Szukaj na tym blogu

21 listopada 2024

Ostatnie wakacje.

354. Dzielnie trzymałem się na placu boju.


Tymczasem już po chwili w jej błękitnych łagodnych oczach malowała się troska i ciepły serdeczny uśmiech. Przechyliła głowę na bok i patrzyła na mojego ogromnego ptaka, a po chwili spojrzawszy mi prosto w twarz, powiedziała:

 -Och Julian, ten wielki kawałek napęczniałego mięsa nie może się zmarnować. Jesteś boskim uosobieniem seksualnego pożądania. Patrz na mnie, czekaj, podniecaj się i staraj się wytrzymać jak najdłużej. Jestem ciekawa, co się stanie. 

Chciałem to zrobić, chciałem to zrobić dla niej. Już samo patrzenie na nią oraz świadomość, że ona mnie widzi takim, jakim jestem naprawdę, przyprawiała mnie o tak silne zawroty głowy, że byłem bliski omdlenia. Można powiedzieć, że igraliśmy z ogniem. Obydwoje wiedzieliśmy, że możemy się sparzyć, bo nie mieliśmy pewności, co stanie się za chwilę i jak zareagujemy w końcowym, szczytowym momencie, kiedy wreszcie zwolnimy wszystkie hamulce. Jej słodka cipka była tak blisko mojego wielkiego napęczniałego fiuta, że nie mogłem się powstrzymać, aby nie rzucić się na nią i nie zrobić jej jakiejś krzywdy. 

To była gra, taki charakterystyczny spektakl ze specyficznymi układami choreograficznymi. Każdy był ważny i wszystkie razem tworzyły niepowtarzalną piękną całość. Leżała teraz na tym stoliku na boku z jedną nogą uniesioną wysoko do góry, a ja znów zbliżyłem się do jej słodkiej uwodzicielskiej cipki. Patrzyłem na zwinięte płatki niczym w pąku kwiatu oraz na niewielką, wilgotną i ciasną szparkę poniżej. Położyła dłoń na boku i patrzyła na mnie, na mojego chuja. 

Stałem tuż przed nią w niewielkim rozkroku, trzymałem dłonie na biodrach i wypinałem moje wielkie przyrodzenie do przodu, prezentując jego walory. Unosiło się znów do góry, zyskując turgor i delikatnie wygięty kształt. Pod spodem wisiał wielki wór pełen ciężkich jaj. Ile było trzeba, żeby znów ją zerżnąć jak dziką sukę? To wcale nie było takie trudne. To było łatwiejsze niż ta cała gra w udawanie, że nic się nie stało.

Choć miałem niesamowitą ochotę, żeby przestać się już tak męczyć i zakończyć tę zabawę w kotka i myszkę w jej ustach bądź też w pizdeczce, to jednak sytuacja miała potoczyć się zupełnie inaczej i to ona dyktowała rytm. 

Położyła się na plecach wzdłuż na tym stoliku, podparła na łokciach i uniosła wysoko kolana, a przed moimi oczami ukazała się w nie tylko jej ciasna norka, ale też bardzo apetycznie wyglądające kakaowe oczko, otoczone miękkimi, krągłymi pośladkami. 

Stałem w ten sposób, że cała jej sylwetka zdawała się być niczym jabłko, zwinięta do pozycji embrionalnej. Jej pośladki, uda i kolana układały się w kształt serca, a uniesiona głowa znajdowała się dokładnie pośrodku. Patrzyła na mnie tak bardzo zapraszająco, a jej delikatnie uchylone usta, szeptały:

-Och Julian, Julian jestem taka podniecona, a ten twój penis jest taki wielki… 

Rzeczywiście był wielki, gruby i sękaty i już wyobrażałem sobie, że wpycham go, że całą siłą w jej gardło, a ona nie może go połknąć. W mojej głowie tworzył się obraz, że ciągnę ją za potylicę i na siłę nadziewam na mojego wielkiego fiuta. Ale wiedziałem, że nie na tym to polega, że ona chce mi pokazać, zaprezentować wszystko, co ma: cipkę, dupkę, uda, pośladki, piersi i każdy szczegół swojej anatomii. Tak niewiele brakowało do tego, abym po prostu pękł, ale nie pękałem, wciąż dzielnie się trzymałem na placu boju, walcząc o każdą sekundę mojego gigantycznego podniecenia, które rozsadzało mnie od środka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...