339. Chcesz zjeść mojego ptaszka na obiad?
Dysząc ciężko i wymownie, przeszła do pracy nad moim podnieconym ptakiem. Otworzyła szeroko usta i bez wahania pochłonęła grubą głowicę. Obracała głowę w prawo i w lewo, przesuwając ustami po grubej żyle oplatającej wielki łeb. A kiedy zdawało jej się, że to za mało, chwyciła go u samego korzenia i zaczęła przesuwać po spoconej skórze swoich wielkich cycków, rozprowadzając resztki białego kremu. W momencie kiedy przez ułamek sekundy znalazł się w głębokim przedziałku między nimi, był po prostu wniebowzięty.
Ona też była zadowolona z tego, co się działo między nami. Co chwilę z jej gardła wydobywał się spontaniczny, szczery śmiech, a zabawa moim ptaszkiem, który w tej chwili był wyjątkowo wielki, gruby i żylasty, sprawiała jej nadzwyczaj wiele przyjemności. Wodziła nim po całej wielkiej powierzchni swoich zderzaków, dotykała różnych miejsc, przyciskała i uderzała głowicą w sutki. To było naturalne, szczere i spontaniczne.
-Och Julian, - westchnęła, kiedy mój kutas znów znalazł się między jej cyckami.
Już sam widok spoczywającego, podnieconego banana między wielkimi, spoconymi balonami mojej cioci wywoływał potężne zawroty w mojej głowie, a myśl o tym, co mógłbym jeszcze tam robić, była ponad moje siły. Ciocia siedziała na chłodnych kafelkach w kuchni, wsparta o zmywarkę, a mój penis siedział między jej wielkimi cyckami, gotowy narozrabiać w każdej chwili.
No i stało się to, co się miało spać. Wciśnięty w sam środek, był jak pączek w maśle, jak Adam i Ewa w raju, nic dodać, nic ująć. Ciocia przedramionami zacisnęła swoje cycki, a on za chwilę miał całkowicie zniknąć w ich czeluściach.
"Och Boże, och Boże!" - myślałem, - "To nie może być prawda. Och, to nie może być prawda!"
Mimo to już po chwili z najwyższą radością i uwielbieniem podjąłem powolne głębokie ruchy frykcyjne. Chciało mi się śmiać i płakać jednocześnie, bo byłem najszczęśliwszym facetem na świecie. Mój ptak siedział między jej wielkimi cyckami i nie umiałem wyrazić tego, co czuję słowami.
Uniosła głowę i spojrzała na mnie triumfalnie. Jej także to wszystko bardzo się podobało. Dysząc ciężko, wykonałem kilka głębokich posuwisto zwrotnych ruchów, a przez całe moje ciało raz po raz przebiegały słodkie gorące dreszcze.
To było niesamowite. To, co się miało stać, to była kulinarno seksualna przygoda, niezwykła przygoda z moją ukochaną ciocią, z którą grzeszyłem na całego w jej kuchni. I gdyby świat się o tym dowiedział, pewnie by nas zaraz potępiał, ale my byliśmy tu sami w czterech ścianach jej domu, odizolowani od reszty oczu, które mogłyby wydać na nas sąd. Pochyliłem się nad nagą ciocią i sięgnąłem do wielkiego garnka pełnego ciepłego spaghetti. Wyjąłem potężną garść, nie zważając, że psuję cały obiad i zacząłem rozprowadzać go po jej wielkich piersiach. Od razu westchnęła głęboko, a w jej oczach pojawiły się niezwykłe iskierki przekory.
-O! Ha, ha, ha… - wyrwało się z jej gardła radosne westchnienie.
Poruszałem biodrami, a mój kutas wychodząc pomiędzy jej cycków, głowicą nurzał się w ciepłym świeżym makaronie.
-I jak ciociu, taki obiad ci odpowiada? Chcesz zjeść mojego ptaszka na obiad?
-O tak, Julian. O tak, chcę go zjeść. Smaczny ptaszek, daj mi go.
Po chwili nie tylko mój penis, ale też całe wielkie piersi cioci były obwieszone jak choinka jak anielskimi włosami w długim lepkim makaronie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz