424. Pachniało seksem.
W końcu, złożyłem ją jak scyzoryk, przycisnąłem z zadartymi nogami do materaca, wgniotłem w sofę swoim ciężarem i grzmociłem w tej niewygodnej pozycji. A ona z szeroko otwartą buzią jęczała na całe gardło. Byłem już tylko podnieceniem. Niosłem w sobie ładunek seksualny, przesłanie ludzkości, potężną porcję spermy, która za chwilę miała znaleźć się w jej wnętrzu. Byliśmy jak para szaleńców, straceńców przed egzekucją, chwytaliśmy chwilę. Sekundy były wiecznością, cały świat przestał istnieć, liczyła się tylko nasza niewyobrażalna rozkosz.
Ostatnie ruchy były jak dźgnięcia sztyletem. Jej krzyk nagle zamarł i zapadła grobowa cisza. Wbiłem się w nią i zatrzymałem, pompując pod potężnym ciśnieniem obfity strumień gorącego nasienia. Po chwili zacząłem poruszać się ponownie, najpierw powoli ostrożnie. Wypchałem z siebie kolejne porcje mojego pożądania wprost w jej rozpalone wnętrze. Wypełniałem ją po brzegi moim podnieceniem, a ona przyjmowała wszystko tak, jakby nic się nie stało. Słyszałem tylko jej ciężki oddech. Widziałem oczy pełne obłędu i podniecenia. Szaleństwo kryło się w tym, co robiliśmy, lecz było już za późno. Przekroczyliśmy wszelkie granice, które były do przekroczenia. Byliśmy tylko zboczonym podnieceniem, reakcjami naszego organizmu. Nie byliśmy w stanie się oprzeć przed swoim pożądaniem. Nasze pragnienia przejmowały nad nami kontrolę, aby pchnąć nas w nieznane.
– Okej, okej, już dobrze, już dobrze, wszystko w już porządku, wszystko w porządku. Och dobrze, jak dobrze, – dyszała ciężko wprost w moją twarz.
Później, nie czekając zbyt długo, podniosła się i uklękła naprzeciw mnie. Wszystko rozgrywało się na miękkiej, pluszowej sofie. Rozgrzany do granic możliwości, podniecony i, nie do końca jeszcze zadowolony, z tego co otrzymałem, ściskając kutasa w dłoni, który wciąż sterczał jak głupi, czekałem na dalszy ciąg tej niezwykle ekscytującej zabawy.
Zbliżyła się do mnie jeszcze bardziej, położyła swoje dłonie na mojej klatce piersiowej, a później, uchylając usta, złączyliśmy się w gorącym i długim pocałunku. Wszystko wskazywało na to, że to jeszcze nie koniec. Musiał nastąpić drugi akt. Musieliśmy rozegrać to do końca, inaczej obydwoje odczuwalibyśmy niedosyt.
Pocałunek był namiętny i niesamowicie słodki, ale nie mógł trwać wiecznie. Już po chwili wróciła do poprzedniej pozycji. Zrozumiała, że abym mógł stanąć na wysokości zadania, musi sprawić, aby mój kutas był tak twardy i sztywny jak na początku. Choć, na pierwszy rzut oka wydawało się, że moje narzędzie nie wymaga takich skomplikowanych zabiegów, to wprawne oko kochanki mogło dostrzec pierwsze objawy jego wyczerpania.
Opadła nisko, a ja zrozumiałem, że za chwilę ponownie weźmie mojego napalonego chuja w swoje wilgotne i gorące usta. Tak też się stało. To było cudownie słodkie i niezwykle gorące. Klęczała, podparta na ramionach i trzymała sam czubek mojej głowicy w elastycznie zaciśniętych gorących wargach. Tymczasem ja, żeby było jeszcze bardziej przyjemnie, i żeby przyspieszyć cały proces, ująłem mojego sękatego drąga u samej podstawy i, naciskając na jądra, zapiąłem moją dłoń niczym klamrę, tym samym nie pozwalając odpłynąć krwi. Po chwili znów zesztywniał i podniósł się do pionu.
Muszę powiedzieć, że to było naprawdę niezwykłe przeżycie. Mój kutas, który przed chwilą był w jej cipeczce i lśnił od aromatyczny soków, teraz spoczywał w jej słodkiej buzi. Pachniało seksem. Pomieszczenie wypełniała cała gama subtelnych zapachów. Na ciocię działało to jak afrodyzjak. Jeszcze mocniej ssała i ciągnęła, w szybkim tempie doprowadzając mnie na skraj niebiańskiej rozkoszy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz