Szukaj na tym blogu

31 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

425. Lubieżna kobieta


Ciocia Antonina była niesamowita. Znów zachowywała się jak prawdziwa profesjonalistka. Nigdzie się nie spieszyła. Jakby od niechcenia uniosła swój lubieżny wzrok i zmierzyła mnie spojrzeniem. Starała się ocenić moją kondycję fizyczną oraz przydatność do kolejnego aktu seksualnego. No cóż, ja też nie byłem w ciemię bity. Miałem nadzieję, że szerzej otworzy swoje gorące usteczka i pochłonie mojego chuja jeszcze głębiej. 

Tymczasem ona, ku mojemu zaskoczeniu, zachowywała się dość powściągliwie i wciąż trzymała jedynie samą końcówkę mojego węża. Co prawda poruszała głową do góry i do dołu, ale jej usta były mocno zaciśnięte i nie pozwalały mojemu penisowi wsunąć się w nie bardziej. Hmm… może liczyłem na więcej, ale nie przeszkadzało mi to w pełnym odbieraniu całego bukietu przyjemnych bodźców i stosunkowo szybkim budowaniu napięcia seksualnego. 

Ta lubieżna kobieta zaskakiwała mnie na każdym kroku. Była prawdziwą, dojrzałą, wyuzdaną, pozbawioną wszelkich skrupułów, kochanką. To, co się stało kilka sekund później, kiedy już myślałem, że w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni, odebrało mi resztki zdrowego rozsądku. Szeroko otworzyła usta i naparła twarzą na mojego penisa, w jednej chwili pochłaniając go do połowy. Nim zdążyłem uświadomić sobie, co się właściwie stało, gorący dreszcz przeszył moje plecy, a podbrzusze szarpnęło się w nagłym skurczu. 

Ciocia Antonina była prawdziwym drapieżnikiem. Wyrywała kawałki mojej męskości niczym rekin w głębinach. Nie zatrzymała się i nie poprzestała na jednym tylko ataku. Jej głowa sprawnie poruszała się do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, pochłaniała i wypuszczała na przemian mojego fiuta, mocno zaciskała swoje usta i sprawiała, że moje nogi znów stały się miękkie jak z waty. 

Po raz kolejny nabrałem nieodpartej ochoty na ostry, niepohamowany seks. Znów chciałem wepchnąć się w jej ciasną, wilgotną i gorącą pizdeczkę. Ta ciemnowłosa, cycata, dojrzała kobieta nawet przez chwilę nie pozwalała mi odpocząć. Jej ruchy były coraz szybsze i coraz głębsze. Jej usta pochłaniały mojego fiuta w coraz większym stopniu. W końcu doszły do samych jąder, a moja podniecona, nabrzmiała głowica zaczęła odbijać się od jej migdałków. 

Ciocia atakowała. Napierała na mnie swoim ciężarem, a ja, tracąc równowagę, coraz bardziej odchylałem się do tyłu, nie wiedząc, jak to się skończy. To było szaleństwo. Wyglądało na to, że jest coraz bardziej zdesperowana. Najwyraźniej kompletnie zawróciłem jej w głowie. Czułem, że chce wycisnąć mnie jak cytrynę, zmuszając do kolejnych stosunków. Nie byłem pewien, czy to dobrze, czy źle, czy bardziej się tego boję, czy bardziej chcę, jednak nie zamierzałem tego przerywać. Było mi zbyt dobrze i czułem się cudownie w posiadaniu tak niezwykłej babki.

Ciocia Antonina z pełną buzią wyglądała prześlicznie. Mruczała tylko, raz po raz napierając na mnie coraz mocniej i tracąc kontrolę nad tym, co się z nią dzieje. Worek na moich jądrach znów się skurczył i wydawał się zbyt mały w stosunku do tak ciężkich kul, które musiał udźwignąć. Słodkie, rozpierające uczucie i mrowienie, które promieniowało z mojego krocza, zaczęło przybierać na sile i rozchodzić się na całe ciało. Kiedy patrzyłem na jej wielkie cycki, huśtające się podczas ruchów, zapragnąłem wypełnić jej buzię moim gorącym, spienionym nasieniem. Zacząłem się nawet naprężać, potęgując napięcie, ale pomyślałem sobie, że warto jeszcze trochę poczekać i przeciągnąć tę zabawę. Czułem, że ciocia na pewno ma dla mnie jeszcze parę niespodzianek w zanadrzu.

30 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

424. Pachniało seksem.


W końcu, złożyłem ją jak scyzoryk, przycisnąłem z zadartymi nogami do materaca, wgniotłem w sofę swoim ciężarem i grzmociłem w tej niewygodnej pozycji. A ona z szeroko otwartą buzią jęczała na całe gardło. Byłem już tylko podnieceniem. Niosłem w sobie ładunek seksualny, przesłanie ludzkości, potężną porcję spermy, która za chwilę miała znaleźć się w jej wnętrzu. Byliśmy jak para szaleńców, straceńców przed egzekucją, chwytaliśmy chwilę. Sekundy były wiecznością, cały świat przestał istnieć, liczyła się tylko nasza niewyobrażalna rozkosz. 

Ostatnie ruchy były jak dźgnięcia sztyletem. Jej krzyk nagle zamarł i zapadła grobowa cisza. Wbiłem się w nią i zatrzymałem, pompując pod potężnym ciśnieniem obfity strumień gorącego nasienia. Po chwili zacząłem poruszać się ponownie, najpierw powoli ostrożnie. Wypchałem z siebie kolejne porcje mojego pożądania wprost w jej rozpalone wnętrze. Wypełniałem ją po brzegi moim podnieceniem, a ona przyjmowała wszystko tak, jakby nic się nie stało. Słyszałem tylko jej ciężki oddech. Widziałem oczy pełne obłędu i podniecenia. Szaleństwo kryło się w tym, co robiliśmy, lecz było już za późno. Przekroczyliśmy wszelkie granice, które były do przekroczenia. Byliśmy tylko zboczonym podnieceniem, reakcjami naszego organizmu. Nie byliśmy w stanie się oprzeć przed swoim pożądaniem. Nasze pragnienia przejmowały nad nami kontrolę, aby pchnąć nas w nieznane.

– Okej, okej, już dobrze, już dobrze, wszystko w już porządku, wszystko w porządku. Och dobrze, jak dobrze, – dyszała ciężko wprost w moją twarz.

Później, nie czekając zbyt długo, podniosła się i uklękła naprzeciw mnie. Wszystko rozgrywało się na miękkiej, pluszowej sofie. Rozgrzany do granic możliwości, podniecony i, nie do końca jeszcze zadowolony, z tego co otrzymałem, ściskając kutasa w dłoni, który wciąż sterczał jak głupi, czekałem na dalszy ciąg tej niezwykle ekscytującej zabawy. 

Zbliżyła się do mnie jeszcze bardziej, położyła swoje dłonie na mojej klatce piersiowej, a później, uchylając usta, złączyliśmy się w gorącym i długim pocałunku. Wszystko wskazywało na to, że to jeszcze nie koniec. Musiał nastąpić drugi akt. Musieliśmy rozegrać to do końca, inaczej obydwoje odczuwalibyśmy niedosyt.

