277. Bez ubrania wśród tłumu różnych ludzi.
Nad brzegiem jeziora rozciągała się malownicza sceneria — w tle widoczne były zielone wzgórza, a niebo rozświetlały kolorowe chmury o złocistym odcieniu zachodzącego słońca. Woda jeziora migotała delikatnymi refleksami, kusząc do orzeźwiającej kąpieli.
Dodatkowo, w tle słychać było nawoływania jakiegoś plażowego sprzedawcy popcornu i wody, którzy zachęcali plażowiczów do skorzystania z ich usług. Zapach świeżo przygotowanego jedzenia mieszał się z aromatem lodów i słoną bryzą, tworząc niepowtarzalną atmosferę letniego wypoczynku nad wodą.
To na pewno była plaża nad jeziorem, gdzie ludzie przybywali, aby spędzić czas z rodziną i przyjaciółmi, oddając się beztroskiej zabawie i relaksowi w otoczeniu pięknej natury, ale czy to był koniec naszej podróży?
Dalej nie dało się jechać, nie pozwalał na to sypki, grząski piasek. Zeszliśmy z rowerów i poruszaliśmy się wzdłuż wybrzeża na wschód, zatracając się w zgiełku wypoczywających ludzi.
Choć zbliżał się już wieczór, było nadal bardzo ciepło, wręcz upalnie. Słońce, pomarańczowo malujące horyzont, dodawało ziemi aurę ciepła i magii, której nie sposób było się oprzeć. Na tym odcinku plaży w powietrzu unosił się zapach palonego gdzieś w pobliżu ogniska oraz soczystych kiełbasek, które pieczone były nad płomieniami. Ten zapach kusił z już daleka, pobudzając kubki smakowe i wywołując większy apetyt.
Wśród mnóstwa bodźców przede wszystkim czułem świeżą bryzę unoszącą się z ogromnej powierzchni wspaniałego jeziora. Delikatne powiewy wiatru dotykały mojej skóry, przynosząc ulgę po upalnym dniu i odprężając zmysły. Miałem ochotę wskoczyć do wody i popływać, poczuć chłodną, orzeźwiającą otulinę jeziora, która otulałaby mnie jak przyjazne ramiona, ale był jeden problem, problem, o którym wstydziłem się powiedzieć.
-Dziewczyny, ale ja nie mam kąpielówek, - odezwałem się w końcu z lekkim żalem w głosie.
Jednak one nie wydawały się tym przejęte.
-Przecież wiemy. Choć nie marudź, jeszcze kawałek. Tam, dokąd się wybieramy, żadne kąpielówki nie będą ci potrzebne, - roześmiała się szczerze Amelia, puszczając do mnie oko.
Dopiero dotarło do mnie, co miała na myśli. Plaża, do której mieliśmy dojść, była Zupełnie inne od tych, które znałem do tej pory. Była dzika i położona w środku lasu i opierała się na Innych zasadach. Było to miejsce, gdzie spotykać można było jedynie ludzi preferujących naturalny sposób życia. Kąpiel i opalanie się na słońcu, bez żadnych sztucznych barier czy zahamowań była tutaj normą i podstawowym prawem.
Choć dużo wiedziałem na temat takich miejsc, zarówno dzięki lekturze, jak i opowieściom moich znajomych, sam jeszcze nie miałem okazji odwiedzić tego typu niezwykle kuszących zakątków. “W końcu nadszedł ten moment”, - pomyślałem sobie, - “czas na nowe doświadczenia, czas na otwarcie się na świat i zaakceptowanie go takim, jaki jest. W końcu wszystko jest dla ludzi”.
Kiedy nad tym się głębiej zastanawiałem, po moich plecach przebiegł gorący dreszcz. Nie potrafiłem powiedzieć dlaczego, ale czułem jakąś dziwną energię, bijącą nawet od myśli o takim tajemniczym zakątku. Była to mieszanka podekscytowania, ciekawości i lekkiego niepokoju, ale przede wszystkim niezwykłej akceptacji. Wyobrażenie sobie chodzenia bez ubrania wśród tłumu różnych ludzi i nie gorsząc nikogo, było dla mnie czymś bardzo pozytywnym i inspirującym. To uczucie naturalności, prostoty i wolności, które wywoływało we mnie niezwykłe emocje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz