410. Była jak zapach wiosny.
– No wiesz… – zacząłem, czując, jak moje słowa tracą pewność, jakby coś w mojej wewnętrznej obronie pękło. – To nie tak, jak ci się wydaje…
Na te słowa uśmiechnęła się znowu, ale tym razem jej uśmiech był zupełnie inny. Był słodszy, jakby bardziej znający, bardziej świadomy, a jednocześnie nieco tajemniczy. Moje serce, które jeszcze chwilę temu biło nierównym rytmem, teraz zwolniło, zmiękło pod wpływem tego uśmiechu. Czułem się, jakby nie tylko ja, ale cała sytuacja wokół nas straciła swoją ostrość, rozmywając się w ciepłym, niemal hipnotyzującym uścisku.
– Dobrze, dobrze, – powiedziała, przerywając moje niezbornie rozpoczęte tłumaczenie. – Ja wiem, że nie możesz się powstrzymać…
Jej ton był ciepły, ale wciąż pełen ironii, jakby mówiła o czymś, co już dawno zaakceptowała, o czym wiedziała, zanim jeszcze o tym wspomniałem. Zawiesiła głos, jakby wstrzymując moment, po którym nastąpi coś ważnego, jakby chciała, żebym poczuł ten ciężar przed jej kolejnymi słowami.
– Prawdziwy mężczyzna z ciebie… – dodała, nie przestając się uśmiechać, ale w jej głosie było coś, co sprawiało, że nie byłem pewien, czy to pochwała, czy raczej ukryte oskarżenie. – Typowy facet, można powiedzieć. Zmieniasz dziewczyny jak rękawiczki, okej, ja to wiem, rozumiem, ale… no wiesz… – Jej głos znowu się obniżył, jakby przemyślała coś głębiej, a ja wiedziałem, że czekam na coś, co zmieni wszystko. – Czy ja chcę być twoją dziewczyną?
Te ostatnie słowa były jak nagły powiew zimnego powietrza w tym dusznym, ciepłym momencie. Przeszyły mnie, choć nie były niczym nowym – sama wcześniejsza rozmowa w pewnym sensie przygotowała mnie na to pytanie, ale mimo wszystko nie byłem gotowy. Zaskoczyła mnie. To było jak wyzwanie, które rzucone mi przez nią sprawiło, że poczułem się jeszcze bardziej niepewnie.
To pytanie zawisło w powietrzu, a ja nie wiedziałem, jak na nie odpowiedzieć. Wiedziałem, że nie mogę jej w tej chwili udzielić prostego, łatwego „tak” ani też wypierać się swojej przeszłości. Ona miała w oczach coś, czego nie mogłem zignorować. Kiedy patrzyłem na nią, czułem, że to nie była tylko gra słów, ale coś głębszego – pytanie o moją autentyczność, o to, kim naprawdę jestem. Zauważyłem, że nie chodziło tylko o mnie, lecz także o nią – o to, czy ona sama potrafi zaufać w tej chwili, czy ta propozycja w ogóle ma sens.
Wracając, szliśmy razem, sprzeczając się o drobne szczegóły mojego życiorysu, jakby to miało znaczenie. Czułem się lekko rozbawiony, choć z każdą jej uwagą moja pewność siebie nieco malała. W pewnym momencie wyprzedziłem ją o kilka kroków. Odwróciłem się, szedłem tyłem, uśmiechając się z rozbawieniem, drażniąc ją w przyjazny sposób, jakbyśmy rywalizowali w jakiejś małej grze. W moich słowach było coś z lekkości, może z odrobiną flirtu, ale wszystko to odbywało się w atmosferze żartu, bez żadnych zobowiązań.
Patrzyłem na nią, a ona, z tym swoim nieuchwytnym urokiem, drobną sylwetką, która zdawała się poruszać z gracją, którą trudno opisać, sprawiała, że w moim ciele biegały przyjemne dreszcze. Jej każdy krok, delikatny, a jednak pewny, był jak muzyka, która wygrywała cichą melodię, poruszającą coś w moim wnętrzu. W tym momencie nie myślałem o niczym intensywnym ani gorącym. Moje myśli nie błądziły wokół igraszek ani namiętności. Wręcz przeciwnie, skupiły się na czymś prostym, przyjemnym – na ciepłym przytuleniu, na spacerze w ciszy, który nie potrzebował słów, i na rozmowach, które mogłyby trwać do późna w nocy, w atmosferze wzajemnej bliskości, pełnej czułości, bez presji ani oczekiwań.
Było w tym coś szczególnego – coś, czego nie dało się zignorować. W jej obecności wszystko wydawało się łatwiejsze, przyjemniejsze. Była jak zapach wiosny, świeży, subtelny, ale zarazem pełen obietnic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz