19. Wszystkie możliwe dziurki
Była po prostu śliczna. Brakowało mi słów, by ją opisać, by ująć w słowa jej piękno, powab, seks i anielską rozkosz jednocześnie. Czerwony, wielki stanik znajdował się już w połowie ramion i za chwilę mógł spaść, ale nie spadał. I to było przecudowne. Kształt jej piersi, rysujący się pod nim, był obłędny. Ale to była dopiero połowa, połowa znajdująca się wyżej. Ta druga połowa była tak samo dobra, choć może nawet jeszcze lepsza. Wąska talia i szerokie, naprawdę szerokie biodra, a także jędrne, niesłychanie zgrabne uda opakowane w te kolorowe, półprzezroczyste rajstopy doprowadzały mnie do szaleństwa. Teraz w całej okazałości, w całej pełni tego słowa znaczenia, doświadczałem, widziałem, że te jej rajstopy są rzeczywiście rajstopami, że są przezroczyste, że prześwitują, bezwstydnie ukazując każdy szczegół jej kobiecości w sposób niezwykle obłędny. Widziałem fakturę skóry jej podbrzusza. Widziałem gęsty, ciemny, krótko przycięty zarost jej cipeczki. Widziałem wzgórek pod spodem, który odznaczył się w sposób wyuzdany i prowokacyjny. Widziałem wystające, nabrzmiałe płatki jej różyczki. Widziałem wilgoć, ciemną plamę, która rozlała się po całej okolicy, jeszcze bardziej ukazując erotyzm i całe jej podniecenie. I to wszystko w jednej tylko skromnej osobie. I to wszystko w osobie, która stała przede mną i która za chwilę mogła być w moich ramionach. To było aż nadto i tak niewiele.
Jęknąłem głośno, gardłowo, niemal zwierzęco. Dłoń zacisnąłem jeszcze mocniej na rękojeści mojego nabrzmiałego narzędzia, a ruchy stały się szybsze, bardziej desperackie, w górę i w dół po śliskiej, pulsującej długości. Po chwili przed moimi oczami zrobiło się ciemno, w uszach usłyszałem jednostajny, dudniący szum, jakby cała krew w moim ciele skupiła się w jednym miejscu. Jeszcze raz westchnąłem głęboko, stęknąłem trzy razy i strzeliłem prosto na swój brzuch, na t-shirt, na spodnie, gęstymi, gorącymi strugami białego nasienia.
A ona patrzyła, chłonęła to wszystko jak spragniona doświadczeń, podniecona kobieta.
– Och Patryk, Patryk… Co ty zrobiłeś? – wyszeptała miękko, ciepło i głęboko, z nutą rozbawienia i czystej żądzy. – Ty chyba znowu się spuściłeś. No chłopaku, ile ty masz w sobie energii, ile w sobie masz tego budyniu. Ach, chyba ja też chcę tego spróbować. Dasz mi trochę swojego nasienia? Dasz mi trochę swojej spermy? Och Patryk, Patryk…
Mówiła to tak, jakby smakowała każde słowo, a ja słyszałem jej głos jak szum oceanu z oddali, powoli dogaszając pulsujące we mnie pragnienie.
– Och Aldonko, ty moja cudowna cipko – wydyszałem drżącym głosem, wciąż drżąc na całym ciele. – Dziewczyno, nie masz pojęcia, jak na mnie działasz. Rozsadzasz mnie od środka. Jeszcze trochę, a wstanę z tego kibla i… – drżałem, nie mogąc wydusić z siebie odpowiednich słów – i rozsunę te twoje niesamowite uda, i chwycę mojego twardego kutasa, i wepchnę go głęboko, po same jaja, w twoją ciasną pizdeczkę, aż będziesz jęczeć z rozkoszy i prosić, żebym przestał.
Pochyliła się na jeden bok i oparła o dzwoniące lustro. Duży stanik, który w tej chwili powinien być całkowicie luźny, jakimś dziwnym trafem uformował jej piersi w taki sposób, że wyglądały jak dwie olbrzymie, przerysowane kule. Szelki, które powinny go teraz podtrzymywać, znajdowały się poniżej obojczyków, gdzieś w połowie ramion. Cipka pod przezroczystymi kolorowymi rajstopami była jeszcze bardziej widoczna. Odznaczała się ciemną kępą gęstego zarostu i wybrzuszonego łona. Aldona niby niedbale przechyliła głowę, ale patrzyła na mnie z taką pewnością siebie, że nie miałem najmniejszych wątpliwości, iż zrealizuje wszystkie swoje zamiary, które zaplanowała na to popołudnie.
– Och Patryk, jesteś taki podniecony. Chcę cię jeszcze bardziej podkręcić, tak żebyś później wziął mnie bez pytania, na wszystkie możliwe sposoby, przeleciał we wszystkie możliwe
dziurki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz