337. Ty będziesz moim deserem.
Uśmiechnęła się szczerze. Odwróciła się do mnie przodem, a ja dostrzegłem na jej wielkich piersiach dwie krople sosu z potrawy. Nie wiem, co się wtedy ze mną stało, po prostu zrobiłem to. Bez zastanowienia wytarłem go opuszkiem palca i oblizałem. Przedziałek między jej cyckami był oszałamiający, a one same przypominały dwa wielkie twarde balony wsadzone na siłę pod ubranie. Miałem wrażenie, że za chwilę pękną.
Dopiero po jakimś czasie, kiedy lepiej się przyjrzałem, zrozumiałem, że przecież widzę jej ciemne chropowate brodawki oraz sztywne grube sterczące sutki. Najnormalniej w świecie nie miała na sobie stanika. Stała przede mną, uśmiechała się szczerze, choć lekko prowokacyjnie, a jej piersi zachęcały do niczym nieskrępowanej erotycznej zabawy.
-No, tak myślałam, - powiedziała tak, jakby kończyła przerwaną wcześniej myśl.
-Ciociu, ty zawsze dobrze gotowałaś, - rzuciłem, ciągle gapiąc się w przedziałek między jej cyckami. Nie mogłem się oprzeć, aby tego nie robić. To było silniejsze ode mnie.
Położyła dłoń na biodrze i jeszcze bardziej wypięła swoje wielkie ponętne balony.
-Na drugi raz uważaj, - zacząłem znowu, - bo możesz się poparzyć, a szkoda by było tak pięknych piersi.
Uśmiechnęła się znowu, a ten uśmiech wydawał mi się jeszcze bardziej prowokacyjny niż wcześniej.
-Świetnie. No to jak, mogę już iść myć ręce przed obiadem?
-Tak, - odpowiedziała krótko.
I kiedy miałem już obrócić się na pięcie i pójść do łazienki, w mojej głowie pojawił się szatański pomysł, którego grzechem byłoby nie wykorzystać. Wiedziałem, że mam jedyną w swojej w rodzaju niepowtarzalną szansę i nie mogę jej przegapić.
-Poczekaj, - powiedziałem i bez dodatkowej zachęty objąłem ją w talii, pochyliłem głowę i bezceremonialnie bezczelnie wysunąwszy język na całą długość, zlizałem resztki tłustego sosu.
Nie protestowała w żaden sposób, nie odzywała się, nie uciekała, tylko położyła dłoń na moim ramieniu i zaakceptowała to, co robię. Uznałem więc, że było to przekroczenie kolejnej granicy i mogę posunąć się jeszcze dalej.
Kiedy westchnęła głośno, położyłem rozpostartą dłoń na jej wielkim cycku. Nic specjalnego się nie stało. Nie odepchnęła mnie, dlatego zachęcony kontynuowałem wcześniejszą czynność, pomimo że nie było już tam śladu sosu. Nie było nawet jego zapachu, był natomiast zapach i smak jej skóry.
Uśmiechnięta przyglądała się temu, co robię, a ja byłem coraz bardziej szczęśliwy. Z każdą sekundą dystans między nami malał.
-Widzę, że masz ochotę na coś innego, - powiedziała, stawiając sprawę jasno. - Tylko się nie zachłyśnij, chłopcze, to bardzo duża pojemność.
Zadrżałem na całym ciele.
-Tak, mam ochotę na ciebie, - powiedziałem już całkiem otwarcie.
Zareagowała głośnym serdecznym śmiechem i pogłaskała mnie po plecach. Chyba wciąż byłem jej siostrzeńcem.
Kiedy zorientowałem się, że jej skóra jest już czysta i nie mam co zlizywać, zrobiłem coś, co później wydało mi się bardzo głupie, lecz miało swój uzasadniony cel. Włożyłem rękę do garnka, choć potrawa była dosyć gorąca i nabrawszy odrobinę sosu, roztarłem go na górnej części jej piersi. Znów się roześmiała, ale teraz w jej śmiechu była nuta podniecenia.
Kiedy zlizałem i to, a ona nie protestowała, postanowiłem urozmaicić nieco strategię. Obok stał deser z bitą śmietaną i truskawkami. Wiedząc, że go zniszczę, włożyłem w salaterkę wszystkie palce, nabrałem naprawdę dużą ilość białego kremu i roztarłem na obydwu jej piersiach.
-Ty będziesz moim deserem, - powiedziałem do niej bezczelnie choć miło, - chcę cię zjeść na deser.
Znów odpowiedziała serdecznym szczerym śmiechem. Zrozumiałem, że zabawa zaczyna rozkręcać się na całego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz