3. Jezioro milczało
Zuzanna siedziała na skraju pomostu. Bose stopy muskając zimną taflę jeziora, wysyłały drobne fale w mrok. Warkocz ciemnych włosów, luźno spleciony, spoczywał na jej plecach, a niesforne pasma wirowały na wietrze, łaskocząc blade policzki, usiane piegami. Sukienka w odcieniu wyblakłego błękitu marszczyła się na kolanach, odsłaniając smukłe łydki, które lśniły w gasnącym świetle.
Smukłe dłonie, z drobnymi bliznami po strunach, badały szorstkość desek – jakby w tej fakturze chciała odnaleźć puls dnia, który właśnie odchodził. Zapach jeziora – ziemisty, z nutą glonów i mokrych trzcin – wypełniał powietrze. Wiatr szeptał między sitowiem, a cichy chlupot wody tworzył melodię, którą tylko ona potrafiła usłyszeć.
Michał siedział obok, tak blisko, że ciepło jego ciała przenikało przestrzeń między nimi. Potargane, ciemne włosy opadały mu na czoło, a kilkudniowy zarost podkreślał twardą linię szczęki. Granatowa koszula z podwiniętymi rękawami odsłaniała żylaste przedramiona, a sprane dżinsy cicho szeleściły przy każdym ruchu. Wpatrywał się w Zuzannę – w sposób, w jaki patrzy się na coś, czego się boi dotknąć.
Nachylił się, by nalać wina do prostych kieliszków. Ruch miał powolny, uważny, jakby każda sekunda była ważna. Kiedy podał jej szkło, jego palce musnęły jej nadgarstek. Zuzanna drgnęła, jakby dotknął nie skóry, lecz myśli. Zapach sosnowego mydła i dymu ogniska otulił ją, przywołując ciepło, które nie miało nic wspólnego z winem.
– Opowiedz mi o niebie – szepnęła, a jej głos miał barwę aksamitną, ciepłą, z nutą tęsknoty.
Michał zawahał się. Odwrócił wzrok ku wodzie, jakby chciał zaczerpnąć z niej słów.
– Teraz? – spytał półgłosem.
– Teraz – potwierdziła, ledwie słyszalnie.
Milczał chwilę.
– Jest jak aksamit, rozlany farbami. Róż przechodzi w fiolet, a między nimi – smuga złota, tak delikatna, że wygląda, jakby ktoś pociągnął pędzlem po wodzie. Chmury są lekkie, prawie przezroczyste. A słońce... już nie walczy, tylko się poddaje. – Uśmiechnął się lekko. – Gdybyś mogła to zobaczyć, Zuzanno, pomyślałabyś, że niebo gra twoją muzykę.
Zuzanna przechyliła głowę. Warkocz zsunął się na ramię, a cień jej włosów zatańczył na policzku.
– Nie muszę widzieć, – powiedziała cicho. – Wystarczy, że to słyszę.
Jej dłoń odnalazła źdźbło trzciny. Obracała je między palcami, jakby słuchała jego szelestu. Michał obserwował ją w ciszy, czując, jak coś w nim topnieje – ostrożność, rezerwa, lęk.
Wyciągnął dłoń, by odgarnąć pasmo włosów z jej twarzy, ale zawahał się, gdy ciepły oddech Zuzanny musnął jego skórę.
– Czuję je – szepnęła, i wtedy ich dłonie spotkały się. Niepewnie. Miękko. Palce splotły się na moment – zbyt krótki, by nazwać to uściskiem, zbyt długi, by był przypadkiem.
Jezioro milczało. Tylko świerszcze podjęły cichą pieśń, jakby świat wstrzymał oddech, czekając na dźwięk, który nie nadszedł.
Michał patrzył na jej usta – lekko rozchylone, wilgotne od wina. Na rzęsy, rzucające cień na policzki. Na delikatną linię szyi, gdzie pulsował rytm, który chciał zapamiętać.
Zuzanna czuła jego spojrzenie, choć go nie widziała. Słyszała jego oddech – krótki, urywany, pełen napięcia.
– Czasem myślę – powiedziała po chwili, – że gdy ludzie przestają mówić, zaczynają naprawdę słuchać.
– A czego słuchasz teraz? – zapytał cicho.
– Ciebie. – Uśmiechnęła się. – I jeziora, które chyba nas podsłuchuje.
Michał roześmiał się krótko, cicho, jakby nie chciał spłoszyć tej chwili. Oparł dłonie o pomost, spojrzał w ciemniejące niebo.
– Jeśli nas podsłuchuje, to dobrze. Może coś zapamięta.
Kamyk, ten sam, który kiedyś zostawił dla niej, wciąż spoczywał w kieszeni jej sukienki. Zuzanna sięgnęła po niego bezwiednie. Chłodny, gładki, przypominał jej, że nie wszystko, co drobne, jest bez znaczenia.
Ścisnęła go w dłoni i odwróciła twarz w stronę Michała.
Nie potrzebowała oczu, by wiedzieć, że patrzy na nią. Czuła to w powietrzu między nimi – w tej cichej, drgającej przestrzeni, w której rodziło się coś kruchszego od dźwięku i silniejszego niż słowo.
A jezioro, wierne ich milczeniu, odbijało niebo – tak spokojne, że wyglądało, jakby chciało zapamiętać tę chwilę na zawsze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz