366. Nadciągająca, potężna burza.
A kiedy ostatnia nuta umilkła, zapadła chwila ciszy, jakby wszyscy potrzebowali momentu, aby wrócić z tej muzycznej podróży. Po chwili przestrzeń między budynkami wypełniły gromkie, spontaniczne oklaski. Były tak intensywne i pełne entuzjazmu, że wydawały się nie mieć końca. Ludzie klaskali z całych sił, nie tylko z uznania dla jej gry, ale też z wdzięczności za emocje, które im podarowała. Anastazja stała w centrum uwagi, lekko uśmiechnięta, jakby przyjmując ten deszcz aplauzu z pokorą i wdzięcznością, a jednocześnie z pewnością siebie, którą zdobywa się dzięki latom pracy nad sobą i swoimi umiejętnościami.
Jej postać – wciąż owiana tajemnicą – jeszcze bardziej fascynowała. Kiedy skończyła grać, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wydawała się taka realna, a jednocześnie jakby nie z tego świata. Na jej twarzy wciąż tkwiła ta chropowata, dziwna maska, będąca zagadką, której nie mogłem rozgryźć. Przesłanie tego wieczoru pozostawało niewypowiedziane, ale czułem, że w tej muzyce i w tej postaci kryła się tajemnica, którą chciałem odkryć.
Oczywiście, musiałem podjąć wyzwanie. Anastazja była zbyt intrygująca, by to wszystko pozostawić bez dalszego ciągu. Nie mógłbym sobie darować, gdyby pozostała krótkim epizodem w moim życiu. Dlatego z ekscytacją i poruszeniem przyjąłem jej zaproszenie na galowy koncert. Miał się odbyć w hotelu Gołębiewski w Mikołajkach. Zaraz po występie, kiedy podszedłem do niej, czując, jak z wrażenia drżą mi dłonie, podała mi ładną ulotkę reklamową oraz darmowy voucher i uśmiechała się przy tym tajemniczo. Koncert zaplanowano na najbliższą sobotę, więc od razu pomyślałem, że spędzę cały weekend w Mikołajkach i przy okazji będę miał możliwość poznać lepiej to urokliwe, kameralne miasteczko.
O swoich planach powiadomiłem ciocię, a następnie zabukowałem apartament (zwykłych pokoi już nie było), spakowałem niezbędne rzeczy i pełen emocji, myśląc sobie “witaj przygodo”, już w piątek ruszyłem w drogę.
To było jak ta nadciągająca, potężna burza. Dzień był upalny, a powietrze przesycone wilgocią, ciężkie do oddychania. Gdzieś na zachodzie kłębiły się ciemne gęste chmury, a na telefon dostałem alert rcb o zbliżającej się nawałnicy. Intensywne emocje zbierały się także we mnie i były jak te chmury na zachodzie. Kiedy tylko ją ujrzałem, wiedziałem, że to nie będzie zwykłe przyjacielskie spotkanie. Pod żadnym względem nie mogło takie być – za dużo było w tym wszystkim emocji, podniecenia i pożądania. Anastazja stała się moją obsesją, a ja nie mogłem przewidzieć, dokąd zaprowadzą mnie te pragnienia.
Kiedy dojechałem na miejsce i rozpakowałem się, otrzymałem od niej wiadomość SMS, że czeka na mnie w hotelowym spa, a dokładniej przy jednym z krytych basenów. Byłem zaskoczony, że zaproponowała spotkanie w tak nietypowym miejscu, jednak, niczego nie podejrzewając i pełen emocji, spakowałem kąpielówki oraz ręcznik i pośpiesznie zszedłem na dół. Lepszego przywitania nie mogłem sobie wyobrazić.
Stała oparta o wąski filar, ubrana w jednoczęściowy granatowy kostium kąpielowy, który więcej odsłaniał, niż zasłaniał. Ale tak miało być — wszystko, co robiła ta niezwykle piękna i urzekająca kobieta, było starannie przemyślane i zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach.
Wąski u dołu, rozchodził się trójkątnym paskiem wzdłuż podbrzusza i pleców, całkowicie odsłaniając jędrne, pełne, duże duże pośladki, a także biodra. Bardzo skąpy w swoim kroju zakrywał tylko tyle, ile było konieczne, żeby ukryć jej cudownie ukształtowany wzgórek łonowy oraz soczystą i jędrną cipeczkę. Jej podniecające kształty przebijały się spod cienkiego elastycznego materiału. Reszty mogłem się tylko domyślać. A powiem szczerze było się czego domyślać. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz