21. Jest gotowa
Wbrew moim oczekiwaniom nie zdjęła go w tradycyjny sposób. Niespodziewanie pochyliła się w moją stronę, przedramieniem przytrzymując swoje olbrzymie cycki, a wraz z nimi stanik. Boże, cóż to był za widok! Jej ogromne piersi jawiły mi się niczym dwa pokaźne, soczyste torty na srebrnej tacy – idealnie okrągłe, pełne, ułożone obok siebie i czekające jedynie na moją zachłanną konsumpcję.
– Patryk, chciałbyś włożyć między nie swojego fiuta? – rzuciła prowokacyjnie, a ja, zamiast odpowiedzi, jęknąłem w szczytowym, granicznym podnieceniu.
– Boże, Aldonko, nie rób tak. Nie wiem, co mogę zrobić, kiedy jestem taki podniecony. Nie ręczę za siebie – odezwałem się w końcu, głos mi drżał, a słowa ledwo przeciskały się przez ściśnięte gardło.
Stała bardzo mocno pochylona w moją stronę, z cyckami podtrzymywanymi przez przedramię, a ja w gorączkowym wirze pożądania zastanawiałem się, czy najpierw włożyć fiuta między jej soczyste balony, czy też wsunąć go głęboko do tych pełnych, kusząco rozchylonych ust. A może zacząć od gorącego, namiętnego pocałunku, który pochłonąłby nas oboje bez reszty?
No i stało się. Wyprostowała się nagle, bez ostrzeżenia, a jej wielkie cycki już były na wierzchu.
– Oooooooch – westchnąłem głęboko, nie mogąc nad sobą zapanować.
Nie były duże, nie były wielkie, były po prostu olbrzymie. Jak dwa wybuchy orgazmu uwięzione w idealnej formie. Jak fale słodkich, zakazanych marzeń zalewające gorącą noc swoim nieskończonym pragnieniem. A ona jeszcze dolała oliwy do ognia, układając ramiona w taki sposób, aby ścisnąć je od zewnątrz i jeszcze bardziej wypiętrzyć ich krągły, ciężki kształt. Jeszcze ten wzrok utkwiony we mnie – spojrzenie stworzone specjalnie dla mnie, tak bardzo obezwładniające, a jednocześnie skromne. I ta mina grzecznej, dobrze wychowanej panienki, słodkiego łobuziaka, który tak naprawdę nigdy nic złego nikomu nie zrobił, a przynajmniej za takiego chce uchodzić. I nie wytrzymałem. Znów się spuściłem. Poczułem mrowienie w skroniach i policzkach, a w podbrzuszu niebywałą, napływającą ze wszystkich stron, rozpuszczającą moje jestestwo słodycz. Popłynąłem, pozwoliłem sobie na całkowite zapomnienie. Świat zwęził się do tego miejsca, do tej jednej sekundy, do jej słodkiej buzi, do jej wielkich piersi, do tych dużych, ciemnych brodawek i grubych, sztywnych sutków sterczących dumnie jak dwa zaproszenia do grzechu.
Ale czas nie stał w miejscu. Czas płynął dalej, odsłaniając kolejne zakamarki tego gorącego popołudnia. Była jak nimfa na błękitnym niebie, tańcząca w obłokach, gdzie każdy ruch był jak pokaz baśniowego, zakazanego świata. Wielki czerwony stanik był już tylko odpływającym obłokiem za jej pośladkami, trzymany niedbale w prawej dłoni. Lewe przedramię unosiło i kształtowało piersi. Nic nie było pozostawione przypadkowi. Każdy gest był dokładnie wyreżyserowany. Ta dziewczyna doskonale wiedziała, co robi. Czekała na tę chwilę pewnie już bardzo długo. Wyobrażała sobie każdy moment i być może każdego wieczora ćwiczyła, aby teraz bawić się mną, uwieść mnie i zaprowadzić na manowce rozkoszy.
– Patryk, Boże Patryk, jestem taka podniecona – jej głos był ledwie słyszalny, lepki i ciepły jak miód.
Patrzyłem, jak jej cipka pulsuje pod przezroczystym, cienkim materiałem rajstop. Teraz już nie tylko wilgoć, lecz także niewielkie ilości gęstej, lepkiej piany przedostawały się na wierzch, tworząc wilgotne, lśniące plamy, które zdradzały, jak bardzo jest gotowa i jak bardzo jej ciało domaga się spełnienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz