24. Aksamitne wnętrze
Zastanawialiście się pewnie, co wydarzyło się później. Czy ten niekończący się taniec pożądania trwał w nieskończoność, czy też los postanowił przyspieszyć bieg wydarzeń i rzucić nas w wir czegoś o wiele bardziej pierwotnego. Otóż powiem wam coś, co wielu zaskoczy, choć ci, którzy znają mnie lepiej, zapewne już wyczuwali nadchodzącą burzę w powietrzu. W całym tym jej powolnym, kuszącym rozbieraniu, w każdym gestie niby niewinnym, a tak rozpustnie świadomym, kryło się tyle napięcia, tyle elektryzującego głodu, że wystarczyła jedna iskra, by całe nasze opanowanie rozsypało się w proch. I wybuchło. Nie był to jednak zwykły pożar. To była prawdziwa eksplozja, gwałtowna i bezlitosna erupcja pożądania tak intensywnego, tak palącego i słodkiego zarazem, że w jednej chwili odebrało nam resztki rozsądku i całkowicie oderwało od rzeczywistości. Nie potrafię nawet dokładnie powiedzieć, jak do tego doszło. Wiem tylko, że w pewnym momencie leżałem na zimnej posadzce łazienki, a ona siedziała na mojej twarzy.
Przyznam szczerze, że w tamtej chwili nigdy nie spodziewałbym się takiego obrotu spraw. Nawet biorąc pod uwagę żar, jaki bił z jej oczu, nawet pamiętając, jak bardzo tego pragnęła, byłem przekonany, że to ja przejmę inicjatywę. Że to ja ją pochłonę, że to moje dłonie i usta poprowadzą ten spektakl, wykorzystując cały wachlarz moich umiejętności i doświadczenia. Tymczasem stało się zupełnie inaczej. To ona mnie posiadła. Posiadła tak całkowicie, tak bezwzględnie i władczo, że świat zawirował mi przed oczami, a ja sam straciłem wszelką kontrolę. Zawładnęła mną w sposób, który sprawił, że zabrakło mi tchu, że każdy oddech stał się przywilejem, o który musiałem walczyć.
Spryciara jedna. Usiadła mi na twarzy. Tyłem. Mój nos zagłębił się między jej jędrnymi, aksamitnymi pośladkami, a usta natychmiast zatonęły w gorącej, wilgotnej szczelinie jej cipki. Boże, co to było za uczucie! Ten ciężki, oszałamiający zapach kobiecej podnieconej cipki, ten słony, słodki smak jej soków spływających mi po języku, to gorąco bijące prosto z jej wnętrza. Umierałem z rozkoszy. W tej chwili niczego więcej do szczęścia nie było mi już potrzeba, bo brała mnie najpiękniejsza dziewczyna na świecie, dosiadała mnie w tak perwersyjny, bezwstydny sposób, że każda komórka mojego ciała śpiewała z ekstazy.
No dobra, ale przejdźmy do sedna tej oszałamiającej chwili.
Łazienka była przestronna, niemal królewska w swoich proporcjach, co tylko potęgowało wrażenie całkowitego oddania się zmysłom. Leżałem na chłodnych płytkach podłogi w samym tylko T-shircie, który ledwo zakrywał środek mojego brzucha. Spodnie, slipy, skarpety i buty gdzieś się rozpłynęły w ferworze poprzedzających wydarzeń, jakby rzeczywistość sama postanowiła pozbyć się wszelkich zbędnych barier. Koszulka podwinęła się bezwstydnie, odsłaniając napięty tors, a mój wielki, nabrzmiały kutas sterczał dumnie ku górze, pulsując gorącem i życiem, nabrzmiały żyłami, lśniący od pierwszych kropel podniecenia, gotowy niczym rakieta tuż przed startem, domagający się spełnienia z niemal bolesną intensywnością.
Ta cudowna brunetka miała niesamowite wyczucie. Była precyzyjna niczym skalpel w rękach mistrza chirurgii, ale o wiele bardziej zmysłowa i okrutnie kusząca. Nie dusiła mnie ciężarem swojej cipki, jak czyniły to inne dziewczyny w podobnych sytuacjach, nie zaciskała ud wokół mojej głowy w desperackim uścisku. Zamiast tego pozwalała mi oddychać, kontrolowała każdy milimetr ruchu, a mimo to mój język zanurzał się w niej niezwykle głęboko, penetrował gorące, aksamitne wnętrze, smakując każdy zakamarek jej wilgotnej, pulsującej cipki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz