Szukaj na tym blogu

5 sierpnia 2026

Rajstopy w łazience

        15. Zrób to dla mnie


        – Och Aldonko, jakaś ty piękna… – westchnąłem cicho, z trudem łapiąc oddech, jakby powietrze nagle zgęstniało od pożądania. – Tak bardzo mnie podniecasz, że ledwo wytrzymuję. Spójrz tylko, co ze mną robisz. Spójrz, jaki jestem dla ciebie twardy, jak rozpaczliwie mi stoi ten spuchnięty, oblepiony spermą kutas.
        – Och, widzę to doskonale, Patryku – odparła miękkim, aksamitnym głosem, w którym dźwięczała czysta, figlarna przyjemność. – Widzę każdą pulsującą żyłkę, każdą kroplę twojego nasienia. Ale musisz jeszcze poczekać, bo to dopiero początek naszej zabawy. Uzbrój się w cierpliwość, mój biedaku. Jeszcze trochę cię pomęczę, jeszcze trochę poprowadzę cię na sam skraj rozkoszy.
        – Naprawdę? A jeśli nie wytrzymam? Jeśli zaraz się spuszczę znowu? Jeśli wystrzelę kolejną gorącą fontannę gęstego nasienia? Jestem taki podniecony, że czuję, jak wszystko we mnie wrzy…
        Uśmiechnęła się jedną stroną ust, leniwie i drapieżnie, a w jej czarnych oczach zapłonęły iskierki czystego, nieokiełznanego pożądania.
        – No to dlaczego się powstrzymujesz? – zapytała niskim, prowokującym tonem. – Chcę to zobaczyć. Chcę patrzeć, jak tracisz nad sobą kontrolę.
        – Naprawdę?
        – Che che che… – zaśmiała się cicho, gardłowo, jakby delektowała się każdym dźwiękiem. – Chcę zobaczyć, jak wyrzucasz z siebie to białe, gęste coś. Ten pachnący, słony eliksir miłości. To takie upojne.
        Odsunęła się od umywalki z leniwą, kocią gracją, po czym jeszcze głębiej pochyliła tułów i mocniej wypięła w moją stronę swoje krągłe, jędrne pośladki. Ten widok uderzył mnie z siłą huraganu. Rajstopy w tęczowe zygzaki napięły się na jej skórze, podkreślając każde delikatne zaokrąglenie, a głęboki rowek między pośladkami stał się jeszcze bardziej widoczny, bardziej kuszący, bardziej obsceniczny w swojej otwartości. Przez moje plecy przebiegł kolejny, tym razem jeszcze gorętszy dreszcz, który spłynął aż do lędźwi i eksplodował w podbrzuszu falą czystego, palącego pożądania. W końcu nie wytrzymała i odezwała się ponownie. W jej głosie brzmiała już nie tylko prowokacja, lecz także ledwo maskowane własne podniecenie, jakby to ona walczyła z sobą równie mocno jak ja.
        – Boże, Patryk… ale ci sterczy ten gruby, oblepiony spermą kutas – wyszeptała ochryple, nie odrywając ode mnie czarnych, płonących oczu. – Wiesz co? Rozsuń szerzej kolana i chwyć go mocno w dłoń. Pokaż mi, jak bardzo jesteś napalony.
        – Co? – wyrwało mi się z niedowierzaniem, głos mi zadrżał.
        Uśmiechnęła się słodko, lecz w tym uśmiechu czaiła się drapieżna, bezwstydna żądza.
        – Chcę zobaczyć, jak się nim bawisz. Chcę patrzeć, jak twoja dłoń sunie po tym śliskim, pulsującym drągu.
        Cały drżałem.
        – Och Aldonko, no co ty… – jęknąłem bezsilnie, czując, jak rumieniec wstydu i podniecenia jednocześnie zalewa mi twarz.
        Patrzyła na mnie nieubłaganie, z tą samą mieszanką czułości i bezlitosnej dominacji, która sprawiała, że kolana uginały się pode mną.
        – Zrób to dla mnie, Patryczku. Jesteś taki podniecony, taki gorący, taki pięknie bezbronny w swoim pożądaniu.
Moim ciałem szarpnął gwałtowny skurcz.
        – O matko! Nie wierzę, po prostu nie wierzę – jęknąłem zdławionym głosem, w którym mieszały się zachwyt, wstyd i czysta, zwierzęca rozkosz. – Całe dorosłe życie o tym marzyłem, marzyłem o tobie w najśmielszych, najbrudniejszych fantazjach… a teraz… teraz to wszystko dzieje się tak szybko, na raz, tak intensywnie, że ledwo łapię oddech. Och Aldonko. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zielone jabłuszko

          3. Obok siebie           Zostałem poproszony, bym został ojcem chrzestnym najstarszego z chłopców. Urszula miała być jego matką ch...