347. Dobrze się spisałem?
Już po chwili kochaliśmy się ponownie. Ona była na czworakach, a ja klęczałem za jej pośladkami i trzymając ją za biodra, wchodziłem w nią głęboko.
-Uuuuu ooooo och, - wyrzucała z siebie.
-No chodź, wyrucham cię. Daj mi swoją pizdę, - bezczelnie rzuciłem w jej stronę.
Nie wiem, co ona tak naprawdę miała w swojej głowie, ale najwyraźniej samo bzykanie było dużo ważniejsze, niż orgazm. Liczyło się samo dochodzenie do niego, sama podróż. Jednak kiedy rozpocząłem miarowe równe posuwanie, a jej cycki zaczęły kołysać się w rytm moich pchnięć, znów zaczęła jęczeć, wzdychać i stękać rozkosznie.
-O ooo kuuurwa! Ja pierdolę! Oooo taaak, tak Julian!
Mój wielki kutas wchodził w nią głęboko, raz po raz penetrując jej ciasne, gorące wnętrze.
Już po chwili udoskonaliliśmy tę pozycję. To była niewielka zmiana, jednak bardzo znacząca. Ona złączyła uda i zacisnęła swoją cipkę, a ja w półprzysiadzie posuwałem ją z szeroko rozsuniętymi kolanami. Było obłędnie gorąco, ciasno i mokro. W mojej głowie tak zawirowało, że ledwie trzymałem się na nogach. Mój kutas wydzierał się w nią prawie pionowo od góry. Wchodziłem w nią gwałtownie, nie dając jej odpocząć. Było tak ciasno, że nie dawałem rady przedzierać się przez jej podwoje. Mój penis był obejmowany niczym imadłem przez jej słodką cipeczkę.
-O oooo o taaaaak, jeszcze trochę, Julian! Jeszcze trochę!
Starałem się wchodzić w nią bardzo, ale to bardzo głęboko, mocno i dynamicznie. To był finał i musiałem z siebie dać wszystko, choćbym po wszystkim miał paść na buzię.
-Oooo ooooooohhhhh! - wyrzuciła z siebie.
I raz, i raz, i raz, szybko, szybciej, jeszcze szybciej… zdawało mi się, że ona nie jest już sobą, że całkowicie poddała się w swojej żądzy, swoim nieokiełznanym pragnieniom.
W pewnym momencie uznała, że ma już dość, że czas już zakończyć tę zabawę, uklękła przede mną i w geście triumfu podniosła dłońmi swoje wielkie, baloniaste cyce. Nie trzeba było mi nic więcej tłumaczyć. Z najwyższą radością włożyłem swojego twardego, napęczniałego kutasa w samym środek. W tej dziedzinie też była prawdziwą profesjonalistką.
Kiedy tylko mój kawałek mięsiwa znalazł się w środku, zaczęła poruszać swoimi zderzakami do góry i do dołu. Robiła to szybko i rytmicznie ściskając mojego zaganiacza z dwóch stron. Było to niesamowicie słodkie i przyprawiało o miękkie zawroty głowy.
-O-ooooh Julian, och, jaki on słodki, - wyrażała swój zachwyt i zadowolenie.
-Wszystko w porządku ciociu, wszystko w porządku, - mówiłem łagodnie.
Zaraz później wzięła go w swoje usta i przez chwilę pracowała nad samą głowicą. Byłem tak podniecony, a na moim kutasie pojawiło się tak wiele fioletowych, napęczniałych żył, że każdy najmniejszy dotyk wywoływał niesłychane dreszcze rozkoszy.
-Och ciociu, ciociu! - jęknąłem jakby z bólu, kiedy i ścisnęła go nieco mocniej.
A później bezwstydnie zacząłem go sobie walić nad jej cyckami. Wpatrując się w nie zachłannie i lubieżnie, podniecałem się coraz bardziej.
-O kurwa, o kurwa, ja pierdolę, już nie mogę! - wyrzucałem z siebie, kiedy już czułem, że za chwilę wystrzelę na nią potężną porcją gorącego, lepkiego nasienia.
Dosłownie w tej samej chwili z samego czubka, a konkretnie z dziurki na jego szczycie, strzeliła cienka stróżka pod dużym ciśnieniem. Spadając na jej obfity biust i spływając powoli dwiema strużkami, wywołała we mnie totalny zachwyt. Jęczałem półprzytomnie, wciąż waląc sobie konia, nie przerywając, bo wiedziałem, że to jeszcze nie koniec.
Po chwili doczekałem się kolejnej porcji, a później jeszcze jednej. Niestety po tych moich ostatnich wojażach nie mogłem spodziewać się znacznie więcej, ale i tak finał był niezwykle satysfakcjonujący. Jej wielkie cycki obsypane białą mąką i oblepione moją aromatyczną spermą, wyglądały jak pudrowane i lukrowane wielkie pączki, jak bochny chleba gotowe do upieczenia.
-I jak, jesteś zadowolona ze mnie ciociu, dobrze się spisałem? - spytałem na koniec.
Uniosła wzrok, spojrzała na mnie, uśmiechnęła się słodko i serdecznie i powiedziała:
-A owszem, owszem… wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Julian.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz