386. Muzyka jest dla mnie wszystkim.
Chociaż wiedziała, że to już koniec, że za chwilę wyjdzie z kabiny oddzielającej ją od reszty świata, przedłużyła tę chwilę, dodając jej niezwykłego uroku. Bardzo zmysłowo poprawiła swoje długie, lśniące włosy, odgarniając je za uszy, jakby dobrze wiedziała, jaki efekt wywołuje. Jakby czuła, że każdy jej ruch, każdy najmniejszy gest sprawia, że drżę pod wpływem jej uroku. Uśmiechnęła się wtedy – tak słodko, tak szczerze, że moje serce na moment przestało bić, a ja sam westchnąłem cicho, całkowicie zahipnotyzowany.
A potem, jeszcze bardziej zmysłowo, chwyciła do ręki parę kolczyków. Ale nie były to zwykłe, drobne kolczyki, które można przegapić. Nie, te były duże, przypominały pióra indiańskich łowców, barwne i wyraziste. Wetknęła je w uszy z taką gracją, że ten ruch, pozornie prosty, stał się niemal oszałamiający. Patrzyłem, jak jej dłonie unoszą te kolczyki, jak jej palce delikatnie dotykają płatków uszu – wszystko to było takie naturalne, a zarazem pełne niewypowiedzianej dzikości i zmysłowości, która ujawniała się w każdym jej geście.
Kiedy już włożyła kolczyki, potrząsnęła głową, a jej włosy rozleciały się w falach wokół jej twarzy. Był to ruch pełen energii, swobodny, jakby chciała podkreślić swoją niezależność, swoją wolną duszę. Tym razem jej uśmiech był inny – nieco zadziorny, trochę przekorny, z tym charakterystycznym zadartym noskiem, jak małego urwisa, który wie, że właśnie zrobił coś, co całkowicie zawróciło komuś w głowie. Ta dziewczyna była jak tornado – pełna uroku, pasji i energii, które wciągały mnie bez reszty.
Na sam koniec uniosła dłoń, pokazując uniesiony kciuk, jakby chciała powiedzieć: "Występ zakończony sukcesem, wszystko poszło perfekcyjnie." Ten prosty gest, choć niemal banalny, w jej wykonaniu wydawał się czymś o wiele więcej. To był symbol triumfu, pewności siebie, tego, że czuje się spełniona, że wszystko poszło dokładnie tak, jak zaplanowała. A ja, patrząc na nią, wiedziałem już, że ten moment, te drobne gesty, te szczegóły, zostaną ze mną na długo. Anastazja zawładnęła moimi myślami, moim sercem, i wiedziałem, że tak łatwo się od niej nie uwolnię.
***
W kawiarni panował przytulny, niemal domowy nastrój. Niewielkie stoliki, nakryte koronkowymi serwetkami, ustawione były wzdłuż okien wychodzących na spokojną, jesienną ulicę, oświetloną ciepłym blaskiem latarni. Z sufitu zwisały małe, ozdobne lampki, które tworzyły delikatną poświatę, idealną do rozmowy. Ja i Anastazja siedzieliśmy przy jednym z takich stolików, w rogu kawiarni, nieco na uboczu, z dala od gwaru reszty gości. Na naszym stoliku stały dwie filiżanki parującej kawy – ciemnej i mocnej, pachnącej intensywnie, jakby ktoś wlał do filiżanki całą esencję kawowego świata.
Patrzyłem na Anastazję, jakbym wciąż nie wierzył, że siedzę tutaj z nią, tak blisko. W jej lśniących kolczykach z piór, które odbijały światło lamp, wciąż tkwiła ta dzikość, która wcześniej mnie zahipnotyzowała. Była spokojna, ale jednocześnie emanowała energią, której nie dało się zignorować. Jej dłonie delikatnie unosiły filiżankę, a gdy upiła mały łyk, odsunęła naczynie i uśmiechnęła się ciepło.
– To było niesamowite – powiedziałem, starając się, by mój głos nie brzmiał zbyt nachalnie, choć moje serce biło jak szalone. – Kiedy grałaś, miałem wrażenie, że słucham czegoś więcej niż muzyki. To było jak opowieść, jakbyś chciała mi coś powiedzieć, coś, co tylko ja mogę zrozumieć.
Anastazja uśmiechnęła się nieco tajemniczo, jakby te słowa trafiły prosto w sedno tego, co chciała przekazać. Przechyliła głowę, a kosmyk jej jasnych włosów opadł na twarz. Nagle poczułem, jak moje serce drży na ten widok.
– Muzyka… – zaczęła, a jej głos był miękki, niemal melodyjny, jakby nadal była w trybie występu – …jest dla mnie wszystkim. Zawsze tak było. Od dziecka, w Rosji, żyłam nią. To była jedyna rzecz, która pozwalała mi być sobą, wyrażać to, czego nie potrafiłam powiedzieć słowami. Ale to nie było proste. Walczyłam z tym, z sobą, z różnymi przeszkodami. Było wiele momentów, kiedy myślałam, że nie dam rady, że to nie dla mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz