rozsuniętymi udami, a moja głowa spoczywała między nimi. Wrażenie było niesamowite. Byłem w samym środku, w samym centrum tego, co najważniejsze.  Językiem pieściłem samo sedno jej mokrej, gorącej kobiecości. Lizałem i muskałem, ogarniając każdy zakamarek każdą fałdkę płatek. Łechtaczkę starałem się dopieścić najlepiej jak umiałem.

Była wniebowzięta. Położyła dłoń na mojej potylicy, rozgarniała moje włosy, wyrzucając ze swojego gardła podniecone, rozkoszne westchnienia. Teraz to ona jęczała i trzęsła się na całym ciele, a ja niczym wyrobnik w kopalni fedrowałem jej tunel, w którym zbierało się coraz więcej wilgoci. Praca nad jej cipką była upajająca. Jej pizdeczka była gorąca, mokra i pulsowała rytmicznie. 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...