425. Lubieżna kobieta
Ciocia Antonina była niesamowita. Znów zachowywała się jak prawdziwa profesjonalistka. Nigdzie się nie spieszyła. Jakby od niechcenia uniosła swój lubieżny wzrok i zmierzyła mnie spojrzeniem. Starała się ocenić moją kondycję fizyczną oraz przydatność do kolejnego aktu seksualnego. No cóż, ja też nie byłem w ciemię bity. Miałem nadzieję, że szerzej otworzy swoje gorące usteczka i pochłonie mojego chuja jeszcze głębiej.
Tymczasem ona, ku mojemu zaskoczeniu, zachowywała się dość powściągliwie i wciąż trzymała jedynie samą końcówkę mojego węża. Co prawda poruszała głową do góry i do dołu, ale jej usta były mocno zaciśnięte i nie pozwalały mojemu penisowi wsunąć się w nie bardziej. Hmm… może liczyłem na więcej, ale nie przeszkadzało mi to w pełnym odbieraniu całego bukietu przyjemnych bodźców i stosunkowo szybkim budowaniu napięcia seksualnego.
Ta lubieżna kobieta zaskakiwała mnie na każdym kroku. Była prawdziwą, dojrzałą, wyuzdaną, pozbawioną wszelkich skrupułów, kochanką. To, co się stało kilka sekund później, kiedy już myślałem, że w najbliższej przyszłości nic się nie zmieni, odebrało mi resztki zdrowego rozsądku. Szeroko otworzyła usta i naparła twarzą na mojego penisa, w jednej chwili pochłaniając go do połowy. Nim zdążyłem uświadomić sobie, co się właściwie stało, gorący dreszcz przeszył moje plecy, a podbrzusze szarpnęło się w nagłym skurczu.
Ciocia Antonina była prawdziwym drapieżnikiem. Wyrywała kawałki mojej męskości niczym rekin w głębinach. Nie zatrzymała się i nie poprzestała na jednym tylko ataku. Jej głowa sprawnie poruszała się do przodu i do tyłu, do przodu i do tyłu, pochłaniała i wypuszczała na przemian mojego fiuta, mocno zaciskała swoje usta i sprawiała, że moje nogi znów stały się miękkie jak z waty.
Po raz kolejny nabrałem nieodpartej ochoty na ostry, niepohamowany seks. Znów chciałem wepchnąć się w jej ciasną, wilgotną i gorącą pizdeczkę. Ta ciemnowłosa, cycata, dojrzała kobieta nawet przez chwilę nie pozwalała mi odpocząć. Jej ruchy były coraz szybsze i coraz głębsze. Jej usta pochłaniały mojego fiuta w coraz większym stopniu. W końcu doszły do samych jąder, a moja podniecona, nabrzmiała głowica zaczęła odbijać się od jej migdałków.
Ciocia atakowała. Napierała na mnie swoim ciężarem, a ja, tracąc równowagę, coraz bardziej odchylałem się do tyłu, nie wiedząc, jak to się skończy. To było szaleństwo. Wyglądało na to, że jest coraz bardziej zdesperowana. Najwyraźniej kompletnie zawróciłem jej w głowie. Czułem, że chce wycisnąć mnie jak cytrynę, zmuszając do kolejnych stosunków. Nie byłem pewien, czy to dobrze, czy źle, czy bardziej się tego boję, czy bardziej chcę, jednak nie zamierzałem tego przerywać. Było mi zbyt dobrze i czułem się cudownie w posiadaniu tak niezwykłej babki.
Ciocia Antonina z pełną buzią wyglądała prześlicznie. Mruczała tylko, raz po raz napierając na mnie coraz mocniej i tracąc kontrolę nad tym, co się z nią dzieje. Worek na moich jądrach znów się skurczył i wydawał się zbyt mały w stosunku do tak ciężkich kul, które musiał udźwignąć. Słodkie, rozpierające uczucie i mrowienie, które promieniowało z mojego krocza, zaczęło przybierać na sile i rozchodzić się na całe ciało. Kiedy patrzyłem na jej wielkie cycki, huśtające się podczas ruchów, zapragnąłem wypełnić jej buzię moim gorącym, spienionym nasieniem. Zacząłem się nawet naprężać, potęgując napięcie, ale pomyślałem sobie, że warto jeszcze trochę poczekać i przeciągnąć tę zabawę. Czułem, że ciocia na pewno ma dla mnie jeszcze parę niespodzianek w zanadrzu.