Szukaj na tym blogu

25 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

419. Kroczem na jej twarz


Kolejnym etapem tej słodkiej gry było wprowadzenie do akcji drugiej dłoni. Trzymając moje, niezwykle podniecone, narzędzie w połowie długości, wykonywała półkoliste ruchy, tak, jakby chciała odkręcić śrubę i jednocześnie poruszała nią do góry i do dołu. Muszę powiedzieć, że to było szczególnie gorące i przyjemne. Moje podniecenie natychmiast eksplodowało do granic  wytrysku. Bałem się nawet, że za chwilę będzie po wszystkim. Mimo to w sposób, który trudno mi nawet wytłumaczyć, udało mi się jakoś powstrzymać. 

Zaraz później znów uniosła swój wzrok, aby zmierzyć mnie swoim spojrzeniem i sprawdzić, czy aby na pewno dam radę. Chciała wiedzieć, czy będę w stanie dalej uczestniczyć w tej niezwykle ekscytującej i gorącej zabawie. 

Spojrzałem na mojego, mocno wymęczonego, zaganiacza. Był nie tylko mokry i gorący od jej buzi, ale też fioletowy od silnego uścisku dłoni. Na całej jego powierzchni pojawiło się mnóstwo fioletowych żył, które utworzyły gęstą sieć.

W tej dziedzinie ciocia była prawdziwą profesjonalistką, ale nie poprzestała tylko na dawaniu rozkoszy. Starała się też sama czerpać z tego jak najwięcej przyjemności. Patrzyła na moją twardą, sękatą fujarę z prawdziwą satysfakcją, fascynacją i zachwytem. W przerwach między kolejnymi ruchami, wysuwała język i zbierała resztki śliny próbujące spaść na łóżko. 

Po jakimś czasie skupiła się tylko na rytmicznym i głębokim pochłanianiu mojego banana. To było trudne do zniesienia. Każdy ruch jej głowy przyprawiał mnie o intensywne dreszcze rozkoszy. Stopniowo, krok po kroku, wchodziłem na coraz wyższe poziomy podniecenia i rozkoszy. Z każdą minutą coraz trudniej było mi zachować jakiekolwiek resztki zdrowego rozsądku i trzeźwego myślenia. Miałem wrażenie, że jestem całkowicie w jej posiadaniu. Oddany w objęcia jej słodkich i gorących ust traciłem poczucie rzeczywistości. Wyczyniała ze mną cuda, a ja nie miałem zamiaru tego zmienić. 

W pewnym momencie, jakimś cudem, udało mi się odwrócić wzrok od tego, co robiły ze mną jej gorące usta i spojrzałem na drugi koniec jej ponętnego ciała. Stała na czworakach wzdłuż sofy z wypiętym do góry tyłeczkiem i delikatnie rozsuniętymi kolanami. Przez moment udało mi się nawet dojrzeć jej kakaowe oczko i podnieconą, opuchniętą i mokrą pizdeczkę. Miałem wrażenie, że dostaję rozdwojenia jaźni. Z jednej strony nie chciałem nic zmieniać w tym układzie. Chciałem, aby cały czas robiła mi tę gorącą laskę, a jednak zapragnąłem włożyć mojego, podnieconego do granic możliwości, kutasa w jej mokrą, ciasną i głęboką szparkę. 

Trzymała mojego fiuta w swoich ustach, a ja, chcąc sięgnąć dłonią do jej jędrnych i sprężystych pośladków, pochyliłem się nad jej głową. Kiedy to zrobiłem, nieświadomie naparłem biodrami i kroczem na jej twarz. Ta, na krótką chwilę, znalazła się w moim gęstym zaroście między nogami. Ciepło jej policzków i ust oraz to, że bardzo głęboko mnie pochłonęła, sprawiło, iż na moment straciłem poczucie panowania nad swoim ciałem. Myślałem, że strzelę prosto w jej głębokie gardło gorącą porcją gęstego nasienia. Musiałem asekurować się i chwycić za oparcie sofy, aby nie upaść. 

Później, nie zmieniając pozycji, wyciągałem dłoń i całą jej powierzchnią zakryłem słodką cipeczkę. Następnie dwoma palcami wjechałem w sam środek tego mokrego bagietka. Westchnęła głęboko i wyprężyła się jeszcze bardziej. 

Najpierw ostrożnie i delikatnie, a później coraz bardziej intensywnie zacząłem pieścić jej wzgórek miłości. Poruszałem moimi palcami coraz bardziej zuchwale i namiętnie. Po chwili usłyszałem jej stłumiony, głęboki jęk a później westchnienie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...