Szukaj na tym blogu

12 stycznia 2025

Ostatnie wakacje.

406. Chwycić ją za rękę


Kiedy znów usiedliśmy, tym razem u podnóża wydm, poczułem, jak w powietrzu gromadzi się spokój. Wokół nas rozpościerały się gęste, zielone zarośla, które tworzyły naturalną barierę, odgradzając nas od całego świata. W tej ciszy, otoczeni roślinnością, czuliśmy się, jakbyśmy znaleźli się w jakiejś prywatnej przestrzeni, gdzie wszystko, co się działo, dotyczyło tylko nas. Każdy oddech, każdy ruch, każdy gest nabierał znaczenia w tym małym, ukrytym zakątku natury.

Opowiedziałem jej jakiś dowcip, może prosty, może zabawny tylko w naszej małej bańce, ale kiedy usłyszała go, jej reakcja była niczym eksplozja radości. Zaśmiała się głośno, serdecznie, jak dziecko, którego śmiech rozbrzmiewał echem wśród zarośli. Z jej śmiechem rozchodziła się lekkość, jakby cały świat na chwilę przestał istnieć, a w jej oczach pojawił się blask, który sprawiał, że nic innego nie miało już znaczenia.

Z rozpostartymi ramionami i lekko przechyloną głową kręciła się wokół własnej osi, jakby ta radość była w niej tak naturalna, że musiała ją wyrazić całym ciałem. Jej sukienka falowała na wietrze, a włosy tańczyły wokół jej twarzy, jakby były częścią tej samej harmonii, której byliśmy świadkami. Patrzyłem na nią, a moje serce zaczynało bić szybciej, jakby już nie nadążało za tym, co działo się w moim wnętrzu.

W tej chwili poczułem, jakby wszystkie moje obawy i wątpliwości zniknęły. Byłem całkowicie otwarty, zupełnie bezbronny w tej prostocie, w tym niesamowitym uczuciu, które mnie ogarnęło. Zmiękłem, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. W jej śmiechu było coś magnetycznego, coś, co przyciągało mnie do niej bez oporu. Czułem, jak jej obecność wypełnia mnie całościowo, jakby nagle wszystko, czego potrzebowałem, było tu, w tej chwili. Miałem wrażenie, że ona już mnie ma, że nie ma już ucieczki, że nie muszę już rozumieć wszystkiego – wystarczyło być, z nią, w tym miejscu.

Na tych wakacjach, pełnych szalonych przygód i niesamowitych spotkań, poznałem już wiele dziewczyn i kobiet, różnych w każdym możliwym wymiarze – wiek, wygląd, temperament – ale ona była zupełnie inna. Wyróżniała się w sposób, którego nie potrafiłem do końca zrozumieć. Nie mieściła się w żadnej z kategorii, które znałem, nie dała się zamknąć w żadnej ramie, którą dotychczas wyznaczały moje dotychczasowe doświadczenia. Była jakby czymś nowym, czymś, co wykraczało poza granice tego, co znałem, poza to, co wcześniej uznawałem za prawdziwe.

Szliśmy obok siebie w milczeniu, przechadzając się przez coraz wyższe, coraz bardziej zielone krzewy, które stawały się gęstsze, jakby otaczając nas swoją ochronną, zieloną barierą. Otoczenie stawało się coraz bardziej intymne, a ja coraz bardziej skupiłem się na niej, na jej każdym geście. Patrzyłem na jej odsłonięte ramiona, delikatne, opalone promieniami słońca, a jej dłonie, z rozpostartymi palcami, jakby w naturalnym geście czułości. Było w tym coś tak magnetycznego, że nie mogłem oderwać wzroku. Miałem ochotę po prostu chwycić ją za rękę, poczuć bliskość jej ciała, poczuć ciepło jej dłoni w moich, jak para zakochanych, którzy nie potrzebują słów, by wyrazić to, co czują.

Jednak w tej chwili pojawiła się wątpliwość. Czy to możliwe, by po jednym spotkaniu czuć coś tak silnego? Moje serce podpowiadało mi, że to uczucie jest realne, ale wciąż nie mogłem uwierzyć, że może być prawdziwe. Zastanawiałem się, czy to tylko złudzenie, chwilowa fascynacja, która minie, jak każda inna. Ale coś się zmieniło. Coś we mnie, w mojej duszy, coś, co nie dawało się wymazać, co nie pozwalało o sobie zapomnieć. Jakiś dziwny akord, nieoczekiwany, pełen emocji, zagrał w moim wnętrzu, i wiedziałem, że nie będzie łatwo go stłumić. To uczucie, choć niepojęte, z każdym krokiem stawało się bardziej obecne, a ja wiedziałem, że nie będę w stanie go zapomnieć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...