Szukaj na tym blogu

6 września 2024

Ostatnie wakacje.

278. W towarzystwie innych naturystów.


Miałem wrażenie, że w  tym środowisku czuję się jak w domu, że jestem do tego stworzony. Już dawno tak mi się wydawało, ale teraz przyszedł czas, by stanąć twarzą w twarz z moim wyzwaniem. Czy sobie poradzę? Czy będę umieć zachować się odpowiednio i co najważniejsze, czy mój organizm nie oszaleje pod wpływem i nadmiarem różnego typu oczywistych bodźców? Te pytania krążyły w mojej głowie, podsycając niepokój, ale także determinację, by stanąć oko w oko z tym nowym doświadczeniem i wyjść z niego silniejszym i bardziej otwartym na świat.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, od razu wiedziałem, że jestem u siebie. Nie potrafię dokładnie sprecyzować dlaczego, ale to uczucie było tak silne, że nie dało się go pomylić z żadnym innym. Może to było wynikiem otwartości tego miejsca, gdzie każdy był akceptowany bez względu na wygląd czy status społeczny. Może to była atmosfera swobody i harmonii, która unosiła się w powietrzu, sprawiając, że czułem się jak u siebie, nawet będąc otoczony przez obcych. 

Wrażenie, że czas stanął w miejscu i czułem się niezmiernie szczęśliwy. Wszędzie, gdzie tylko spojrzałem, widziałem ludzi, którzy cieszyli się sobą i otaczającą ich naturą. Były to różnorodne postacie: młodzi i starzy, z różnych środowisk i zawodów, ale wszyscy zjednoczeni przez wspólną otwartość i akceptację.

Wokół unosiły się dźwięki rozmów, śmiechy i muzyka, tworząc niepowtarzalną symfonię ludzkich relacji i radości z bycia razem. Widziałem ludzi spacerujących po plaży, grających w gry zespołowe, czytających książki pod cieniem drzew, a nawet malujących obrazy na piasku. Każdy znalazł tu swoje miejsce i sposób na spędzenie czasu, w zgodzie z własnymi pragnieniami i potrzebami. Przede wszystkim tu nie było żadnego zgorszenia, żadnej perwersji, jak mi się zdawało. 

To miejsce emanowało pozytywną energią i akceptacją, co sprawiało, że czułem się naprawdę szczęśliwy i wolny, jakby każda komórka mojego ciała wibrowała z radością i harmonią z otaczającym mnie światem. 

Kiedy dotarliśmy do właściwego miejsca na plaży, Grace, ze swoją znaną beztroską, rzuciła:

-No to jak? Zostawimy tutaj rowery, przypniemy je do stojaków, żeby nam nie ukradli, i rozbieramy się, idziemy na plażę.

Niestety tu także powstał problem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy o jego istnieniu, dopóki to się nie stało. Dopóki przed nim nie stanąłem i nie musiałem go rozwiązać. Właściwie usiałem pokonać swoją wrodzoną nieśmiałość, tak — nieśmiałość. 

Wiecie co? Zupełnie czym innym jest znaleźć się na plaży naturystów, obserwując wszystkie te nagie, opalone ciała rozłożone na piasku, bezkresko, swobodnie i całkowicie naturalnie, a czym innym zrobić to samemu. Nigdy tego nie doświadczysz, dopóki sam nie będziesz musiał tego zrobić.

Mimo że już wcześniej doświadczyłem chwili spędzonych nago w lesie podczas spaceru, a nawet uciekałem przed dubeltówką cioci, kiedy nocą przyłapała mnie na podglądaniu jej w salonie, to jednak wyjście na plażę w towarzystwie innych naturystów wydawało się być zupełnie innym wyzwaniem. To nie była ta kategoria. To wymagało ode mnie dużo więcej wysiłku i przełamania stereotypów. 

Tymczasem Amelia i Grace nie miały z tym najmniejszego problemu. Widać było, że robią to nie po raz pierwszy. Ich granatowe krótkie spodenki oraz bluzeczki na ramionkach szybko znalazły się w szmacianych torbach i zostały zamknięte w schowkach specjalnie do tego przeznaczonych. Ja natomiast stałem przez długą chwilę i się wahałem. Czułem duży wewnętrzny opór. Nie wiedziałem, czy w ogóle będę do tego zdolny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...