Szukaj na tym blogu

17 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

411. Wiedziała, że jestem w jej sidłach.


Szybkim krokiem, bez zastanowienia, tak jak to miałem w zwyczaju, wszedłem do salonu. Przyzwyczaiłem się do tego, że ostatnio cioci zwykle nie było w domu, więc nie musiałem dbać o zachowanie jakichkolwiek norm dobrego wychowania, na przykład pukanie przed wejściem. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Kiedy byłem już w środku, dotarło do mnie, że popełniłem sporą gafę. No cóż, jakby to powiedzieć, to co zobaczyłem, odebrało mi mowę. Nie chciałem tego, ale to po prostu się wydarzyło i nie dało się tego cofnąć. Trzeba zacząć od tego, że te wakacje były bardzo niezwykłe. Niemniej pomimo tego, co już tutaj przeżyłem, był to dla mnie widok niezwykle oszałamiający, wręcz szokujący, chodź uroczy i piękny. 

W tamtej chwili ciocia nie była już dla mnie totalną nowością i tajemnicą. Widziałem ją w wielu najróżniejszych odsłonach: całkowicie nagą i w bieliźnie. Paradowała przede mną środku nocy i w blasku dnia. Kochałem się z nią kilka razy i to w różnych, czasami bardzo dziwnych, pozycjach. Pieściłem jej wielkie cycki, lizałem cipkę, ale nie byłem przygotowany na to, co teraz zobaczyłem. 

Wiem, co teraz powiecie. Nie musicie mi o tym przypominać. Wiem, że to straszny grzech. Jak można ze swoją ciotką tak wyuzdany i gorący seks uprawiać?! Przecież to nie mieści się w głowie, prawda? Po prostu szok, no nie? 

– Aj, aj, aj, niedobry Julian! Po łapkach powinieneś dostać, żeby ci głupie myśli po główce nie chodziły. Lanie na gołą dupę ci się należy. Ściągaj spodnie, zaraz cię spiorę na gołą dupę, – odezwała się niespodziewanie, a te słowa dotarły do mnie jakby z innego świata.

 Miałem wrażenie, że nic nie rozumiem, lecz doskonale wiedziałem, co one oznaczają, co się za nimi kryje. Choć znałem ją już na tyle dobrze, by nie dziwić się takim tekstom, to teraz wciąż byłem w szoku. Jak ona to robiła, że potrafiła wzburzyć moją krew w ciągu kilku sekund? Była niesamowitą kobietą, aniołem i diabłem w jednej osobie. Przy niej czułem się jak niewinne, małe dziecko i jak rozpustny żigolak, który myśli tylko rozporkiem. Próbowałem się jakoś bronić, ale wiedziałem, że to nie ma najmniejszego sensu.

– Ciociu, och ciociu, co ty ze mną wyprawiasz? Boże, ja nie chcę, och ja nie chcę, bo, bo… spłonę w piekle. Och ciociu, ciociu jakaś ty piękna. 

W tej chwili ona już wiedziała, że jestem w jej sidłach. To, czy będę się bronił, nie miało już najmniejszego znaczenia. Moje nieporadne słowa mogły ją tylko jeszcze bardziej rozochocić. 

Górne światło w salonie było zgaszone. Jedynie, zawieszony na ścianie, kinkiet rzucał subtelny różowo-błękitny poblask. Tworzyło to przyjemny i dość odprężający nastrój. Gdyby to były inne okoliczności, mógłbym nawet usiąść w jej fotelu i, przy niezobowiązującej rozmowie, delektować się kubkiem gorącej herbaty. 

Niestety nie byłem w stanie tego zrobić. W tym momencie głównym punktem mojego młodzieńczego zainteresowania była ona – moja cudowna, urzekająca i ukochana ciocia. To u niej przyszło mi mieszkać w te niezwykłe, pełne przygód wakacje. To ona, używając różnych środków, utkała intrygę i tak sprytnie mnie uwiodła. To ona, nie zważając na nic, poprowadziła mnie na manowce grzechu, wyuzdania i rozwiązłości. 

Teraz jak gdyby nigdy nic stała naprzeciwko szarej, miękkiej sofy jak prawdziwa seksbomba. Co najdziwniejsze, wcale nie była naga. Miała na sobie ubranie, choć, jakby to powiedzieć, bardzo skromne. No ale i tak w moich młodych, podnieconych oczach nie miała na sobie absolutnie nic. Patrzyła na mnie wyzywająco i czekała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...