412. Przekroczyłem już pewną granicę.
Szok i niedowierzanie narastały we mnie tak szybko, że nie byłem na tym stanie zapanować. Próbowałem zaczerpnąć świeżego powietrza, ale każdy kolejny oddech przychodził mi coraz większym trudem. Choć może nie powinno mieć to w ogóle miejsca, w wielu okolicznościach widziałem ją już kompletnie nagą. Wiedziałem, jak wyglądają jej cycki, tyłek, biodra i cipka, a mimo to nie zdawałem sobie sprawy, że to wszystko razem tworzy tak piękną i oszałamiającą kobietę. Każdy centymetr jej nagiego ciała był wręcz idealny. Nie była ani zbyt szczupła, ani zbyt puszysta. Jej wymiary mieścimy się dokładnie w centrum moich wyobrażeń o nieskończenie pięknej niewieście.
Na jej wielkich, prawie ogromnych, lecz i tak nie za dużych piersiach, znajdował się czerwony, obszerny stanik. Jego czerwień kontrastowała z siecią czarnych równo ułożonych kropek, a odpowiednio uformowane miseczki unosiły jej cudowne balony do góry, eksponując ich rozmiar i kształt. Leżały w nim niczym dwie wielkie dynie na wystawie w sklepie, prezentując cały swój urok kupującym. Aż trudno sobie wyobrazić, jak niezwykłą miałem ochotę zbliżyć się do niej, wsunąć między nie swoją młodą, spragnioną nowych doznań twarz, poczuć ich zapach, ciepło oraz miękkość. Jednak to nie było wszystko, na co mogłem liczyć tego wieczoru.
Zafascynowany tym wszystkim, jechałem moim wzrokiem coraz niżej i niżej poprzez kształtną, stosunkowo wąską talię i zatrzymałem się na idealnie wyrzeźbionych biodrach, a później pośladkach. Te ostatnie były skryte pod czymś, co miało symbolizować mini spódniczkę, chodź tak naprawdę było jedynie wąskim paskiem cienkiego materiału ułożonym w delikatne falbanki. Ta część garderoby była tak samo czerwona, tak samo usiana mnóstwem czarnych małych kropek i tak samo wykończona czarną koronką, przez co tworzyła uroczy, podkreślający jej cudowne kształty, obraz.
Chodź od momentu kiedy tu wszedłem, nie minęło nawet pół minuty, miałem wrażenie, że upłynęła już cała wieczność. Ona była jak magnez, lgnąłem do niej każdą komórką swojego ciała, w żaden sposób nie potrafiłem się jej oprzeć. Miałem nieodpartą wręcz ochotę wysunąć swoją dłoń i unieść to zwiewne czerwone coś do góry i zajrzeć pod spód, by z ciekawością zobaczyć, co znajduje się głębiej. Chciałem przekonać się, czy aby czasem nie ma tam jeszcze majteczek. Niezmiernie intrygowało mnie to, czy kiedy uniosę tą skromną część garderoby do góry, zobaczę jej idealnie wygoloną gładką cipkę, czy też kolejny skrawek materiału. Nie odważyłem się na to. Stałem i czekałem. Moja wyobraźnia szalała, nie mogąc doczekać się kolejnej odsłony tego przedstawienia.
Ciocia nie była tylko członkiem rodziny, nie była tylko kobietą, była zjawiskiem, pięknością trudną do opisania. Działała na wszystkie moje zmysły sposób niezwykle intensywny lecz subtelny. Kiedy przekroczyłem już pewną granicę, nie było siły która by mnie powstrzymała przed zrobieniem kolejnego kroku. Ciocia była jak czarna dziura, która swą niewyobrażalną grawitacją wciągała mnie w swoje złowieszcze słodkie sidła, a ja mogłem tylko zmierzać w kierunku jej centrum, dokładnie tam, gdzie chciała żebym był.
Stałem tam zahipnotyzowany, z szeroko otwartymi ustami i podziwiałem kolejne fragmenty jej urzekającego ciała. Oszałamiały mnie jej uda. Pomimo wieku były niezwykle jędrne, sprężyste i obfite. Pragnąłem je dotykać, pieścić i gładzić. Patrzyłem na jej brzuch, może nie całkiem płaski, może nie całkiem gładki, ale niesamowicie podniecający. Harmonizował z szerokimi biodrami i głęboko wciętym, słodkim pępkiem. Czego więcej mógłbym pragnąć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz