Szukaj na tym blogu

19 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

413. Erotyczna prowokacja


No cóż, ona tu była, na dodatek tak bardzo realna. Stała na środku salonu w czarnych szpilkach z kciukami włożonymi za to coś, co miało uchodzić za spódniczkę i patrzyła na mnie sposób dający jasno do zrozumienia, co za chwilę się stanie. Jej kruczoczarne włosy luźno opadały na ramiona, a ciemne źrenice przeszywały mnie na wskroś, nie pozwalając ruszyć się z miejsca. 

– Dobrze że jesteś Julian, czekałam na ciebie. Przyszedłeś w samą porę, – odezwała się miękkim, aksamitnym głosem, takim, którego zawsze używała, kiedy chciała mnie do czegoś nakłonić.

Wiedziałem, że za chwilę coś się stanie. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że wpadłem w jej sidła i wydostanie się z nich będzie już bardzo trudne. Ona była tu i ja byłem tu, byliśmy w jej domu sami. Znajdowaliśmy się w jej salonie, a to były wakacje. Było ciepło, nastrojowo, za szeroko otwartym oknem szumiały sosny, a ja byłem tak bardzo podniecony, tak bardzo potrzebowałem rozładowania napięcia, które gromadziło się we mnie już od jakiegoś czasu, że wystarczyła tylko iskra, bym wybuchnął jak wulkan. 

Odwróciła się bokiem, jedną nogę uniosła, zgięła w kolanie i oparła o sofę, a ja pomyślałem: 

“Och ciociu, nie, proszę nie rób tego. Może już przestańmy. Nie prowokuj. Och ciociu, ciociu…”

Lecz moje westchnienia były tylko wewnętrzne. Żaden dźwięk nie wydostał się z moich ust. Jedna część mnie opierała się całą siłą, lecz druga, ta bardziej ludzka, lgnęła do niej, pragnąc zespolić się z tym ideałem piękna, w tym jakże uroczym i przytulnym zaciszu jej wielkiego domu. 

Kiedy się odwróciła, przestałem widzieć jej wielkie cycki, a ujrzałem… No cóż, tu brakuje mi słów. Z moim słowniku nie ma odpowiednich wyrażeń, a przynajmniej wtedy ich nie było, by opisać to, co pojawiło się przed moimi oczami. 

– Och Boże ciociu, twoje pośladki, – westchnąłem mimowolnie.

– Co, podoba ci się moja dupcia? – spytała wprost i tak bardzo prowokacyjnie.

Dyszałem ciężko, nie mogąc wydobyć z siebie nic więcej. Jej pośladki same prosiły, by ich dotykać, by brać je w swoje dłonie, badać i pieścić. Teraz już byłem pewien, ta czerwona opaska na jej biodrach była zarówno majtkami jak i spódniczką. Przekonałem się dopiero teraz, kiedy się odwróciła. Choć może bardziej pasowałoby nazwać tę część garderoby stringami, niż czymkolwiek innym, bo z tyłu była wąska tak bardzo, że chowała się między jej obfitymi pośladkami. 

To nie był statyczny pokaz jej ponętnego ciała. Ta zabawa trwała dalej. Erotyczna prowokacja mojej uwodzicielki wkroczyła w nowy etap. Uniosła dłonie i wsunęła kciuki za ten obfity biustonosz. Odciągnęła kawałek materiału, a ja myślałem, że za chwilę jej wielkie cycki wyleją się na wierzch. Patrzyła na mnie swoimi dużymi, czarnymi oczami i uśmiechała się słodko. 

– No Julian, bądź grzecznym chłopczykiem, – powiedziała, – posłuchaj cioci, rozepnij rozporek, opuść spodnie i uwolnij swojego twardego, spragnionego rumaka. 

Westchnąłem głęboko, chcąc mocno zaprotestować, lecz z moich ust wydobyło się jedynie marne ciche błaganie, którego nawet mogła nie usłyszeć: 

– Och ciociu, ciociu nie, może nie… 

Usłyszała jednak, lecz żaden mój protest nie miał sensu i nie miał prawa odnieść oczekiwanego rezultatu. To ona była panią sytuacji i to ona dyktowała, co będziemy teraz robić. 

– Och tak, tak Julian…

– Nie, ciociu…

– Tak, wiem, że tego chcesz. 

– Och ciociu, ciociu…

– No Julian, nie wygłupiaj się. Przecież  widzę, jak bardzo twój ptaszek napęczniał. Sam zobacz, jak napiera na materiał twoich spodni. Mnie nie oszukasz, Julian.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...