295. Amelia wyglądała jak bogini.
Robiło się coraz później. Wieczór zbliżał się już wielkimi krokami, a słońce schowało się za horyzont. Mimo że lato było już w pełni, teraz było nieco chłodniej. O tej porze dnia plaża zaczynała powoli się już wyludniać.
Przeszedłem po ciepłym jeszcze piasku kilkadziesiąt metrów i dotarłem do miejsca, gdzie teoretycznie powinny znajdować się bliźniaczki. Niestety zamiast nich zobaczyłem tylko wydeptane ślady i samotną, porzuconą piłkę.
Rozejrzałem się skonsternowany, ale postanowiłem przejść jeszcze kilkadziesiąt kroków, by upewnić się, że moje zmysły mnie nie mylą. Pomyślałem sobie, że dziewczyny jeszcze się kąpią, dlatego nie panikowałem. Wiedziałem, że w końcu i tak je znajdę. Miałem przecież ich numery telefonów.
Ruszyłem przed siebie i kiedy dotarłem nad sam brzeg, do moich uszu dotarły jakieś dziwne odgłosy. To było dziwne. Dochodziły z prawej strony. Charakterystyczne westchnienia i jęki, których nie dało pomylić się z niczym innym, Dochodziły zza najbliższej wydmy. Podejrzewając, że nikt inny tylko one tak się zachowują, przyspieszyłem kroku.
Trochę dalej zobaczyłem Amelię. Nie opalała się grzecznie ani nie kąpała, nic z tych rzeczy. Właściwie to w pierwszej kolejności zwróciłem uwagę na jej ręcznik. Leżał na piasku i był nieco zwinięty. To był ten sam, który miała ze sobą, jak tu jechaliśmy. Jakby to powiedzieć, ona leżała na tym ręczniku, ale nie była sama. Na niej, w pozycji półklęczącej, mocno pochylony, spoczywał jakiś wysportowany gość.
Z zaskoczenia szeroko otworzyłem buzię, ale nie odezwałem się ani słowem. Nie wiedziałem, jak się zachować. Ten widok był niezwykle gorący. Znów doznałem porządnego szoku. Prościej mówiąc, sparaliżowało mnie, a mój kutas zaczął się unosić. Poza tym nie chciałem im przerywać w tak intymnej chwili.
Dosyć szybko dotarło do mnie, że koleś, który tak zawzięcie posuwa moją koleżankę, nie jest Latynosem. To był młody, krótko obcięty mężczyzna przed trzydziestką. Nie miałem pojęcia, gdzie był ciemnoskóry koleżka, który dołączył do Amelii i Grace. Tak czy inaczej, w tej chwili, patrzyłem na akt seksualny. Samo przyglądanie się temu, było równie podniecające jak uczestnictwo. Bzykali się na moich oczach, a ja gapiłem się jak zahipnotyzowany i nie potrafiłem nic więcej zrobić.
Amelia leżała na brzuchu i wyglądała jak bogini. Podparta na łokciach z przymkniętymi powiekami i zaciśniętymi szczękami w skupieniu przeżywała ten akt miłości. On z kolei klęczał nad nią z szeroko rozstawionymi udami. Obejmował jej pośladki, a jego twardy zaganiacz ginął między nimi. Nie wiedziałem, czy posuwa ją w kakaowe oczko, czy też w cipkę. W tej chwili trudno było to rozsądzić, chodź zastanawianie się nad tym, było niezwykle przyjemne. Wpatrzony w swoje przyrodzenie, podparty na jednej dłoni, poruszał wolno biodrami.
Moja koleżanka, przecież, którą i tak już wyruchałem, wyrzucała z siebie nieartykułowane, głośne westchnienia i stęknięcia. W pewnym momencie chłopak przyspieszył. Opadł niżej na ugiętych kolanach, wszedł w nią głębiej i zaczął poruszać rytmicznie swoim tyłkiem. Penetrował jej wnętrze dość głęboko i mocno.
To było naprawdę niezwykłe, bo oni mnie nie zauważyli. No cóż, nie zauważyli albo nie chcieli zauważyć. Na jedno wychodziło. Trzeba zacząć od tego, że oni w ogóle nie zwracali uwagi na to, co dzieje się wokół.
Opanowawszy pierwszy szok, spokojnie wyszedłem zza pagórka i stanąłem obok, a oni bez najmniejszego skrępowania się bzykali. Trudno było nie wykorzystać tej sytuacji i sobie nie popatrzeć. Byłem coraz bardziej podniecony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz