273. Znów waliłem sobie konia.
Tymczasem Grace jakby, prowokując jeszcze bardziej, położyła palce po dwóch stronach swojej młodej, jędrnej pizdeczki i delikatnie rozwarła ją na boki. Moim moczom ukazało się całe różowo-czerwone, wilgotne wnętrze. Cipka jak marzenie tylko brać ją w swoje posiadanie. W mej głowie Mocno zawirowało.
-Och Grace, Grace, - dyszałem ciężko, bo nie potrafiłem wydobyć z siebie nic więcej.
Znajdowałem się na równi pochyłej. Moje dłonie same powędrowały do jakże wrażliwego, tak niedawno potraktowanego parzącą pokrzywą pępka. Nacisnąłem go mocno i westchnąłem głęboko, odczuwając ból, pieczenie i swędzenie. Uczucia te mieszały się ze sobą, tworząc wybuchowy koktajl. Potrzebowałem tych doznań, one mnie niosły w zupełnie nieznany świat, pozwalały odkrywać i poznawać samego siebie.
Później te same dłonie powędrowały w kierunku wielkich pełnych nasienia jąder. Ścisnąłem worek u podstawy mojego koszenia i pociągnąłem do dołu. Jęcząc z rozkoszy i błagając w duchu, by ona tu weszła, szarpałem, doprowadzając się na sam szczyt rozkoszy.
Moje gorące pragnienia szybko się spełniły. Słodka Grace dokładnie wiedziała, co ma zrobić. Błyskawicznie usiadła na parapecie i przerzuciła nogi na drugą stronę. Po chwili stała już z opuszczonymi szortami, oparta o parapet i wystawiała swoją zgrabną dupę w moją stronę.
Czasu było niewiele. Zza drzwi słyszałem głos Amelii, bym szybko wychodził z łazienki, bo obiad stygnie. Miałem może minutę, może dwie na zrobienie tego co chciałem. Przeliczyłem w myślach swoje możliwości, ale nie było sensu się nad tym dłużej zastanawiać. Chwyciłem moją napęczniałą fujarę w garść, odgiąłem do poziomu i jednym pchnięciem wpakowałem się w ciasne wnętrze blond bliźniaczki.
Rozkosz szarpnęła moim jestestwem w posadach. Ciasna, mokra, wilgotna, oszałamiająco pachnąca i podniecona zawładnęła moim istnieniem w ciągu sekundy. Wystarczyło, że wykonałem kilka szybkich, głębokich posunięć i już byłem gotów. Spiąłem się w sobie i napełniłem jej wnętrze moim pożądaniem. To było tak szybkie i tak odlotowe, że przez chwilę nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
Wyszedłem z niej. Miałem niesamowite zawroty głowy, nie mogłem uspokoić oddechu, a moje serce waliło, jakby za chwilę miał nastąpić koniec świata. Wyciągnąłem mojego mokrego kutasa, który wcale nie nie miał dość. Nie chciał opaść, ale i tak musiałem go schować pod luźnym dresem, licząc na to, że pozostali członkowie rodziny nie zauważą mojego podniecenia.
Grace szybko poprawiła spodenki i za chwilę była już z powrotem na dworze. Zadowolona z siebie chichotała, a ja musiałem jak najszybciej się ogarnąć. Nie bardzo wiedząc, co się dzieje, umyłem ręce. Później stwierdziłem, że muszę też umyć kutasa, bo ocieka spermą. A gdy go myłem, znów przeszedł mnie niesłychanie słodki dreszcz rozkoszy.
Nie zastanawiając się nad tym co się dzieje, delikatnie chwyciłem go w połowie długości, ściągnąłem skórę, odsłaniając głowicę, a drugą dłonią chwyciłem za łeb i wykonałem kilka posuwistych ruchów. Zmywając resztki nasienia, znów waliłem sobie konia.
Było to niesłychanie słodkie i przyjemne. Po chwili ze środka poleciało jeszcze kilka dodatkowych kropel, dopełniając całego wrażenia. W końcu wytarłem go ręcznikiem i naciągnąłem dres. Musiałem wreszcie to zakończyć.
Wciąż był gruby i sztywny, ale przynajmniej nie sterczał w pionie. Teraz zwisał pod pewnym kątem, wciąż napierał na materiał spodni, ale przynajmniej nie tak bardzo, jak przedtem i miałem nadzieję, że nie będzie tego widać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz