Szukaj na tym blogu

2 września 2024

Ostatnie wakacje.

274. Znam dobrą plażę.


Kiedy wyszedłem z łazienki, wszyscy już siedzieli przy stole i jedli, łącznie z Grace, która, jak mi się zdawało, miała jeszcze we włosach resztki mojego nasienia. Prawdopodobnie tego nie zauważyła. Wydało mi się dziwne, że pozostali tego nie spostrzegli. A może spostrzegli, tylko z grzeczności udawali, że nie widzą? Kiedy się zbliżyłem, mógłbym przysiąc, że jest tam kropelka, która sklejała kosmyk jej włosów tuż nad ramieniem. Postanowiłem, że i ja nie będę reagował.

-Co tak długo cię nie było? - spytała Amelia znad talerza.

Wzruszyłem tylko ramionami, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Byłem nie tylko zmieszany, ale też bardzo podniecony. Penis w spodniach mojego dresu, zamiast opaść, znów unosił się do góry i wiedziałem, że za chwilę nie będę w stanie tego ukryć. Zabrałem się więc do jedzenia. Spojrzałem jeszcze na Grace, ale ona udając, że nic się nie stało, zajęła się swoim posiłkiem. 

Spojrzałem na niego trochę zaskoczony. W sumie to nie wiedziałem, dlaczego miałoby  być mi przykro. Chociaż miałem bardzo różne odczucia w tym względzie. Z jednej strony czułem ulgę, że to niesforne zwierzę nie będzie mnie już więcej atakowało, a z drugiej rzeczywiście czułem pewien żal. No bo jakieś życie zostało stracone. No ale cóż, tak chyba musi być. 

-No wie pan, ten kogut był bardzo ładny, - zacząłem, - jarząbaty taki. Chociaż, moim zdaniem, trochę niebezpieczny. Do tej pory mam na pośladku ślady po jego pazurach.

Kiedy to mówiłem, Grace zakryła dłonią usta i zachichotała cicho. W momencie kiedy to się stało, byłem bez spodni, a moje pośladki nie były niczym osłonięte i to przez nią.

-O tak, tak, sama widziałam! - odezwała się w końcu.

-Miałem się go pozbyć już rok temu, kiedy zaatakował małą Kasię, - zaczął wujek, - On rzeczywiście mógł kiedyś komuś zrobić krzywdę. Zresztą stary już był już, trzeba było zastąpić go młodym.

Grace najwyraźniej miała z tego powodu niezły ubaw. 

-No i jak, - odezwała się po chwili, - smakuje ci ten bandyta, który Cię zranił?

W pierwszej chili chciałem zripostować, ale się powstrzymałem. W sumie to była bardzo ciekawa rozkmina dla mnie. To, co było na talerzu, w ogóle nie przypominało tego, co jeszcze kilkanaście godzin temu biegało po podwórku. Nie mogłem sobie wyobrazić, że coś, co nie tak dawno temu było żywe, teraz leżało upieczone i ja to jadłem. Teraz to było bardzo pyszne, aromatyczne danie, mięso chrupkie w grubej panierce z ziemniaczkami i mizerią. Zdałem sobie sprawę, że rzeczywiście jestem mieszczuchem, który o prawdziwym życiu zgodnie z naturą nie wie prawie nic. Niemniej jadłem ze smakiem.

-Bardzo pyszne, - odpowiedziałem, - Rewelacyjnie gotujesz Grace.

-Och, to nie tylko moja zasługa. Robiłyśmy to razem. Roześmiała się szczerze.

Zapadła dłuższa chwila ciszy, po której wujek zapytał:

-Co zamierzacie zrobić z resztą dnia? Zostaniecie u mnie, czy gdzieś się wybieracie?

-Wiesz, co wujku, myślałyśmy o pewnej plaży, którą miałyśmy pokazać Julianowi, - zaczęła Amelia. 

Wujek spojrzał na nią ożywiony. 

-Plaży? Znam dobrą plażę, gdzie jest miła atmosfera, barek z piwem i mało ludzi. Mogę wam pokazać. 

-No wiesz wujku, - chrząknęła Grace, spoglądając na siostrę, - ale my nie o takiej plaży myślałyśmy.

-Nie o takiej? Hmm… a o jakiej?

-O jakiej? - wtrąciłem i ja, bo też nie bardzo wiedziałem, o co jej chodzi.

Dopiero po chwili zrozumiałem, że miała na myśli plażę naturystów, o której wczoraj rozmawialiśmy. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...