Szukaj na tym blogu

7 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

401. Wydma i Isabella. 


Kiedy stanąłem na wydmach, poczułem, że zbliżam się do czegoś niezwykłego. Dzień był ciepły, ale nie duszny, a od jeziora delikatnie owiewał mnie przyjemny zefirek, niosąc zapach wodorostów i wilgoci. Wydma, na którą się wspinałem, była ogromna, przypominała górę, która wznosiła się wysoko ku niebu, jakby próbując zasłonić część nieboskłonu. Piasek, który przesypywał się między moimi palcami, był jasny, niemal biały, drobny i ciepły w dotyku, lecz nie parzył — raczej łaskotał moje stopy, które zanurzały się w nim przy każdym kroku.

Szliśmy razem, choć ona — Isabella — wyraźnie prowadziła, niemal uciekając przede mną. Krok po kroku, wspinałem się wyżej, ślad po śladzie zapadając się w miękki piasek, który z każdym krokiem stawiał mi opór, jakby chcąc mnie zatrzymać. Ale nie mogłem przestać, nie mogłem się zatrzymać, bo ona wciąż była o krok przede mną, a ja podążałem za nią, aż na sam szczyt wydmy.

Isabella stawała się coraz mniejsza w moich oczach, jej ciało oddalało się, aż widziałem tylko jej stopy, które stąpały po piasku, zostawiając delikatne ślady. Musiałem mocno zadzierać głowę, by ujrzeć ją w całości — była już tak daleko, że musiałem niemal wspiąć się na palce, by zobaczyć jej sylwetkę w pełni. Czułem, jak serce przyspiesza mi w piersi, jakby sam wysiłek wciągania ciała pod górę zwiększał napięcie, które rosło z każdą chwilą. Każdy kolejny krok, choć trudniejszy od poprzedniego, napawał mnie coraz większym poczuciem, że to, co czeka na szczycie, będzie czymś niezatartego, czego nie da się zapomnieć.

Czy to miała być kolejna przygoda tych wakacji? Nie wiedziałem. Izabela zaprosiła mnie tutaj, zwabiła mnie krótkim SMS-em, w którym podała miejsce spotkania. Nie zadawałem pytań, po prostu się pojawiłem. Takie były te wakacje — pełne niespodzianek, ekscytacji i niesamowitych chwil, które zdawały się wymykać wszelkim oczekiwaniom. Czułem, że Isabella wybrała to miejsce z jakiegoś szczególnego powodu. Było dzikie, ustronne, ale przede wszystkim piękne. Piękne w sposób, który mówił, że natura tutaj rządzi — z dala od ludzi, z dala od wszelkiej cywilizacji. Czułem, że to miejsce oddycha rytmem samej ziemi, która, jakby na własnych prawach, nadawała ton wszystkiemu, co działo się wokół.

Kiedy byłem już prawie na szczycie wydmy, zobaczyłem ją w całej jej urodzie. Biegła w zwiewnej, lekkiej sukience, której materiał tańczył na wietrze. Włosy unosił lekki zefirek, a tumany piasku pod jej stopami unosiły się jak niewidzialne chmurki, które znikły w powietrzu. Na tle tej ogromnej wydmy, porośniętej tylko gdzieniegdzie wysoką trawą, otoczoną niemal białym piaskiem i błękitnym niebem, wyglądała, jakby była częścią tego wszystkiego — jakby niemal unosiła się w powietrzu, zlewała się z naturą. Piękno tej chwili, tej scenerii, było niemal magiczne, jakby świat wokół niej zamilkł, by oddać jej hołd. A ja, wspinając się coraz wyżej, czułem, że ta przygoda właśnie zaczyna się na nowo — jakby każda chwila niosła ze sobą coś, czego jeszcze nie znałem, czego nie dało się zaplanować.

Gdy dotarłem na szczyt, moim oczom ukazał się bezkresny widok na jezioro, które rozciągało się po drugiej stronie wydmy. Fale rozbijały się o brzeg z cichym, rytmicznym pluskiem, jakby cały świat dostosowywał się do harmonii tego momentu. Dźwięk wody, łagodny i uporządkowany, łączył się z ciszą otaczającej nas przestrzeni, tworząc uczucie absolutnego spokoju. To wszystko, w tej jednej chwili, było niemal idealne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...