Pocałunek był namiętny i niesamowicie słodki, ale nie mógł trwać wiecznie. Już po chwili wróciła do poprzedniej pozycji. Zrozumiała, że abym mógł stanąć na wysokości zadania, musi sprawić, aby mój kutas był tak twardy i sztywny jak na początku. Choć, na pierwszy rzut oka wydawało się, że moje narzędzie nie wymaga takich skomplikowanych zabiegów, to wprawne oko kochanki mogło dostrzec pierwsze objawy jego wyczerpania. 

Opadła nisko, a ja zrozumiałem, że za chwilę ponownie weźmie mojego napalonego chuja w swoje wilgotne i gorące usta. Tak też się stało. To było cudownie słodkie i niezwykle gorące. Klęczała, podparta na ramionach i trzymała sam czubek mojej głowicy w elastycznie zaciśniętych gorących wargach. Tymczasem ja, żeby było jeszcze bardziej przyjemnie, i żeby przyspieszyć cały proces, ująłem mojego sękatego drąga u samej podstawy i, naciskając na jądra, zapiąłem moją dłoń niczym klamrę, tym samym nie pozwalając odpłynąć krwi. Po chwili znów zesztywniał i podniósł się do pionu. 

Muszę powiedzieć, że to było naprawdę niezwykłe przeżycie. Mój kutas, który przed chwilą był w jej cipeczce i lśnił od aromatyczny soków, teraz spoczywał w jej słodkiej buzi. Pachniało seksem. Pomieszczenie wypełniała cała gama subtelnych zapachów. Na ciocię działało to jak afrodyzjak. Jeszcze mocniej ssała i ciągnęła, w szybkim tempie doprowadzając mnie na skraj niebiańskiej rozkoszy. 


29 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

423. Wytrysk był tuż tuż.


To było niesamowite. Trzymając ją za uda, mocno napierałem, ruchałem szybko i dynamicznie, a ona dyszała coraz głośniej, coraz bardziej intensywnie. Jej oczy płonęły żądzą, z twarzy płynęły stróżki potu. Była moja, jej cipka była szaleńczo ciasna, kurczyła się w spazmach rozkoszy, opływała sokami miłości, a ja dawałem z siebie wszystko. Byłem królem świata, miałem jej cipkę w swoim posiadaniu. 

– Uuuhhhuu, uuuhhhuu! Pieprz mnie! Uuuhhhuu, oooo taaaak! Pieprz! Aaaaaa taaaaak! – darła się na całe gardło, a w jej oczach płonęła dzika żądza. 

Kiedy zwolniłem i zacząłem wykonywać głębsze, spokojniejsze pchnięcia, próbowała uspokoić rozszalały oddech, ale patrzyła na mnie, jakby wciąż żądała jeszcze więcej. Wchodziłem w nią głęboko, do samego końca, po same jaja, rozgniatałem swój worek. To przyprawiało mnie o słodkie dreszcze i mocne zawroty głowy. Była półprzytomna z rozkoszy. Patrzyła na mnie z głębokim pożądaniem. Widać było, że zapada się w szaleństwo, zatraca w tym wszystkim. 

Kiedy pochyliłem się nad nią, otworzyła usta i złączyliśmy się w gorącym, słodkim, upajającym i długimi pocałunku. Pochylony nad nią, wygięty w łuk, całowałem z jednej strony, a z drugiej poruszałem biodrami. Szybko, dynamicznie, może nie tak szybko, jak wcześniej, ale wciąż mocno grzmociłem jej cipkę. Teraz ja czułem, że efekt końcowy jest już bardzo blisko. Moje ruchy były krótkie, ale bardzo głębokie, uderzenia zadziorne, ostre, wbijające się w nią po same trzewia. Skóra na moim penisie obciągnęła się do granic możliwości. Jej cipka kurczyła się na nim, jakby nie pozwalając mu się wepchnąć głębiej. Rozkosz napływała ze wszystkich stron do mojej świadomości, rozsadzając mi głowę. 

Pochylony nad nią, posuwałem ją nieco od góry. Za każdym uderzeniem moje jaja odbijały się od jej pośladków, co jeszcze zwiększało efekt podniecenia. To było jak wyścig z czasem, tak jakbyśmy ścigali się, kto pierwszy z nas dojdzie do mety, kto pierwszy osiągnie szczyt i jak wysoko będzie eksplodował. 

W końcu z jej gardła wydobył się długi, modulowany jęk, który przeszył mi uszy. Posuwałem ją tak mocno, że sofa pod na moim naporem przesuwała się po podłodze, skrzypiąc i trzeszcząc, jakby za chwilę miała się zarwać. Ona krzyczała, darła się na całe gardło, a ja ją ruchałem z całych sił. Przed moimi oczami stopniowo zapanowała ciemność, w uszach słyszałem narastający szum jakby wodospadu. Płynąłem na fali rozkoszy pod same niebiosa. 

Dysząc wyrzucała z siebie: 

– Dawaj Julian! Jeszcze! Och jeszcze, jeszcze, mocniej! Och tak, tak!

W pewnym momencie już nie miałem sił. Byłem na granicy wytrysku. Rozkosz potężną mocą rzuca moim ciałem, więc zamiast skoordynowanych ruchów jak paralityk rzucałem się na jej gorącym, miękkim ciele, wbijając się głęboko i z trudem wysuwając. Wiedziałem, że długo nie wytrzymam. Od finałowej sceny i potężnego wytrysku gorącym nasieniem prosto jej cipkę dzieliły mnie już tylko sekundy, a ona stękała, krzyczała na całe gardło: 

– O kurwa, o kurwa, o tak, o tak!

Ruchy moimi biodrami były coraz krótsze, coraz szybsze, coraz bardziej urywane. Wykonywałem je coraz większym trudem. Wytrysk był tuż tuż. Nie byłem w stanie się powstrzymać. Mogłem tylko to wypchnąć, wyrzucić z siebie z potężną siłą wszystko, co miałem w swoich jądrach. 


28 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

422. Posuwałem ją jak szaleniec.


– Oooooo taaaak, oooo taaaak… O mój Boże, o mój Boże zaraz zwariuję! Jesteś taki słodki! - usłyszałem jej pełne przejęcia westchnienia, które były dla mnie najdoskonalszą zachętą do dalszych, intensywnych działań w tym kierunku. 

A kiedy zapamiętaniem zanurkowałem twarzą głęboko w jej wnętrzu jęknęła głośno: 

– Aaaaaaaahhhh! Zwariuję przez ciebie, chłopaku!

W końcu, kiedy wysuwając się z jej wnętrza, cmoknąłem głośno i wyciągnąłem różne części jej cipeczki, rzuciła słodko: 

– Jesteś po prostu boski! Nie żałuj jej, rób to mocno!

Po chwili znów lizałem od dołu do góry. Ciągnąłem językiem jak radłem przez całą głębokość jej szparki. Nie wytrzymała i puściła moją głowę, a swoje palce włożyła do ust i zagryzła je z bólem rozkoszy. Później przymknęła powieki i, drżąc na całym ciele, jęknęła z przejęciem. 

Nie zmieniałem tempa. Pracowałem wytrwale i zawzięcie. Czułym zmęczenie, lecz jej westchnienia, gorące i jęki i drżące ciało mówiły mi, że mam nie przerywać, że mimo zdrętwiałych kolan i bolących dłoni, mam lizać ile sił aż do samego końca świata. 

Odpływała, odlatywała słodkich spazmach rozkoszy, a ja byłem w swoim żywiole. Każdy jej jęk, każde westchnienie było dla mnie sygnałem i dowodem, że sprawdzam się jako kochanek, że robię postępy w tej dziedzinie. Czułem, jak drży, jak szarpie się w konwulsjach rozkoszy, unosząc i opuszczając biodra. 

Kiedy w pewnym momencie stwierdziła, że ma dość uniosła się delikatnie i szepnęła słodko:

– Chodź do mnie kochany. 

To była chwila, krótka chwila. Zdążyła tylko zdjąć swoje czarne, wysokie szpilki, które miała na sobie przez cały czas. Rzuciła je niedbale na podłogę i znów położyła się na sofie, szeroko, bardzo szeroko rozsuwając swoje jędrne, zgrabne uda. Zająłem pozycję pół klęcząc między nimi, gotowy do spenetrowania jej ciasnego, mokrego wnętrza. Już trzymałem swojego podnieconego zaganiacza i kierowałem go w sam środek. Wciskałem jego łeb. Jej szparka była ciasna jak u nastolatki, gorąca, mokra. Z głośnym mlaśnięciem, jakby z oporem, otworzyła się, wpuszczając mnie do środka. Byłem w niej, ale tylko samą głowicą, na brzegu. Rozkosz napływała niesamowicie silną falą.  Pchnąłem, zmuszając go, by wszedł dalej. Spojrzała na mnie z aprobatą i zachętą. Rumieńce na jej twarzy powiększyły się, oddech stał się głębszy, choć spokojniejszy, a ja od razu zacząłem wykonywać powolne, może jeszcze niezbyt głębokie, ale płynne ruchy. 

Nie patrzyła na mnie jak ciocia. Patrzyła na mnie jak kochanka, która oddaje mi się w całości. Patrzyła na mnie z miłością, głębokim zaangażowaniem i podnieceniem. Wyciągnęła dłonie i zaplotła je na mojej szyi, jak byśmy byli kochankami od zawsze, a ja pochyliwszy się nad nią podparłszy na wyprostowanych ramionach, zacząłem poruszać swoimi biodrami, wchodząc ją coraz głębiej i głębiej. Słyszałem tylko jak jej oddech przyspiesza się, jak staje się głębszy, choć bardziej nierówny. W jej oczach pojawiało się szaleństwo, zamiast ciepłego, zdrowego uczucia. Widziałem w nich obłęd, pragnienie głębokiego zespolenia się, natychmiastowego zaspokojenia swoich intensywnych pragnień. 

– Ech, ech, yyyhhh, yyyyhhh! - wyrzucała z siebie kaskadę westchnień jęków i stęknięć. 

Wiedziałem, że muszę się pospieszyć, że muszę robić to szybko, dynamicznie, bez ociągania się, bo jej podniecenie jest w szczytowym momencie. Wiedziałem, że muszę wykrzesać z niej wszystko, co się da. Wiedziałem, że muszę wytrzymać. Starałem się jak mogłem. Uniosła wysoko swoje nogi, kolana znajdowały się w okolicach twarzy, a stopy gdzieś za głową. Wypięła w moją stronę całą swoją kobiecość, całą cipeczkę. Lekko unosząc do góry, oddawała mi się bez reszty, a ja posuwałem ją jak szaleniec, coraz szybciej, coraz mocniej i coraz głębiej. 


27 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

421. Ssałem mocno.


Szybko wyprowadziła mnie z błędu. To nie był jeszcze czas na poważnie fedrowanie moim młotem. W tej chwili miałem uruchomić mój język i wprowadzić go w ruch, aby zagrać na jej cipeczce słodką melodię. Ciocia patrzyła na mnie czule. Widziała we mnie nie tylko wyrafinowanego kochanka, ale przede wszystkim swojego ukochanego siostrzeńca. Jeszcze szerzej rozłożyła swoje zgrabne jędrne uda, a ja, patrząc w sam środek, zacząłem stopniowo obniżać swoją twarz i dostosowywać pozycję. Pomimo tego, czego już doświadczyłem na tych pełnych przygód wakacjach, w tej dziedzinie byłem jeszcze żółtodziobem. Do mistrzostwa było mi bardzo daleko i każda nowa rzecz była dla mnie poważnym wyzwaniem i niespodzianką. 

Musiałem przyznać, że ciocia w tej pozycji, z szeroko rozchylonymi udami i dokładnie wygoloną cipeczką wyglądała niezwykle słodko i niewinnie. Na dodatek zachowywała się jak mała, rozkoszna, niedoświadczona nastolatka. Chodź wygląd jej dojrzałego ciała kontrastował z kokieteryjnym zachowaniem, umiała zachować równowagę i balans między udawaniem skromnej dziewczynki, a wyuznaniem pełnej pożądania doświadczonej kochanki. Jej ogromne piersi, szerokie biodra i potężny tyłeczek kazały sądzić, że to prawdziwa seksbomba, niebezpieczna uwodzicielka, która każdego mężczyznę w ciągu krótkich chwil jest w stanie wyprowadzić na manowce. 

Kiedy tylko zobaczyła moje dość nieporadne zachowanie i to, jak trudno jest mi wpasować się twarzą między jej obfite uda, uśmiechnęła się czule i jeszcze mocniej opuściła na wezgłowiu. Później odwróciła się w stronę salonu i jeszcze szerzej rozsunęła swoje uda. Chciała mi dać do zrozumienia, abym się nie krępował, że to jest gorąca, swobodna, pozbawiona wszelkich zahamowań zabawa, dająca pełną satysfakcję i zadowolenie obydwu stronom.      

Ukląkłem na podłodze, prawym łokciem oparłem się na sofie, a w lewą dłonią pieściłem i przygotowywałem jej cipeczkę na słodkie pieszczoty moim językiem. Patrzyła na mnie z zadowoleniem, uśmiechała się ciepło i pobłażliwie, bo wiedziała, że nie wszystko będę wykonywał idealnie. Jednak widać było, że docenia moje starania. 

To było bardziej gorące, niż mi się wydawało. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić, pochyliłem się i z gorącym, słodkim cmoknięciem złożyłem mokry, głęboki pocałunek w samym środku jej szparki. Jak tylko przybrałem odpowiednią pozycję, z wygiętym w pałąk kręgosłupem, wysuniętym językiem przejechałem przez całą długość jej słodkiej pizdeczki. 

Nie byłem pewien, co się dokładnie stało, ale zdążyłem zauważyć jej uchylone usta, rozpromienione oczy i głębokie rumieńce na policzkach. Usłyszałem też ciężki oddech, świadczący o intensywnym podnieceniu. Położyła dłonie na mojej głowie i, delikatnie rozgarniając mi włosy, dociskała do swojego krocza. We półleżącej, kucznej pozycji, podparty dłońmi na wewnętrznej stronie jej ud, z zapałem lizałem jej gorącą jaskinię miłości. W ten sposób tworzyliśmy zgrany tandem. Obydwoje byliśmy otwarci na wzajemne potrzeby i gotowi na nowe doświadczenia.  

– Jesteś taki słodki. O tak, tak. Och, - wzdychała, rozczesując moją gęstą czuprynę, kiedy z zapałem zabrałem się do ssania jej łechtaczki. 

Kiedy wciągnąłem ją w swoje usta i ssałem mocno, uniosłem głowę, wyciągając całą jej strukturę na wierzch. To ją bardzo zaskoczyło. Naprężyła się i jęknęła z wrażenia. Później, nie puszczając wgniotłem ją w głąb jej cipki i tarmosiłem, wykonując niewielkie kółeczka. Po chwili zacząłem robić to samo, ale z wargami sromowymi. Wciągałem je w swoje usta i unosiłem głowę, szarpiąc na wszystkie strony. 


26 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

420. Teraz mnie zaskoczy.


W odpowiedzi z jeszcze większym zaangażowaniem zaczęła pracować nad moim podnieconym przyrodzeniem. Robiła mi tak dobrze, że kręciło mi się w głowie, a moje nogi stały się jak z waty. W końcu przestała. Widziałem, że nie jest w stanie dłużej zajmować się moim narzędziem. Włożyła swoje dłonie między uda i razem ze mną zaczęła zabawiać się swoją podnieconą myszką. 

W którymś momencie stwierdziłem, że zrobiło się tu za ciasno i przesunąłem palce nieco wyżej. Teraz zacząłem bawić się jej kakaowym oczkiem, zostawiając cipeczkę do jej wyłącznej dyspozycji. Tym sposobem teraz to ona była w centrum uwagi, a ja miałem trochę wytchnienia. Musiałem nabrać sił przed nowym rozdaniem w tej gorącej grze. 

Trwało to jakiś czas, aż w końcu uniosła głowę i samymi włosami zaczęła pieścić moją klatkę piersiową. 

– Och Julian, Julian, jaki ty jesteś gorący. Uwielbiam cię. Tak mi rób, tak mi rób… – szeptała zachęcając mnie do kontynuowania zabawy. 

Delikatnie wodziłem moimi palcami po jej napęczniałej cipeczce, muskałem wystające wargi sromowe i twardą, napęczniałą łechtaczkę. 

– Och Julian, tak mi dobrze. Och, kochanie ty moje. Och, tak mi rób, – słyszałem z jej strony coraz bardziej podniecone westchnienia.

Nie przerywałem, pieściłem. Czułem zapach miłości, zapach podnieconej cipki, zapach prawdziwej kobiety. To mnie jeszcze bardziej nakręcało. Nie potrzebowałem dodatkowych pieszczot i stymulacji, by czuć się w pełni usatysfakcjonowanym. A kiedy głęboko, bardzo głęboko włożyłem palec wskazujący w jej dupeczkę, z jej gardła wydobyło się głośne i przeciągłe: 

– Uuuuuuuooooooohhhh!

Po tym wszystkim znów zabrała się do pracy nad moim, prawie gotowym, kutasem. Tym razem rzuciła się na niego, jak wygłodniała lwica, gotowa rozszarpać mnie na strzępy. Jęcząc i dysząc z zapchanymi ustami jednocześnie poruszając dłonią, pieściła mnie najcudowniejszy sposób, jaki można sobie wyobrazić. W tej chwili miałem wrażenie, że cały świat należy do mnie. Jednak już w następnym momencie stało się coś jeszcze.

Ona zdecydowała, że teraz mnie zaskoczy i, spojrzawszy mi w oczy, chwyciła moją dłoń i zaczęła ssać palce. Te palce przed chwilą były w jej cipeczce a także kakaowym oczku. Chciała pokazać mi, że jest kompletnie bezpruderyjna, zepsuta i gotowa na wszystko. Szok, którego doznawałem, był coraz trudniejszy do zniesienia. 

Kiedy, tak wzdychając, cicho ssała moje palce, ja patrzyłem na jej wielkie cycki z ogromnymi twardymi sutkami i ciemnymi kółeczkami wokół nich. Jej balony były oszałamiająco piękne. Jędrne, choć nieco opadające, wyglądały jak dwa balony napełnione wodą. Stałem naprzeciwko niej i gapiłem się, a mój kutas był twardy i sztywny, gotowy do dalszej akcji, do wniknięcia w jej ciasne, gorące wnętrze. 

Po chwili już wiedziałem, że nastąpi zmiana ról. Kiedy usiadła, a później zaczęła kłaść się na plecach, zrozumiałem, że teraz moja kolej. Teraz to ja miałem popracować językiem. W ostatnim momencie chwyciłem jeszcze mojego kutasa i kilkukrotnie poruszyłem skórą, czując nagły przypływ adrenaliny i rozkoszy. 

Ciocia Antonina bardzo szybko wybrała najbardziej odpowiednią dla siebie pozycję. Połową ciała oparła się o miękkie, wysokie wezgłowie i zgięła kolana, jednocześnie rozchylając je na boki. Później, stwierdziwszy, że w środku w środku się jednak nie zmieszczę, jedną stopę oparła na podłodze. Teraz jej uda były dostatecznie szeroko rozwarte, a ja, chwyciwszy moje twarde i gotowe narzędzie, przymierzyłem się do pracy w jej ciasnej cipeczce. 

25 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

419. Kroczem na jej twarz


Kolejnym etapem tej słodkiej gry było wprowadzenie do akcji drugiej dłoni. Trzymając moje, niezwykle podniecone, narzędzie w połowie długości, wykonywała półkoliste ruchy, tak, jakby chciała odkręcić śrubę i jednocześnie poruszała nią do góry i do dołu. Muszę powiedzieć, że to było szczególnie gorące i przyjemne. Moje podniecenie natychmiast eksplodowało do granic  wytrysku. Bałem się nawet, że za chwilę będzie po wszystkim. Mimo to w sposób, który trudno mi nawet wytłumaczyć, udało mi się jakoś powstrzymać. 

Zaraz później znów uniosła swój wzrok, aby zmierzyć mnie swoim spojrzeniem i sprawdzić, czy aby na pewno dam radę. Chciała wiedzieć, czy będę w stanie dalej uczestniczyć w tej niezwykle ekscytującej i gorącej zabawie. 

Spojrzałem na mojego, mocno wymęczonego, zaganiacza. Był nie tylko mokry i gorący od jej buzi, ale też fioletowy od silnego uścisku dłoni. Na całej jego powierzchni pojawiło się mnóstwo fioletowych żył, które utworzyły gęstą sieć.

W tej dziedzinie ciocia była prawdziwą profesjonalistką, ale nie poprzestała tylko na dawaniu rozkoszy. Starała się też sama czerpać z tego jak najwięcej przyjemności. Patrzyła na moją twardą, sękatą fujarę z prawdziwą satysfakcją, fascynacją i zachwytem. W przerwach między kolejnymi ruchami, wysuwała język i zbierała resztki śliny próbujące spaść na łóżko. 

Po jakimś czasie skupiła się tylko na rytmicznym i głębokim pochłanianiu mojego banana. To było trudne do zniesienia. Każdy ruch jej głowy przyprawiał mnie o intensywne dreszcze rozkoszy. Stopniowo, krok po kroku, wchodziłem na coraz wyższe poziomy podniecenia i rozkoszy. Z każdą minutą coraz trudniej było mi zachować jakiekolwiek resztki zdrowego rozsądku i trzeźwego myślenia. Miałem wrażenie, że jestem całkowicie w jej posiadaniu. Oddany w objęcia jej słodkich i gorących ust traciłem poczucie rzeczywistości. Wyczyniała ze mną cuda, a ja nie miałem zamiaru tego zmienić. 

W pewnym momencie, jakimś cudem, udało mi się odwrócić wzrok od tego, co robiły ze mną jej gorące usta i spojrzałem na drugi koniec jej ponętnego ciała. Stała na czworakach wzdłuż sofy z wypiętym do góry tyłeczkiem i delikatnie rozsuniętymi kolanami. Przez moment udało mi się nawet dojrzeć jej kakaowe oczko i podnieconą, opuchniętą i mokrą pizdeczkę. Miałem wrażenie, że dostaję rozdwojenia jaźni. Z jednej strony nie chciałem nic zmieniać w tym układzie. Chciałem, aby cały czas robiła mi tę gorącą laskę, a jednak zapragnąłem włożyć mojego, podnieconego do granic możliwości, kutasa w jej mokrą, ciasną i głęboką szparkę. 

Trzymała mojego fiuta w swoich ustach, a ja, chcąc sięgnąć dłonią do jej jędrnych i sprężystych pośladków, pochyliłem się nad jej głową. Kiedy to zrobiłem, nieświadomie naparłem biodrami i kroczem na jej twarz. Ta, na krótką chwilę, znalazła się w moim gęstym zaroście między nogami. Ciepło jej policzków i ust oraz to, że bardzo głęboko mnie pochłonęła, sprawiło, iż na moment straciłem poczucie panowania nad swoim ciałem. Myślałem, że strzelę prosto w jej głębokie gardło gorącą porcją gęstego nasienia. Musiałem asekurować się i chwycić za oparcie sofy, aby nie upaść. 

Później, nie zmieniając pozycji, wyciągałem dłoń i całą jej powierzchnią zakryłem słodką cipeczkę. Następnie dwoma palcami wjechałem w sam środek tego mokrego bagietka. Westchnęła głęboko i wyprężyła się jeszcze bardziej. 

Najpierw ostrożnie i delikatnie, a później coraz bardziej intensywnie zacząłem pieścić jej wzgórek miłości. Poruszałem moimi palcami coraz bardziej zuchwale i namiętnie. Po chwili usłyszałem jej stłumiony, głęboki jęk a później westchnienie. 

24 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

418. Po same migdałki


Pochłaniała mnie. Wchodziłem w nią coraz głębiej, coraz mocniej zaciskała swoje gorące, wilgotne usta, coraz bardziej kręciło mi się w głowie. Wzdychałem ciężko, ciesząc się, że właśnie tak to się skończyło. 

– Och Julian, Julian, – mruczała w przerwach między kolejnymi fazami wysublimowanych pieszczot.

Po jakimś czasie, kiedy widziałem, że jest już bardzo podniecona, a jej oczy zachodzą mgłą pożądania, z głośnym mlaśnięciem, uwolniła moją pękatą fujarę. Później, siłą dłoni, przycisnęła ją do mojego brzucha i opuściła swoją twarz w okolice worka mosznowego. W niesamowitym napięciu czekałem na to, co będzie dalej. 

Tymczasem ona wysunęła język i zaczęła nim słodko muskać ze wszystkich stron mojego banana. Byłem wniebowzięty, ale to nie było wszystko. To, co się stało po chwili, wyrwało mnie z posad rzeczywistości. Szeroko otworzyła usta i, bez żadnego skrępowania, pochłonęła moje kuleczki. Raz jedną, raz drugą. Przez cały ten czas, w sposób niezwykle intensywny, przyciskała moją wielką fujarę do mojego brzucha. Najcudowniejsze było to, że w tak wyuzdany sposób pieściła moje jaja. To było trudne do wyobrażenia, mogłem śpiewać arie operowe i fruwać w powietrzu jak gołąb. To było dużo więcej, niż mógłbym kiedykolwiek od niej oczekiwać, niż kiedykolwiek mógłbym sobie wymarzyć. 

Po chwili, patrząc na mnie i uśmiechając się słodko, znów wzięła go do buzi. Pochłaniała go i wypuszczała z tak wielką namiętnością, że cały drżałem. Widać było, że nie chce ominąć żadnego, najdrobniejszego nawet szczegółu. Co chwilę unosiła swój wzrok, aby móc patrzeć na moją twarz. Chciała wiedzieć, jak reaguję, aby robić to jak najlepiej, tak abym za wcześnie nie doszedł.  

Stałem na lekko ugiętych kolanach, z wysuniętymi do przodu biodrami i trzymałem ją za głowę. Za każdym jej ruchem delikatnie, pociągnąłem na siebie. Jej usta sprężyście zamykały się i czule obejmowały moją, podnieconą do granic możliwości, głowicę. Każde jej posunięcie przyprawiało mnie o intensywne zawroty głowy i słodkie dreszcze na całym ciele. 

Zaraz później znów opuściła powieki i skupiła swoje spojrzenie na moim twardym, żylastym, mokrym od śliny przyrodzeniu. Kilka razy pochłonęła go całkowicie, aż po same jaja, jeszcze mocniej zaciskając swoje wargi na oplatającej łeb żyle. Kiedy usłyszałem słodkie mlaśnięcie, zrobiło mi się niezwykle przyjemnie i gorąco. 

W pewnym momencie, sama, kompletnie bez mojej pomocy, z całych sił naparła na moje krocze. Gruby, długi kutas wszedł jej gardło po same migdałki. Jęknęła z przejęciem, a mnie pociemniało w oczach. W przypływie niesamowicie słodkiej rozkoszy, jeszcze mocniej wypiąłem biodra i poczułem, jak moje nogi robią się miękkie. Coraz trudniej było im utrzymać mój ciężar. Kiedy wreszcie go wypuściła, jej język ułożony był rozkoszną łódeczkę, a ona znów uniosła oczy i spojrzała na mnie. 

Następnie, nie wypuszczając mojej fujary ze swoich gorących ust, podniosła się do pozycji klęcznej. Podparta na ramionach i kolanach, cały czas pracowała nad moim, coraz bardziej podnieconym, kutasem. Poruszała się do przodu i do tyłu, pochłaniając i wypuszczając moje spragnione narzędzie. 

Ekscytujący i słodki był to moment. Szczególnie wtedy, kiedy na krótką chwilę zastygła w bezruchu z szeroko otwartą buzią kilkanaście centymetrów od mojego, napęczniałego do granic możliwości, penisa. Z zapartym tchem patrzyłem, jak pomiędzy jej ustami a czubkiem kutasa tworzy się nitka gęstej lepkiej śliny. Na dodatek cały fiut lśnił od niej, jakby był głęboko w cipce. Po krótkiej przerwie znów słodko go pochłonęła, pieczołowicie zbierając wszystko to, co mogło by się wydostać na sofę. 

23 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

417. Potrzebowałem wytrysku


W końcu nie wytrzymałem i gotowy do tego, by wreszcie dała mi spełnienie i gorącą rozkosz, podszedłem do niej od strony twarzy i wypiąłem biodra. Nie trzeba było jej niczego tłumaczyć. Od razu zrozumiała, co ma robić. Nieznacznie uniosła ramię i chwyciła mojego fiuta w połowie długości. Spojrzawszy na niego z zaciekawieniem, lekko wygięła do dołu, aż jęknąłem z rozkoszy. Tym sposobem wielka głowica znalazła się tuż nad jej ustami. 

Mruknęła w sposób, który dobitnie świadczył o tym, że sama chce tego, co za chwilę ma się stać. Była gotowa otworzyć się przede mną bez reszty i oddać mi się w całości. To działo się szybko. Dokładnie w tym samym momencie głowica mojego fiuta znalazła się w jej gorących, spragnionych ustach. Trzymając go jedną dłonią, zaczęła namiętnie ssać, a później, kiedy wreszcie poczuła jego zapach, twardość i fakturę, z narastającym pośpiechem i ochotą uniosła się do pozycji siedzącej, odwróciła przodem w moją stronę i z jeszcze większym zapałem zabrała się do robienia laski. 

Po chwili już nie trzymała go w dłoni. Wystarczyły tylko jej usta. Robiła to tak dobrze, że już byłem w niebie i nie potrzebowałem nic więcej, a to był dopiero początek. Po kilku minutach położyła się na boku przodem do mnie, chwyciła go w połowie długości, by lepiej zabrać się do zadania, które miała wykonać. 

W narastającym podnieceniu, jeszcze mocniej wypiąłem biodra w jej stronę. Nie chciałem niczego jej utrudniać. Wiedziałem, że jestem jej zabawką i może robić ze mną wszystko, co tylko zechce. Była niesamowicie ponętna. Spojrzawszy w moją twarz, niedbale odrzuciła swoje włosy do tyłu, a ja położyłem dłonie na jej głowie i zacząłem rozgarniać tę burzę gęstych, ciemnych kosmyków. 

Zaraz później chwyciła mnie za nogę w okolicy kolana, a ja trzymałem jej głowę w taki sposób, żeby móc delikatnie poruszać się w jej ustach w jedną i w drugą stronę. 

Znów trudno było mi w to uwierzyć. To, co się działo, w innych okolicznościach, byłoby niemożliwe do zaakceptowania. Ukochana ciocia, która wychowywała mnie od małego, trzymała mojego wielkiego, napęczniałego fiuta w swoich gorących, namiętnych ustach i robiła mi laskę, o której mogłem tylko marzyć. To wszystko nie mieściło się w żadnych normach społecznych, ani konwenansach towarzyskich. Ciocia była, nimfą, istotą z innego świata, która potrafiła uwodzić sposób, budzący dreszcze na plecach. Niczego nie pozostawiała przypadkowi. Doskonale wiedziała, co robi. Wiedziała, jak się zachować, aby sprawić partnerowi jak najwięcej przyjemności. Jej ruchy były niesłychanie płynne i coraz bardziej głębokie. Pochłaniała mnie w coraz większym stopniu, a głowica mojego, twardego jak skała, penisa raz po raz dotykała jej migdałków. 

Wybierając się tutaj, nigdy bym nie przypuszczał, że spotka mnie właśnie coś takiego. Te wakacje były pełne grzechu, rozpusty i rozkoszy. Z bardzo ugrzecznionego chłopaka, którym do tej pory byłem, przy udziale tych wszystkich cudownych dziewczyn i kobiet, stawałem się prawdziwym casanovą, dojrzałym, pełnym pożądania mężczyzną. Nie mogłem uwierzyć, że działo się coś takiego. 

Oto teraz kompletnie goły stałem w jej domu. Byłem tak bardzo podniecony, że myśli plątały się w mojej głowie, a w jajach czułem ciśnienie, które domagało się natychmiastowego uwolnienia. Potrzebowałem wytrysku, który miał zakończyć ten spektakl. Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że to musi jeszcze potrwać. Wiedziałem, że ona nie pozwoli wywinąć mi się z tego tanim kosztem. Była bardzo wymagającą kochanką i musiałem stanąć na wysokości zadania. Ona też potrzebowała dogłębnego zaspokojenia, a jej cipka czekała na porządne ruchanie. To musiało odbyć się właściwie. 

22 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

416. Włóż go między moje uda.


Miękka sofa, na której leżała, uginała się pod jej ciężarem. Czarne włosy swobodnie rozrzucone na obfitym ciele, wyglądały niczym aksamitna rzeka. Burza falujących kosmyków przemykała wśród ponętnych wypukłości i zaokrągleń. Obfite piersi swobodnie rozlewały się na boki jak dwa kondomy wypełnione wodą. Kiedy się poruszała, przesuwały się raz w jedną raz w drugą stronę, jakby nie wiedząc, gdzie ostatecznie spocząć. Patrzenie na ciemne brodawki oraz sztywne, grube sutki przyprawiało mnie po silne zawroty głowy.

Nie dało się ukryć, że ciocia Antonina jest bardzo podniecona. Świadczyły o tym chociażby przymknięte powieki. Delikatnie uchylone usta muskała opuszkami palców. W sposób niezwykle sugestywny i seksowny wkładała je do środka, a później wyjmowała. Jej nogi były ugięte w kolanach, a stopy opierały się na miękkim, pluszowym obiciu. Po chwili lekko rozchyliła uda, a wolną dłoń włożyła między nie, by móc pieścić i drażnić mokrą już cipeczkę. 

Stałem tuż obok jej głowy. Byłem kompletnie nagi i prezentując swojego wielkiego, sztywnego i grubego kutasa oraz ciężkie jak u byka jaja, huśtające się tuż nad jej twarzą, podniecony do granic możliwości, prężyłem się jak dziki kocur. Ciocia była gotowa do wyuzdanego, niczym nie skrępowanego aktu seksualnego. Już za chwilę miało dojść do gorącej, bezpruderyjnej miłości z jej ukochanym siostrzeńcem. Grzeszne, pozbawione wszelkich zahamowań zbliżenie czekało, aby objąć moje młode, podniecone ciało gorącymi uniesieniemi i doprowadzić wprost do raju. 

Chwytając swoje wielkie cycki z obydwu stron, spojrzała na mnie lubieżnie, a później odezwała się miękkim, pełnym pożądania głosem:  

– Och, jesteś taki piękny, Julian. 

Zmierzyła mnie dokładnie swoim wzrokiem. Przyjrzała się mojej twarzy, mojej jasnej bujnej czuprynie, szerokiej klatce piersiowej, poprawnie wyrzeźbionym pośladkom i udom, by w końcu zatrzymać się na środku, tam gdzie dumnie sterczała pokaźnych rozmiarów pyta. Bez wstydu i zażenowania prezentowałem jej kanciasty, opleciony fioletowymi żyłami, kształt. To co zobaczyła, spodobało się jej. Nie potrzeba było słów. Jej uchylone słowa usta i oczy pełne namiętności wyrażały wszystko. 

– Mój cudowny, wspaniały Julian i ten jego niepowtarzalny, wielki penis, – jęknęła, unosząc pośladki.

Rozsunęła szerzej uda i włożyła palce swoją wilgotną cipkę. Jednocześnie drugą dłoń zacisnęła na wielkiej piersi w taki sposób, że utworzyła ona idealną, oszałamiającą kulę. 

– Cudownie, wspaniale. Pokaż, co potrafi ten twój wielki i twardy fiut. Pokaż, czy potrafi zaspokoić moją mokrą pizdeczkę. 

Jej policzki płonęły gorącymi rumieńcami. Wilgotne oczy błądziły po moim ciele, jakby nie mogły doczekać się ostatecznego spełnienia. Wyprężony, podniecony i gotowy do cudownej zabawy stałem tuż nad nią, czekając na to, co stanie się za chwilę.

– No daj mi tego swojego twardego kutasa. Chłopaku, na co czekasz?! Włóż go między moje uda. Niech poczuję, jaki jest twardy i wielki. 

W tej samej chwili, szeroko rozsunęła kolana, a ja cofnąłem się o pół roku. Nie chodziło tylko o samo wrażenie, które było bardzo intensywne. Od zawsze byłem wzrokowcem, a teraz chciałem mieć jak najlepszy widok. Chciałem patrzeć, jak jej sprawna dłoń manewruje w gorącym, mokrym gniazdku. Zadrżałem, kiedy włożyła tam, dwa wygięte w haczyk, palce i zaczęła poruszać nimi intensywnie. 

21 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

415. Adrenalina i testosteron


Ciocia jak modelka uniosła dłonie do góry i założyła je za głowę. Jej wielkie cyce, huśtając się delikatnie na wszystkie możliwe strony, swobodnie opadły do dołu. Wypięła biodra, prezentując półokrągły brzuch i cudownie wyglądający wzgórek. Patrzyła na mnie jak drapieżnik, zamierzający rzucić się na swoją ofiarę. Ona wiedziała, że tylko sekundy dzielą mnie od całkowitej rezygnacji i braku wszelkiego oporu z mojej strony. 

Tak też się stało. Niemal jak automat zdjąłem swój t-shirt, rozpiąłem pasek, a później guzik spodni. Kiedy zsunęły się niżej, zrzuciłem je na podłogę. Później, z najwyższą przyjemnością, pozbyłem się slipów. Stałem teraz na wprost niej z wielkim, sterczącym jak rakieta kutasem, wycelowanym prosto w jej twarz. Był siny z podniecenia, z pragnienia zaspokojenia swoich wyuzdanych potrzeb. 

– Ciociu, ostatni raz cię proszę, – odezwałem się już tylko formalnie, żeby być w zgodzie z samym sobą, żeby uchronić resztki swojej godności, – nie róbmy tego. 

Lecz ona patrząc na mnie z góry, ironicznie, z przekorą rzuciła wprost: 

– Żartujesz, chłopaku?! Teraz, kiedy pokazałeś mi tę swoją wielką, napęczniałą, siną z podniecenia, fujarę, chcesz się wycofać? Myślisz, że to takie proste? Myślisz, że ot tak pozwolę ci stąd wyjść?! O, nie. Twoje jaja są pełne nasienia jak u byka rozpłodowego. Nie pozwolę ci wyjść. Musisz to wszystko zostawić tutaj, we mni. Albo na mnie, jak wolisz. 

Teraz już całkowicie zabrakło mi tchu. Zdesperowany, wystraszony, trochę zawstydzony, a przede wszystkim tak niebotycznie podniecony, stałem i patrząc na nią, czekałem na kolejny akt pozornie tylko zwykłego przedstawienia erotycznego. 

Zwieńczeniem tego wszystkiego, co do tej pory się wydarzyło, był moment, w którym odwróciła się do mnie tyłem i bezczelnie, bezwstydnie uniosła nogę. Wniosła ją bardzo wysoko do góry. Położyła dłoń na pośladku i odciągnęła go na bok, a moim oczom ukazał się wulkan rozkoszy. Ciemne, przekrwione, mięsiste i pomarszczone wargi jak dwa wielkie ślimaki wysunęły się na wierzch, ukazując ciasną, wilgotną, błyszczącą perlistym nektarem szparkę, w której już za chwilę miał zagościć mój wielki, spragniony nowych doznań, ogier. Zakręciło mi się w głowie i popłynąłem z nurtem życia. 

– Och, ty stara kurwo! – syknąłem przez zęby, nie mogąc powstrzymać narastającej we mnie złości i podniecenia, – pożałujesz, że wystawiłaś mnie na taką pokusę! Ja ci pokażę.

Kipiała we mnie adrenalina i testosteron, lecz ona roześmiała się tylko w głos. 

– I o to chodzi, Julian. Bardzo dobrze, przecież na to czekam. Wiedziałam, że jesteś jurny i długo nie dasz się prosić, – rzuciła między kolejnymi z pasmami śmiechu.

20 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

414. Objawienie


Nie miałem najmniejszych szans w potyczce z nią. W tej zabawie była dużo, dużo lepsza, niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać. Nim zdążyłem przygotować się na to, co nadejdzie, nim zdążyłem, w bardziej widoczny sposób zaprotestować, odwróciła się do mnie przodem z serdecznym, szczerym, choć nieco szelmowskim uśmiechem na ustach. Ten widok niemal powalił mnie na kolana. W szeroko rozpostartych dłoniach trzymała swoje wielkie cycki, cycki, które wywoływały w moim mózgu tak gigantyczną burzę. W tej chwili dotarło do mnie, że jestem przegrany, że nie mam najmniejszych szans w starciu z jej ponętnym ciałem. No i mogłem sobie darować jakiekolwiek błaganie i prośby, by przestała. Doskonale wiedziałem, że sam tego pragnę, pragnę bardziej niż ona. Od zawsze byłem zepsuty do szpiku kości. Ona tylko wyzwoliła we mnie tego demona, diabła, który gdzieś tam we mnie tkwił. 

– Ojej Julian, – odezwała się jak trzpiotka spod opuszczonych brwi – czy mi się wydaje, czy ty drżysz? 

Kiedy rozpostartymi palcami gładziła swoje wielkie balony, czerwony stanik w czarne kropki był już pod nimi i zdawał się stanowić tylko marny dodatek, ozdobę. Podszedłem, choć wcale nie miałem takiego zamiaru. Byłem blisko i patrzyłem na nierówne chropowate brodawki i sztywne grube sutki. Rzeczywiście drżałem na całym ciele. Nie byłem w stanie się opanować. Chodź samo opieranie się było dodatkową inspiracją, natchnieniem, wiedziałem, że w którymś momencie wszystko we mnie eksploduje potężną porcją energii. 

– Tak ciociu, drżę, – powiedziałem skromnie. 

– Och, naprawdę? – westchnęła, udając współczucie, a po chwili dodała, – Grzeczny chłopczyk, bardzo grzeczny chłopczyk. Właśnie o to mi chodziło. Chodź do mnie, rozluźnij się, zapomnij o wszystkim, a zobaczysz, jak będzie ci dobrze. 

W ostatnim desperackim geście obrony pomyślałem o Isabelli i tym niezwykle uroczym wieczornym spacerze na wydmach. Miałem wrażenie, że być może właśnie spotkałem miłość swojego życia. Chciałem o tym wszystkim opowiedzieć mojej cioci, podzielić się moimi wrażeniami, ale to chyba nie był odpowiedni moment. Ciocia miała inne plany wobec mnie. Ciocia nie próżnowała. Nawet przez chwilę się nie wahała, przed zrobieniem tego, co ma zrobić. 

Nim zdążyłem o czymkolwiek pomyśleć, zrobić jakikolwiek ruch, już stała przodem do mnie, trzymała biustonosz głęboko pod cyckami, a one mrugały do mnie swoimi ciemnymi oczkami, hipnotyzując coraz bardziej. Stała w lekkim rozkroku, a ja zerkałem między jej uda za półprzezroczystą zasłonę spódniczki. Coś tam majaczyło. Czy to była cipka? Czy to była cipka mojej cioci? Samo myślenie o tym wyrzucało moją świadomość na orbitę. 

Objawienie miało przyjść szybciej, niż się spodziewałem. Objawienie miało przyjść tak szybko, jak kula karabinowa. Widok niemal powalił mnie na ziemię, sprawiając, że moje nogi zrobiły się całkowicie miękkie. Inaczej zachowywała się inna część ciała, chodź proporcjonalnie niewielka, była wyjątkowo twarda i sztywna. Ciocia była szalona. Przekonywałem się o tym na każdym kroku. Jednym zgrabnym ruchem, pociągnięciem obydwu dłoni pozbyła się czegoś, co było jednocześnie i spódniczką i majteczkami i już po chwili stała naga, a ja rzeczywiście gapiłem się na jej cipkę. Jej skromna, jak u natolatki, pizdeczka zdążyła pokryć się już nieśmiałym, krótkim zarostem, choć wiedziałem, że i tak za kilka tygodni znów będzie tam gęsta kępa sztywnego włosia. 

19 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

413. Erotyczna prowokacja


No cóż, ona tu była, na dodatek tak bardzo realna. Stała na środku salonu w czarnych szpilkach z kciukami włożonymi za to coś, co miało uchodzić za spódniczkę i patrzyła na mnie sposób dający jasno do zrozumienia, co za chwilę się stanie. Jej kruczoczarne włosy luźno opadały na ramiona, a ciemne źrenice przeszywały mnie na wskroś, nie pozwalając ruszyć się z miejsca. 

– Dobrze że jesteś Julian, czekałam na ciebie. Przyszedłeś w samą porę, – odezwała się miękkim, aksamitnym głosem, takim, którego zawsze używała, kiedy chciała mnie do czegoś nakłonić.

Wiedziałem, że za chwilę coś się stanie. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że wpadłem w jej sidła i wydostanie się z nich będzie już bardzo trudne. Ona była tu i ja byłem tu, byliśmy w jej domu sami. Znajdowaliśmy się w jej salonie, a to były wakacje. Było ciepło, nastrojowo, za szeroko otwartym oknem szumiały sosny, a ja byłem tak bardzo podniecony, tak bardzo potrzebowałem rozładowania napięcia, które gromadziło się we mnie już od jakiegoś czasu, że wystarczyła tylko iskra, bym wybuchnął jak wulkan. 

Odwróciła się bokiem, jedną nogę uniosła, zgięła w kolanie i oparła o sofę, a ja pomyślałem: 

“Och ciociu, nie, proszę nie rób tego. Może już przestańmy. Nie prowokuj. Och ciociu, ciociu…”

Lecz moje westchnienia były tylko wewnętrzne. Żaden dźwięk nie wydostał się z moich ust. Jedna część mnie opierała się całą siłą, lecz druga, ta bardziej ludzka, lgnęła do niej, pragnąc zespolić się z tym ideałem piękna, w tym jakże uroczym i przytulnym zaciszu jej wielkiego domu. 

Kiedy się odwróciła, przestałem widzieć jej wielkie cycki, a ujrzałem… No cóż, tu brakuje mi słów. Z moim słowniku nie ma odpowiednich wyrażeń, a przynajmniej wtedy ich nie było, by opisać to, co pojawiło się przed moimi oczami. 

– Och Boże ciociu, twoje pośladki, – westchnąłem mimowolnie.

– Co, podoba ci się moja dupcia? – spytała wprost i tak bardzo prowokacyjnie.

Dyszałem ciężko, nie mogąc wydobyć z siebie nic więcej. Jej pośladki same prosiły, by ich dotykać, by brać je w swoje dłonie, badać i pieścić. Teraz już byłem pewien, ta czerwona opaska na jej biodrach była zarówno majtkami jak i spódniczką. Przekonałem się dopiero teraz, kiedy się odwróciła. Choć może bardziej pasowałoby nazwać tę część garderoby stringami, niż czymkolwiek innym, bo z tyłu była wąska tak bardzo, że chowała się między jej obfitymi pośladkami. 

To nie był statyczny pokaz jej ponętnego ciała. Ta zabawa trwała dalej. Erotyczna prowokacja mojej uwodzicielki wkroczyła w nowy etap. Uniosła dłonie i wsunęła kciuki za ten obfity biustonosz. Odciągnęła kawałek materiału, a ja myślałem, że za chwilę jej wielkie cycki wyleją się na wierzch. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, czarnymi oczami i uśmiechała się słodko. 

– No Julian, bądź grzecznym chłopczykiem, – powiedziała, – posłuchaj cioci, rozepnij rozporek, opuść spodnie i uwolnij swojego twardego, spragnionego rumaka. 

Westchnąłem głęboko, chcąc mocno zaprotestować, lecz z moich ust wydobyło się jedynie marne ciche błaganie, którego nawet mogła nie usłyszeć: 

– Och ciociu, ciociu nie, może nie… 

Usłyszała jednak, lecz żaden mój protest nie miał sensu i nie miał prawa odnieść oczekiwanego rezultatu. To ona była panią sytuacji i to ona dyktowała, co będziemy teraz robić. 

– Och tak, tak Julian…

– Nie, ciociu…

– Tak, wiem, że tego chcesz. 

– Och ciociu, ciociu…

– No Julian, nie wygłupiaj się. Przecież  widzę, jak bardzo twój ptaszek napęczniał. Sam zobacz, jak napiera na materiał twoich spodni. Mnie nie oszukasz, Julian.

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...