353. Czy twój ptaszek chce się na mnie spuścić?
Przesunąłem się jeszcze bliżej. Teraz byłem na tyle blisko, że nie widziałem jej twarzy, tylko te charakterystyczne małe piersi z dużymi, ciemnymi brodawkami oraz delikatnie zarośniętą cipeczkę między szeroko rozsuniętymi udami. Kiedy dokładniej się im przyjrzałem, stwierdziłem, że brodawki jej małych cycuszków nie są tak ciemne, jak mi się na początku zdawało, choć wyraźnie się odznaczają i wyglądają jak ślady po zbyt dużych bańkach lekarskich przystawionych w tym miejscu. Rzeczywiście zajmowały prawie połowę jej niewielkich piersiątek, co sprawiało wrażenie jakby jeszcze rosły. Chociaż z drugiej strony wcale nie miałem pewności, czy w istocie tak nie było.
Zarost jej cipki układał się promieniście fanami od wystających, sklejonych płatków i w miarę oddalania się od centrum i był coraz rzadszy.
Na środku znajdował się jeszcze ten czerwony kubeczek z niedopitą herbatą trzymany przez nią w obydwu dłoniach. To na nim przez chwilę skupiłem swoją uwagę. Był tak charakterystyczny, jak płachta torreadora, i na długo zapadł w moją pamięć. Jak mi się zdawało, był nieodzownym rekwizytem w tej grze. Palce, które go trzymały, były wąskie, delikatne, a paznokcie długie i równie czerwone.
Moja twarz znajdowała się między jej kolanami w odległości kilkudziesięciu centymetrów od cudownej muszelki. Teraz wyraźnie czułem ten słodko-kwaśny, przyjemny, oszałamiający zapach, zapach, który sprawiał, że w mojej głowie szumiało jeszcze bardziej. Kilkakrotnie wciągnąłem go głęboko płuca, napawając się głębią i subtelnością bukietu.
Zsunąłem się nieco na krześle, a nogi wsunąłem pod stolik, na którym siedziała. Moja pozycja była trochę dziwna, półleżąca, a wielki, napompowany do granic możliwości kutas znajdował się dokładnie na krawędzi stolika pod jej pośladkami. Gdyby tylko chciała, jednym ruchem wszedłbym w jej norkę, orząc ją moim wielkim radłem.
Mój fiut był długi i gruby jak kawał kaszanki z wielką, okrągłą, lśniącą głowicą i oplecioną wydatną fioletową żyłą i zdawał się zapraszać do oralnych pieszczot. Bez trudu mogłem wyobrazić sobie, jak Keira nachyla się nad nim, bierze go w swoje wąskie kościste palce, ściska i próbuje objąć wąskimi sprężystymi ustami. Ta myśl przyprawiała mnie o niesamowicie intensywne zawroty głowy i gorące dreszcze na plecach.
Szarpnąłem się w intensywnym niekontrolowanym skurczu, a ona to zauważyła i odezwała się cicho:
-Och Julian, czy mi się wydaje, czy twój wielki ptaszek chce się na mnie spuścić? Oj, niedobry ptaszek, on chce mnie pobrudzić swoim gorącym nasieniem.
Następnie pogroziła mi lekko palcem, a ja już nie wiedziałem, co mam zrobić. Po chwili uśmiechnęła się ciepło, a ja znów szarpnąłem się w nagłym skurczu, który jeszcze bardziej przybliżył mnie do tej jednej kulminacyjnej chwili.
Odstawiła kubeczek i usiadła na stoliku bokiem z obydwiema nogami na blacie. Jej uda były rozwarte pod tak dużym kątem, że tworzyły niemal równą linię. Jej cipeczka była teraz doskonale widoczna i wyeksponowana w najdrobniejszych szczegółach, a wszystko po to, aby jeszcze bardziej wywindować moje podniecenie.
Nie mogąc wytrzymać, podniosłem się z krzesła i stanąłem tuż przed nią. Trzymałem dłonie wzdłuż ciała, a mój wielki chuj wyglądał jak u konia. Był gigantyczny i sam nie mogłem uwierzyć, że jest tak ogromny. Miał chyba z pół metra, ale mogła to być równie moja wyobraźnia. Nie sterczał pionowo, lecz opadał pod własnym ciężarem i tworzył kąt dziewięćdziesięciu stopni z moim brzuchem. Kiedy ukradkiem spojrzała na niego, miałem wrażenie, że w jej oczach ujrzałem nie tylko zaskoczenie, ale wręcz przerażenie. Ona również nie mogła uwierzyć, że ma do czynienia z tak potężnym okazem męskiego przyrodzenia. No cóż, miałem wrażenie, że im bardziej się podniecam, tym większy on się staje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz