288. Trzymała mojego ptaszka.
Po jakimś czasie włączyła do gry drugą dłoń, ale nie dotykała mojego napęczniałego prącia. Jeszcze przez kilka minut zabawiała się samym workiem tak, jakoby to było jej jedynym celem. Dopiero na samym końcu chwyciła za moje narzędzie i… Powiem szczerze, to było to, czego potrzebowałem w tym momencie.
Jedną ręką bawiła się moimi jajami, a drugą ściskała twardego jak kamień kutasa i wykonywała powolne posuwisto-zwrotne ruchy. Nie wiem dokładnie, o co jej chodziło, ale chyba chciała, żebym zwariował, ponieważ intensywność doznań rozsadzała mnie od środka. Chciałem jeszcze, ale ona dozowała to bardzo ostrożnie.
Mordowałem się niemiłosiernie, dysząc i jęcząc coraz ciężej. W pewnym momencie rozejrzała się uważnie, czy aby na pewno nikt za bardzo się nam nie przygląda, a następnie wzięła butelkę olejku do opalania, nabrała na dłoń sporą ilość na dłoń i bardzo skrupulatnie rozprowadziła po całej długości mojego ptaszka.
Czułem przenikające mnie ciepło i słodkie dreszcze na całych plecach. Trudno było mi to wytrzymać. Powoli, stopniowo, aczkolwiek nieuchronnie zbliżałem się do orgazmu. Odczuwałem najdrobniejsze muśnięcie jej palców. Pragnąłem doprowadzić to jak najszybciej do końca, ale ona miała inne zdanie na ten temat.
Wmasowywała oleistą pachnącą substancję w sam czubek mojego przyrodzenia tak subtelnie, że aż traciłem zmysły. I tym razem nie spieszyła się nigdzie. Robiła to powoli i dokładnie, a ja odlatywałem coraz bardziej. Dysząc i jęcząc, pogrążałem się w coraz większej ekstazie. W duchu błagałem, aby zrobiła coś więcej, coś, co przyspieszy cały ten proces, a jednocześnie pragnąłem, by trwało to wiecznie. Miałem wrażenie, że umieram z rozkoszy.
Tymczasem ta niesamowita zwariowana blondynka, którą przypadkowo spotkałem na plaży, zachowywała się coraz bardziej zuchwale. Najpierw lewą dłoń zacisnęła w połowie mojego penisa i przejechała do dołu, ciągnąc za sobą napletek. Później zatrzymała się przy samym korzeniu i nie puszczała. Tymczasem prawą położyła od góry na główce mojego penisa i zamknęła, chowając ją w słodkim potrzasku. Tym samym przyprawiła mnie o silne zawroty głowy i drżenie całego ciała. Nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Trudno było mi nad tym wszystkim zapanować.
Trzymała mojego ptaszka w ten sposób przed długą chwilę, na przemian wzmacniając i poluzowując uścisk. Mój oddech był już bardzo głęboki i trudno było mi zapanować nad intensywnymi skurczami podbrzusza. Rozpływałem się w niesłychanie słodkiej rozkoszy. Byłem najszczęśliwszym facetem na świecie.
Zaraz później zaczęła wykonywać półobroty w poziomie i w pionie, w lewo i w prawo, do góry i do dołu. To było słodkie, gorące, odprężające, a jednocześnie niezwykle podniecające.
Po kilku minutach przeszła do następnej fazy tej słodkiej zabawy. Obydwiema dłońmi na przemian przejeżdżała od samego wierzchołka po podstawę mojego prącia. Cały czas mocno zaciskała palce, aby było mi odpowiednio przyjemnie.
To, co się ze mną działo, było niesamowite. Zniesienie tego nadmiaru rozkoszy było naprawdę wielkim wyzwaniem. Teraz to ja wiłem się na kocu, błagając, by wreszcie coś z tym zrobiła. Jej sprawne dłonie rytmicznie pracowały na moim korzeniu: prawa, lewa, prawa, lewa, ale przesuwały się tylko od góry do dołu. Nie wracały po kutasie z powrotem.
Nie wiem, ile to mogło trwać, ale byłem już naprawdę wykończony. Zdaje się, że coś ze mną zrobiła, iż pomimo tak intensywnego podniecenia nie mogłem się spuścić, nie mogłem trysnąć gorącą spermą. Leżałem na wznak, wpatrując się w jej zielone oczy, blond włosy i duże, jędrne cycki. Dyszałem, próbując zapanować nad swoim organizmem, który zdawał się nadciągać, ale nie rozprzestrzeniał się na dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz