Szukaj na tym blogu

27 września 2024

Ostatnie wakacje.

299. Trójkąt — idealny układ


Po jakimś czasie znów zatrzymał się, a ja tylko czekałem, kiedy zaciśnie powieki lub szczękę i po prostu się w nią spuści. Pochyliwszy się mocno nad jej uchem, wziął je w swoje usta i zaczął ssać. Było to niesłychanie czułe i słodkie i sam dziwiłem się, że nie było mnie bardzo na to stać kiedy się z nią kochałem.

Znów poruszał na boki swoimi pośladkami, przeciągając jej dupcię raz w lewo, raz w prawo. Dopiero teraz dostrzegłem, że za każdym razem stara się wejść w nią coraz głębiej.

 Znajdowałem się z boku, kiedy Amelia otworzyła powieki i z przymkniętymi oczami przyglądała mi się uważnie. Później skierowała swój wzrok na mojego sterczącego kutasa, który był już gotowy do gorącej zabawy. Kiedy jej chłopak przyspieszył, odwróciła głowę i skupiła się na tym, co działo się z jej cipeczką. 

Poruszał się w niej coraz szybciej i szybciej, a z jego gardła wydobywały się rytmiczne stęknięcia i westchnienia. Szczytował, a ona temu się poddawała, zupełnie nie protestując. 

Kiedy po dłuższej serii szybkich krótkich ruchów zatrzymał się, odchylił głowę, otworzył usta, z jego gardła wydobyło się głośne przeciągłe westchnienie świadczące o tym, że właśnie skończył. 

No i stało się to, co się miało stać. W sumie nawet nie wiem, jak do tego doszło. To było tak szybko, że nie zdążyłem się zorientować. Dopiero później po wszystkim zacząłem rozkminiać i zastanawiać się nad tym, jak szybko i jak łatwo można uprawiać seks na plaży z zupełnie nieznajomymi osobami. To było rzeczywiście niesamowite, a ja tak szybko zaczynałem się zmieniać. Tak szybko dorastałem, stawałem się zupełnie innym człowiekiem, bardziej otwartym, bezpruderyjnym i bezpośrednim.

Staliśmy na brzegu w płytkiej wodzie: ona między nami, a my wokół niej, ja z tyłu on z przodu. Na plaży nie było już praktycznie nikogo, słońce skryło się za horyzont, ale woda była jeszcze bardzo ciepła. Byłem tylko ja ona i ona – trójkąt. Nic dodać, nic ująć, idealny układ. Towarzyszył nam tylko szum wody i zielony horyzont lasu wokół jeziora. Jego kutas jeszcze nie opadł, a mój już praktycznie sterczał na baczność, gotowy do solidnego ruchania. Nie mogłem uwierzyć, że mam tyle energii i chęci do tego wszystkiego.

Ja stałem trochę mu z tyłu, a on z przodu, ale praktycznie byliśmy po obu jej stronach. Ona tymczasem nie bardzo wiedziała, za którego kutasa zabrać się najpierw. Obydwa wydawały jej się bardzo atrakcyjne, choć tak bardzo różne. Patrzyła raz na jednego raz na drugiego, nie mogąc się zdecydować. 

W końcu ułatwiliśmy jej to dosyć trudne zadanie i stanęliśmy po prawej i lewej stronie. Najpierw chwyciła za solidnego kutasa przybysza – nawet nie wiedziałem, jak ma na imię, ale to w tej chwili nie miało najmniejszego znaczenia. Ugniatała go tak, jakby robiła to po raz pierwszy, choć był jeszcze cały umazany w spermie. 

Tymczasem ja patrzyłem na jej lewą rękę, która jakoś nie sięgała do mojego sterczącego drążka. Kiedy tamten przesunął się nieco bliżej i osunął nieco na kolanach tak, by miała lepszy chwyt, odwróciła się w moją stronę i ujęła mój sztywny drążek tuż za grubą żyłą oplatającą wielki kapelusz. Miała nas obydwu. Trzymała i jednego i drugiego za chuja, a my grzecznie poddawaliśmy się tej czynności, zupełnie nie protestując. Wiedzieliśmy, że za chwilę ją spenetrujemy na różne sposoby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...