422. Posuwałem ją jak szaleniec.
– Oooooo taaaak, oooo taaaak… O mój Boże, o mój Boże zaraz zwariuję! Jesteś taki słodki! - usłyszałem jej pełne przejęcia westchnienia, które były dla mnie najdoskonalszą zachętą do dalszych, intensywnych działań w tym kierunku.
A kiedy zapamiętaniem zanurkowałem twarzą głęboko w jej wnętrzu jęknęła głośno:
– Aaaaaaaahhhh! Zwariuję przez ciebie, chłopaku!
W końcu, kiedy wysuwając się z jej wnętrza, cmoknąłem głośno i wyciągnąłem różne części jej cipeczki, rzuciła słodko:
– Jesteś po prostu boski! Nie żałuj jej, rób to mocno!
Po chwili znów lizałem od dołu do góry. Ciągnąłem językiem jak radłem przez całą głębokość jej szparki. Nie wytrzymała i puściła moją głowę, a swoje palce włożyła do ust i zagryzła je z bólem rozkoszy. Później przymknęła powieki i, drżąc na całym ciele, jęknęła z przejęciem.
Nie zmieniałem tempa. Pracowałem wytrwale i zawzięcie. Czułym zmęczenie, lecz jej westchnienia, gorące i jęki i drżące ciało mówiły mi, że mam nie przerywać, że mimo zdrętwiałych kolan i bolących dłoni, mam lizać ile sił aż do samego końca świata.
Odpływała, odlatywała słodkich spazmach rozkoszy, a ja byłem w swoim żywiole. Każdy jej jęk, każde westchnienie było dla mnie sygnałem i dowodem, że sprawdzam się jako kochanek, że robię postępy w tej dziedzinie. Czułem, jak drży, jak szarpie się w konwulsjach rozkoszy, unosząc i opuszczając biodra.
Kiedy w pewnym momencie stwierdziła, że ma dość uniosła się delikatnie i szepnęła słodko:
– Chodź do mnie kochany.
To była chwila, krótka chwila. Zdążyła tylko zdjąć swoje czarne, wysokie szpilki, które miała na sobie przez cały czas. Rzuciła je niedbale na podłogę i znów położyła się na sofie, szeroko, bardzo szeroko rozsuwając swoje jędrne, zgrabne uda. Zająłem pozycję pół klęcząc między nimi, gotowy do spenetrowania jej ciasnego, mokrego wnętrza. Już trzymałem swojego podnieconego zaganiacza i kierowałem go w sam środek. Wciskałem jego łeb. Jej szparka była ciasna jak u nastolatki, gorąca, mokra. Z głośnym mlaśnięciem, jakby z oporem, otworzyła się, wpuszczając mnie do środka. Byłem w niej, ale tylko samą głowicą, na brzegu. Rozkosz napływała niesamowicie silną falą. Pchnąłem, zmuszając go, by wszedł dalej. Spojrzała na mnie z aprobatą i zachętą. Rumieńce na jej twarzy powiększyły się, oddech stał się głębszy, choć spokojniejszy, a ja od razu zacząłem wykonywać powolne, może jeszcze niezbyt głębokie, ale płynne ruchy.
Nie patrzyła na mnie jak ciocia. Patrzyła na mnie jak kochanka, która oddaje mi się w całości. Patrzyła na mnie z miłością, głębokim zaangażowaniem i podnieceniem. Wyciągnęła dłonie i zaplotła je na mojej szyi, jak byśmy byli kochankami od zawsze, a ja pochyliwszy się nad nią podparłszy na wyprostowanych ramionach, zacząłem poruszać swoimi biodrami, wchodząc ją coraz głębiej i głębiej. Słyszałem tylko jak jej oddech przyspiesza się, jak staje się głębszy, choć bardziej nierówny. W jej oczach pojawiało się szaleństwo, zamiast ciepłego, zdrowego uczucia. Widziałem w nich obłęd, pragnienie głębokiego zespolenia się, natychmiastowego zaspokojenia swoich intensywnych pragnień.
– Ech, ech, yyyhhh, yyyyhhh! - wyrzucała z siebie kaskadę westchnień jęków i stęknięć.
Wiedziałem, że muszę się pospieszyć, że muszę robić to szybko, dynamicznie, bez ociągania się, bo jej podniecenie jest w szczytowym momencie. Wiedziałem, że muszę wykrzesać z niej wszystko, co się da. Wiedziałem, że muszę wytrzymać. Starałem się jak mogłem. Uniosła wysoko swoje nogi, kolana znajdowały się w okolicach twarzy, a stopy gdzieś za głową. Wypięła w moją stronę całą swoją kobiecość, całą cipeczkę. Lekko unosząc do góry, oddawała mi się bez reszty, a ja posuwałem ją jak szaleniec, coraz szybciej, coraz mocniej i coraz głębiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz