415. Adrenalina i testosteron
Ciocia jak modelka uniosła dłonie do góry i założyła je za głowę. Jej wielkie cyce, huśtając się delikatnie na wszystkie możliwe strony, swobodnie opadły do dołu. Wypięła biodra, prezentując półokrągły brzuch i cudownie wyglądający wzgórek. Patrzyła na mnie jak drapieżnik, zamierzający rzucić się na swoją ofiarę. Ona wiedziała, że tylko sekundy dzielą mnie od całkowitej rezygnacji i braku wszelkiego oporu z mojej strony.
Tak też się stało. Niemal jak automat zdjąłem swój t-shirt, rozpiąłem pasek, a później guzik spodni. Kiedy zsunęły się niżej, zrzuciłem je na podłogę. Później, z najwyższą przyjemnością, pozbyłem się slipów. Stałem teraz na wprost niej z wielkim, sterczącym jak rakieta kutasem, wycelowanym prosto w jej twarz. Był siny z podniecenia, z pragnienia zaspokojenia swoich wyuzdanych potrzeb.
– Ciociu, ostatni raz cię proszę, – odezwałem się już tylko formalnie, żeby być w zgodzie z samym sobą, żeby uchronić resztki swojej godności, – nie róbmy tego.
Lecz ona patrząc na mnie z góry, ironicznie, z przekorą rzuciła wprost:
– Żartujesz, chłopaku?! Teraz, kiedy pokazałeś mi tę swoją wielką, napęczniałą, siną z podniecenia, fujarę, chcesz się wycofać? Myślisz, że to takie proste? Myślisz, że ot tak pozwolę ci stąd wyjść?! O, nie. Twoje jaja są pełne nasienia jak u byka rozpłodowego. Nie pozwolę ci wyjść. Musisz to wszystko zostawić tutaj, we mni. Albo na mnie, jak wolisz.
Teraz już całkowicie zabrakło mi tchu. Zdesperowany, wystraszony, trochę zawstydzony, a przede wszystkim tak niebotycznie podniecony, stałem i patrząc na nią, czekałem na kolejny akt pozornie tylko zwykłego przedstawienia erotycznego.
Zwieńczeniem tego wszystkiego, co do tej pory się wydarzyło, był moment, w którym odwróciła się do mnie tyłem i bezczelnie, bezwstydnie uniosła nogę. Wniosła ją bardzo wysoko do góry. Położyła dłoń na pośladku i odciągnęła go na bok, a moim oczom ukazał się wulkan rozkoszy. Ciemne, przekrwione, mięsiste i pomarszczone wargi jak dwa wielkie ślimaki wysunęły się na wierzch, ukazując ciasną, wilgotną, błyszczącą perlistym nektarem szparkę, w której już za chwilę miał zagościć mój wielki, spragniony nowych doznań, ogier. Zakręciło mi się w głowie i popłynąłem z nurtem życia.
– Och, ty stara kurwo! – syknąłem przez zęby, nie mogąc powstrzymać narastającej we mnie złości i podniecenia, – pożałujesz, że wystawiłaś mnie na taką pokusę! Ja ci pokażę.
Kipiała we mnie adrenalina i testosteron, lecz ona roześmiała się tylko w głos.
– I o to chodzi, Julian. Bardzo dobrze, przecież na to czekam. Wiedziałam, że jesteś jurny i długo nie dasz się prosić, – rzuciła między kolejnymi z pasmami śmiechu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz