Szukaj na tym blogu

9 grudnia 2024

Ostatnie wakacje.

372. Byłem obiektem pożądania.


Z zachwytem obserwowałem to, co dzieje się z moim ciałem, że tak plastycznie poddaje się jej działaniom. 

-Och Julian, ależ ty jesteś spięty. Spokojnie chłopaku, rozluźnij się, - powiedziała ciepłym, pewnym siebie głosem, - Sama cię tutaj zaprosiłem, jesteś tutaj dla mnie i postaram się, abyś był zadowolony. Poza tym mam dla ciebie pewną niespodziankę.

W następnej chwili, nim zdążyłem sobie uświadomić, co się właściwie dzieje, rozpoczął się nasz gorący wyuzdany seks. Nie umiałem ocenić, czy to, co ta dziewczyna ze mną wyprawia, jest dobre i prawidłowe i czy tak powinno się dziać. Niesamowite w tym wszystkim było to, że wzięła mnie w swoje posiadanie ot tak, bez pytania, jak się bierze rzecz. Byłem w szoku, że obca kobieta może być tak dominująca w spotkaniu intymnym i że sama może decydować, czego chce od mężczyzny. To, co dla niej było takie normalne i zwykłe, w moich oczach jawiło się jako nieziemskie, cudowne doświadczenie. Moje młode jestestwo wspięło się na zupełnie nowy poziom doświadczenia i egzystencji. Byłem niebotycznie szczęśliwy, że mogą wszystko czuć na własnej skórze. 

Stałem wygięty do tyłu, z wysuniętymi do przodu biodrami i dyszałem ciężko. Ona tymczasem, klęcząc przede mną, jedną dłoń zaciskała na moich wielkich, napęczniałych jądrach, a drugą mocno trzymała na trzonie kutasa i pociągając energicznie do dołu, wsunęła w sobie do ust. Zawirowało mi w głowie, z trudem utrzymałem równowagę. Uświadomiłem sobie, że ona traktuje mnie jak twój instrument i że gra na mnie jak na tym złotym saksofonie, chcąc wydobyć czyste brzmienia. 

To porównanie nasunęło się samo. Skojarzenie wydało mi się nieco dziwne, śmieszne, ale niezwykle trafne. Mój penis rzeczywiście był jak tuba saksofonu, który trzymała, stojąc w zaułku między budynkami. Choć nieco mniejszy, był długi, gruby i napęczniały a w tej chwili wyginał się nieco. Nie mogłem uwierzyć, ale ona grała  na moim penisie jak na swoim ukochanym złotym instrumencie. Robiła to z niezwykłą pasją. Wkładała w niego całą duszę, całą siebie, bo chciała, aby i ten koncert wypadł perfekcyjnie w najdrobniejszych szczegółach. Pieściła moje jądra i ssała moją głowicę. Było odlotowo. Przy okazji złożyła ramiona w taki sposób, że zacisnęła swoje wielkie cycki między nimi, a one napęczniały jeszcze bardziej, jakby za chwilę miały pęknąć. 

To nie był przypadek. Nasze spotkanie nie było zrządzeniem losu. Wszystko było doskonale zaplanowane, zorganizowane i zrealizowane. Punkt po punkcie w najdrobniejszych szczegółach wcielała to w życie. Kiedy później miałem okazję lepiej się nad tym zastanowić, zrozumiałem, że byłem tylko rekwizytem, cennym, być może najważniejszym, ale jednak tylko rekwizytem, elementem w tej gorącej grze. 

Oczywiście nie mogę powiedzieć, żebym w jakikolwiek sposób czuł się poszkodowany, o nie, nic z tych rzeczy. Nie narzekałem, bo nie miałem potem najmniejszego powodu. Pomimo gigantycznego podniecenia, które ogarnęło mój umysł i ciało, doświadczałem niezwykłe i głębokiej satysfakcji życiowej. Byłem przecież młodym, niedoświadczonym prostym chłopakiem a mimo to byłem obiektem pożądania tej cudownie pięknej ponętnej, dojrzałej kobiety. Mój wielki, twardy jak stal, żylasty kutas całą głowicą siedział w ciasnych, gorących i wilgotnych ustach tej niezwykle podniecającej blondynki, a ja, patrząc na jej obfite, jędrne piersi, mogłem tylko czekać na potężny wytrysk. Moje serce waliło jak szalone i nie mogłem się doczekać tego, co stanie się za chwilę. 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...