Szukaj na tym blogu

26 grudnia 2024

Ostatnie wakacje.


389. Chcę go wreszcie zobaczyć.


Spod burzy jasnych włosów, z delikatnym słodkim uśmiechem na ustach patrzyła wprost na mnie, a ja drżałem już na całym ciele i nie mogłem sobie z tym poradzić. Była gotowa i bardzo podniecona.

– Witaj Julian, dobrze, że jesteś. Czekałem na ciebie. Chodź, będziemy się kochać, – odezwała się ciepłym, miękkim głosem, tak jakby to, co za chwilę miało się stać, było jak najbardziej naturalne. 

– O Boże, jakaś ty piękna!  - westchnąłem,a z wrażenia nie mogłem złapać tchu. 

Przetarłem oczy, bo nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. To było jak jeden z moich mokrych snów. 

– Tak, wiem. Choć, będziemy się kochać, – ciągnęła zachęcająco.

Zdawało mi się, że jeszcze się nie obudziłem. Patrzyłem, jak ugina nogi, jak podciąga kolana pod brzuch, a spomiędzy jej ud wyłania się soczysta, wilgotna cipka. Wiedziałem, że to ma się stać i to już za chwilę. Coś dudniło w mojej głowie. 

W następnej sekundzie, która zdawała się być wiecznością, podniosła się i uklękła bokiem do mnie. Później chwyciła róg prześcieradła i uniosła go do ust, a ono luźną kaskadą opadło na łóżko, zakrywając jej piersi i brzuch. Wiedziałem, że to był doskonale wypracowany, uwodzicielski gest, który miał sprawić, iż stanę się wobec niej całkowicie bezbronny. Byłem podatny bardziej, niż mi się zdawało.

Czarowała całą swoją osobą, wszystkim tym, czym była. Jej jasne, długie włosy swobodnymi falami opadły na plecy, sięgając do pośladków. Na moich oczach działa się magia. Za wszelką cenę chciałem zapanować nad swoim oddechem, lecz było ponad moje siły. Moje serce zaczęło galopować jak stado spłoszonych koni, a ciało drżeć w narastających konwulsjach rozkoszy. Najbardziej niesamowite w tym wszystkim było to, że ona doskonale wiedziała, co robi. Tu nie było miejsca na błędy i niedociągnięcia.  Zdawała się mi być nimfą, prawdziwym zjawiskiem, które trudno opisać słowami. Jej wzrok był niezwykle uwodzicielski, gorący i zachęcający. Byłem już w jej posiadaniu.

W tej jednej krótkiej chwili miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Nie widziałem nic więcej, niż tylko to, co powinien widzieć grzeczny chłopczyk, ale to, czego nie widziałem, czego mogłem się tylko domyślać, było dużo ważniejsze, niż to, co mi pokazała. Jej ciało było bardzo miękkie, pełne zakamarków i wypukłości. Skóra spocona nie była idealnie gładka, tylko pokryta delikatnym, subtelnym, jasnym meszkiem i robiła na mnie niesamowite wrażenie. Anastazja zdawała się być jak mięciutki kocyk w chłodną noc, który warto przytulić do siebie i ogrzać się nim. 

– No, Julian, na co czekasz? – powiedziała jeszcze bardziej prowokacyjnie, – rozepnij rozporek i pokaż mi, co tam masz spodniach. Wypuść tego swojego ogiera, niech sobie pobiega przez chwilę.

Kiedy się ociągałem, dodała jeszcze:

– No pokaż go, chcę go wreszcie zobaczyć. 

Nie chciałem się jej sprzeciwiać. Choć może powiem inaczej, może jeszcze bardziej nie mogłem się doczekać tego, co za chwilę się stanie. W niesamowitym napięciu i drżeniu całego ciała, chodź bardzo grzecznie i usłużnie rozpiąłem rozporek i pokazałem mojego wielkiego, twardego kutasa. Nie zawiódł mnie i sterczał teraz przepisowo. Widząc to, Anastazja westchnęła z zadowoleniem: 

– Och, ależ on wielki. Toż to prawdziwy potwór. 











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...