Szukaj na tym blogu

6 sierpnia 2026

Rajstopy w łazience

        16. Żeby niczego nie żałować


        Teraz stanęła bardziej prosto, a następnie prostując się wygięła plecy w głęboki, kuszący łuk, przez co zarówno jej pośladki, jak i pełne piersi stały się jeszcze bardziej widoczne, większe i nieprzyzwoicie ponętne. Ciemne, długie włosy spłynęły po jej plecach wodospadem pojedynczych, falujących, czarnych strumyków, muskając czerwony materiał stanika i odsłaniając linię kręgosłupa niczym delikatny, erotyczny szlak prowadzący wprost do zakazanych rozkoszy. Spojrzała na mnie przez ramię i uśmiechnęła się, ukazując błyszczące, białe zęby w uśmiechu pełnym drapieżnej słodyczy.
        – No Patryk, śmiało – wyszeptała głosem aksamitnym i jednocześnie rozkazującym. – Weź go w dłoń, zacznij się nim bawić. Chcę patrzeć. Chcę zobaczyć, jak robisz sobie dobrze tym swoim grubym, oblepionym spermą kutasem. Pokaż mi, jak bardzo mnie pragniesz.
        Stało się. Po raz kolejny. Czy tego chciałem, czy nie, całym moim ciałem szarpnął potężny, gwałtowny skurcz. Słodycz oblała mnie od czubka głowy po koniuszki palców stóp, gorąca, gęsta i niemal bolesna w swojej intensywności. Nigdy wcześniej tak mi nie było. Nie tak gwałtownie. Co się ze mną działo? Może spowodowane to było jej słowami, tym bezwstydnym, gardłowym tonem, w którym brzmiała czysta żądza, a może samym patrzeniem na nią, na ten wypięty, idealny tyłek, na świadomość, że tu jest, naprawdę jest, i że zaraz może stać się coś więcej, coś jeszcze bardziej nieokiełznanego. Kiedy spojrzałem na swojego penisa, byłem przekonany, że każda próba zabawy nim dość szybko skończy się kolejnym potężnym wytryskiem. No ale ona chyba tego chciała.
        Po dłuższej chwili, drżącą ręką, ująłem mojego twardego, oplecionego siecią naprężonych żył penisa. Patrzyłem na jej tyłek, na te okrągłe, miękkie pośladki i podniecałem się coraz szybciej.
        Moja Aldonka nie próżnowała. Świadoma swego oszałamiającego seksapilu i tego, jak potężnie na mnie działa, grała dalej swoją zmysłową symfonię, tańczyła intymny balet tylko dla moich oczu w tej ciasnej, pachnącej pożądaniem łazience. Wyprostowana, stała do mnie bokiem, ugięła jedną nogę w kolanie i z gracją uniosła stopę, na której wciąż tkwiły czarne, lśniące szpilki. Te wysokie obcasy dobitniej niż cokolwiek innego świadczyły, że dzisiejsze spotkanie nie było żadnym przypadkiem. Zadbała o każdy najmniejszy szczegół, jakby przygotowywała się do tej chwili od wielu tygodni. 
        Patrzyłem jak zahipnotyzowany. Na jej tułowiu, od delikatnego łuku kręgosłupa po wypięty brzuch, utworzyło się kilka uroczych, niezwykle podniecających fałdek. Były to miękkie, sprężyste zagłębienia, które bardzo chciałem dotknąć, poczuć ich ciepło i elastyczną żywotność pod opuszkami palców. To nie były fałdki nadwagi. Były zbyt jędrne, zbyt pełne życia. Była jak żywa, gorąca rzeźba, jak konta wyrzeźbiona z ciała i grzechu.
        – No i co ja mam z tobą zrobić? – westchnęła teatralnie, a w jej głosie drżała mieszanka rozbawienia i rosnącej żądzy. – Widzę, że jesteś naprawdę bardzo mocno zakręcony na moim punkcie. Niegrzeczny chłopak. Lubisz na mnie patrzeć, co, łobuzie? Lubisz czekać w napięciu na to, co jeszcze ci pokażę, jakie kolejne sekrety swojego ciała ci odsłonię.
        Przysunęła się bliżej umywalki, a jej cipka, przez cienkie kolorowe rajstopy, znów tak niezwykle rozkosznie rozgniotła się na jej krawędzi, ukazując wyraźny zarys nabrzmiałych warg sromowych. To też nie było przypadkowe. Ewidentnie bawiła się tym elementem, przesuwała się i odsuwała w łagodnym, niespiesznym rytmie, masując sobie łechtaczkę przez materiał. Ona również windowała swoje podniecenie pod same chmury, tak żeby później niczego nie żałować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...