Szukaj na tym blogu

20 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

414. Objawienie


Nie miałem najmniejszych szans w potyczce z nią. W tej zabawie była dużo, dużo lepsza, niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać. Nim zdążyłem przygotować się na to, co nadejdzie, nim zdążyłem, w bardziej widoczny sposób zaprotestować, odwróciła się do mnie przodem z serdecznym, szczerym, choć nieco szelmowskim uśmiechem na ustach. Ten widok niemal powalił mnie na kolana. W szeroko rozpostartych dłoniach trzymała swoje wielkie cycki, cycki, które wywoływały w moim mózgu tak gigantyczną burzę. W tej chwili dotarło do mnie, że jestem przegrany, że nie mam najmniejszych szans w starciu z jej ponętnym ciałem. No i mogłem sobie darować jakiekolwiek błaganie i prośby, by przestała. Doskonale wiedziałem, że sam tego pragnę, pragnę bardziej niż ona. Od zawsze byłem zepsuty do szpiku kości. Ona tylko wyzwoliła we mnie tego demona, diabła, który gdzieś tam we mnie tkwił. 

– Ojej Julian, – odezwała się jak trzpiotka spod opuszczonych brwi – czy mi się wydaje, czy ty drżysz? 

Kiedy rozpostartymi palcami gładziła swoje wielkie balony, czerwony stanik w czarne kropki był już pod nimi i zdawał się stanowić tylko marny dodatek, ozdobę. Podszedłem, choć wcale nie miałem takiego zamiaru. Byłem blisko i patrzyłem na nierówne chropowate brodawki i sztywne grube sutki. Rzeczywiście drżałem na całym ciele. Nie byłem w stanie się opanować. Chodź samo opieranie się było dodatkową inspiracją, natchnieniem, wiedziałem, że w którymś momencie wszystko we mnie eksploduje potężną porcją energii. 

– Tak ciociu, drżę, – powiedziałem skromnie. 

– Och, naprawdę? – westchnęła, udając współczucie, a po chwili dodała, – Grzeczny chłopczyk, bardzo grzeczny chłopczyk. Właśnie o to mi chodziło. Chodź do mnie, rozluźnij się, zapomnij o wszystkim, a zobaczysz, jak będzie ci dobrze. 

W ostatnim desperackim geście obrony pomyślałem o Isabelli i tym niezwykle uroczym wieczornym spacerze na wydmach. Miałem wrażenie, że być może właśnie spotkałem miłość swojego życia. Chciałem o tym wszystkim opowiedzieć mojej cioci, podzielić się moimi wrażeniami, ale to chyba nie był odpowiedni moment. Ciocia miała inne plany wobec mnie. Ciocia nie próżnowała. Nawet przez chwilę się nie wahała, przed zrobieniem tego, co ma zrobić. 

Nim zdążyłem o czymkolwiek pomyśleć, zrobić jakikolwiek ruch, już stała przodem do mnie, trzymała biustonosz głęboko pod cyckami, a one mrugały do mnie swoimi ciemnymi oczkami, hipnotyzując coraz bardziej. Stała w lekkim rozkroku, a ja zerkałem między jej uda za półprzezroczystą zasłonę spódniczki. Coś tam majaczyło. Czy to była cipka? Czy to była cipka mojej cioci? Samo myślenie o tym wyrzucało moją świadomość na orbitę. 

Objawienie miało przyjść szybciej, niż się spodziewałem. Objawienie miało przyjść tak szybko, jak kula karabinowa. Widok niemal powalił mnie na ziemię, sprawiając, że moje nogi zrobiły się całkowicie miękkie. Inaczej zachowywała się inna część ciała, chodź proporcjonalnie niewielka, była wyjątkowo twarda i sztywna. Ciocia była szalona. Przekonywałem się o tym na każdym kroku. Jednym zgrabnym ruchem, pociągnięciem obydwu dłoni pozbyła się czegoś, co było jednocześnie i spódniczką i majteczkami i już po chwili stała naga, a ja rzeczywiście gapiłem się na jej cipkę. Jej skromna, jak u natolatki, pizdeczka zdążyła pokryć się już nieśmiałym, krótkim zarostem, choć wiedziałem, że i tak za kilka tygodni znów będzie tam gęsta kępa sztywnego włosia. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...