29. Kiedy dzieło się dopełniło
– O jejku, jejku, jaki on twardy, jaki gruby. Boże, ty zaraz tryśniesz. Chłopaku, ale jesteś podniecony – wyrzucała z siebie w słodki sposób, krzywiąc usta w lubieżnym grymasie.
Patrzyłem na nią, a ona celowo jeszcze bardziej wcisnęła swoje cycki, doprowadzając mnie tym niemal do obłędu. Chwyciłem ją za szyję tuż poniżej głowy i przyciągnąłem bliżej do siebie. Gdybym w tej chwili się spuścił, sperma poleciałaby prosto w jej otwartą buzię, ale jeszcze to się nie stało. Dziwnym trafem cała procedura przeciągała się w czasie, tak jakbym w tej grze wygrał dodatkowe życie.
Później stało się coś jeszcze, coś co, mimo wszystko, przyspieszyło dochodzenie do orgazmu. Stałem się bardziej śmiały i otwarty. Wcisnąłem dłoń między jej zaciśnięte balony, a ona mi na to pozwoliła. Moje zachowanie było odruchowe i dopiero po chwili zrozumiałem, po co to zrobiłem. Dotknąłem mojego twardego fiuta i tak po prostu ściągnąłem z niego napletek. No cóż, on i tak był ściągnięty, ale nie do końca. Ciągnąłem, aby cały zjechał do samego dołu, abym przy każdym najmniejszym ruchu czuł ten specyficzny ból naciągania i zrywania. Choć nie zdawałem sobie z tego sprawy, miało to nie tylko przyspieszyć orgazm, ale zwielokrotnić jego siłę.
Spojrzała na mnie gorąco, a w jej oczach dostrzegłem nić porozumienia. Razem mieliśmy wystrzelić moje jestestwo na sam koniec Wszechświata. Zaczęła poruszać piersiami, ale nie tak normalnie, tylko gwałtownie i dziko. To były raczej szarpnięcia, które świadczyły o tym, że to jest mój ostatni marsz ku wyzwoleniu, dzikiej, nieokiełznanej rozkoszy.
– No, no dalej – dopingowała, przeszywając mnie swoim spojrzeniem.
Pierwszy biały strumień wystrzelił z mojego prącia w momencie, kiedy jego czubek, po raz kolejny, pokazał się poza górną krawędzią jej cycków. Był gęsty, lepki i o dziwo dość powolny. Byłem przekonany, że to będzie strzał jak z pistoletu, a tymczasem pokaz mojej siły i potencji był bardzo spokojny, ale zdecydowanie obfity i pełny. Popłynąłem wraz ze słodką, rozbrajającą rozkoszą, która ogarnęła całe moje ciało, umysł i duszę.
Aldona zaciskała i rozluźniała swoje wielkie piersi, a ja trzymałem swojego kutasa u samej podstawy i spuszczałem się między nie – dokładnie w sam środek. Za każdym ruchem do środka, kiedy jej sprężyste balony dotykały mojego penisa, czułem nieopisaną słodką przyjemność. Po chwili gęsty, aromatyczny budyń spływał już ze wszystkich stron, a ja jeszcze nie miałem dość. Myślałem sobie: o Boże, właśnie się spuściłeś na jej cycki, na te cycki, o których od tak dawna marzyłeś. Chłopie, co ty zrobiłeś? Moja rozkosz nie brała się tylko z samego orgazmu, ale też ze świadomości, co, w jaki sposób i z kim robię. Gdyby nie to, wszystko byłoby bardziej płytkie.
Kiedy to już się stało, kiedy dzieło się dopełniło, a moje wielkie, zmęczone narzędzie zawisło tuż koło jej twarzy, powoli tracąc sprężystość, spojrzała na nie i już wiedziałem, że to będzie trwać jeszcze dalej. Patrzyła i coraz szybciej oddychała, chłonąc jego ciężki aromat. Chciałem, by wzięła go w usta, by wygasiła ten pożar delikatną pracą swojego zwinnego języka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz