13. Pokaż mi tego swojego fiuta
Zadała to pytanie z udawaną powagą, ale kąciki jej ust drżały od powstrzymywanego śmiechu. Wiedziałem, że to prowokacja. Wiedziałem też, że oboje doskonale zdajemy sobie sprawę, że te wielkie, ciężkie, idealne cycki są właśnie tym, co sprawia, że tracę rozum. I że nigdy, przenigdy nie chciałbym, żeby je zmniejszała.
Może zmniejszyć, co o tym myślisz?
Droczyła się ze mną bezlitośnie, a ja, choć doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, i tak dałem się złapać jak dziecko na kradzieży cukierków. Panika ścisnęła mi żołądek, gardło, nawet jądra – wszystko naraz.
– Co?! Zmniejszyć? Jezu, nie. Twoje cycusie są idealne. Absolutnie, kurwa, idealne. Nie waż się ich ruszać.
Uniosła brew, a kącik ust drgnął jej w tym charakterystycznym, półuśmiechu półgroźbie.
– No dobra, gadaj jak na spowiedzi. Co ci tak naprawdę leży na żołądku?
Westchnąłem ciężko, próbując ukryć drżenie rąk.
– Ech… chyba raczej na sercu.
Roześmiała się cicho, gardłowo, tym śmiechem, który zawsze brzmiał jak preludium do grzechu.
– Cha cha cha… albo na tym, co masz w spodniach.
Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy, a jednocześnie napływa tam, gdzie nie powinna w takiej chwili.
– No dobra, powiem. Tylko się nie śmiej.
– No co ty, nic a nic – obiecała z absolutnie niewinną minką, choć widziałem, jak walczy, żeby nie parsknąć.
Z trudem przełknąłem ślinę. Słowa paliły język.
– Podkochuję się w tobie.
Przewróciła oczami teatralnie.
– Powtarzasz się. Gadaj wreszcie coś nowego.
– Podglądam cię.
Cisza. Krótka, gęsta, elektryczna.
– O! To nowość. A powiesz gdzie?
Znów przełknąłem. Tym razem ślina była jak piasek.
– Wszędzie.
– Ach, wszędzie… no, no. A gdzie konkretnie?
Wskazałem palcem w róg sufitu, na małą, czarną kratkę wentylacyjną, która nagle wydała mi się największym świadkiem moich grzechów.
– Najczęściej tutaj. W tej łazience.
Jej oczy rozszerzyły się odrobinę – nie ze strachu, tylko z fascynacji.
– O kurczę. Jak?
– Kamerka. Taka malutka, na baterie. Łatwo ją zamontować. Prawie niewidoczna.
Spojrzała we wskazanym kierunku. Uśmiechnęła się jedną stroną ust – leniwie, drapieżnie, jakby właśnie dostała prezent, na który czekała od dawna.
– No tak… mogłam się domyślić. Od samego początku coś mi się nie podobało. Gdzie jeszcze? W sypialni też?
Pokiwałem głową. Bez słowa. Bez odwrotu.
– Boże, Patryk… jesteś nieźle zboczony. Mieć taką obsesję na punkcie jakiejś laski…
Coś we mnie pękło. Nie gniew, tylko urażona duma pomieszana z desperacją.
– Nie jakiejś tam laski – warknąłem cicho, zaskakując nawet samego siebie. – Nie jesteś jakąś tam laską.
Patrzyła na mnie przez chwilę w milczeniu. Potem jej głos złagodniał, ale tylko pozornie.
– No dobra… i pewnie walisz sobie konia, jak tak na mnie patrzysz?
Zrobiłem się czerwony jak burak. Policzki płonęły, uszy paliły, a w spodniach pulsowało tak mocno, że bolało. Pokiwałem głową. Raz. Drugi. Trzeci.
Coś się zmieniło. Nieznacznie, ale nieodwracalnie. W jej czarnych oczach nie było już tylko figlarnego płomienia. Był pożar. Czysty, bezlitosny, głodny. Przez ułamek sekundy miałem pewność, że za chwilę zeskoczy z tej umywalki, rzuci mi się na szyję i po prostu mnie zgwałci – weźmie siłą, zębami, paznokciami, cipką – wszystko jedno. Ale nie zrobiła tego. Jeszcze nie.
Zamiast tego wypięła piersi jeszcze bardziej, wyginając plecy w perfekcyjny łuk. Materiał stanika napiął się do granic, sutki niemal przebijały koronkę. Patrzyła na mnie jak dzika kotka, która właśnie postanowiła, że zabawa dobiegła końca.
– Ty stary zbereźniaku – wyszeptała powoli, dobitnie, z nutą rozkosznej groźby. – Ściągaj spodnie.
W pierwszej chwili byłem przekonany, że się przesłyszałem. Że to żart. Że zaraz się roześmieje i powie „spokojnie, głupku”.
Ale nie.
– Ściągaj spodnie i pokaż mi tego swojego fiuta – powtórzyła jeszcze wyraźniej, jeszcze bardziej stanowczo. – Chcę go zobaczyć. Natychmiast.
Głos jej drżał lekko – nie ze wstydu, tylko z podniecenia.
– Eee… ale on jest taki… brudny. No nie dla ciebie.
Parsknęła krótkim, chrapliwym śmiechem.
– Żartujesz?! Dawaj go tu. Właśnie takiego chcę zobaczyć.
Wiedziałem, że nie ma odwrotu. Że za chwilę albo zrobię to, czego żąda, albo ona zrobi to za mnie. I obie opcje kończyły się tak samo – moją całkowitą kapitulacją.
"Właśnie takiego chcę zobaczyć".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz