Szukaj na tym blogu

13 listopada 2025

W ciszy dotyku

12. A co czujesz teraz?


Poranek był jasny i cichy, jakby świat jeszcze nie zdecydował, czy naprawdę chce się obudzić. Mgła snuła się między drzewami, otulając dom miękkim, mlecznym welonem. Powietrze pachniało wilgocią i popiołem, a w kominku tlące się resztki żaru migotały słabym, ciepłym światłem.

Ona siedziała przy oknie, otulona kocem, włosy splątane, wilgotne od snu. Jej bose stopy dotykały chłodnych desek, a dłonie spoczywały na kubku z herbatą, z którego unosiła się para. Nie widziała, jak świat się rozjaśnia, ale czuła to – delikatny chłód powietrza, zapach rosy, szmer wiatru w gałęziach.

Usłyszała jego kroki, miękkie, uważne. Zatrzymał się za nią na moment, jakby bał się przerwać ciszę, która ich otaczała. Potem jego dłonie otuliły jej ramiona, ciepłe, silne, znajome. Pochylił się i musnął jej szyję, tuż pod linią włosów.

– Wstałaś wcześnie – szepnął, a jego głos był jeszcze zaspany, chropowaty od milczenia.

– Chciałam zobaczyć wschód słońca – odpowiedziała cicho, z lekkim uśmiechem. – Choć właściwie… ja go nie widzę. Ale lubię ten moment. Jak wszystko się budzi.

– Więc czujesz go – powiedział, obejmując ją mocniej. – Może to lepsze niż widzieć.

Uśmiechnęła się, lekko przechylając głowę, by oprzeć ją o jego policzek. – Ty też tak czujesz?

– Staram się. Ale ciągle patrzę, zamiast słuchać. – Westchnął. – Wczoraj, kiedy dotykałaś mnie w ciemności, zrozumiałem, że widzisz inaczej. Jakbyś odbierała wszystko głębiej.

– Bo nie mam wyboru – odpowiedziała spokojnie. – Kiedyś myślałam, że brak wzroku to koniec. A potem nauczyłam się… że świat jest większy, kiedy nie próbujesz go zatrzymać oczami.

Jego dłonie przesunęły się delikatnie po jej ramionach, aż splecione palce znalazły się na jej dłoniach. Trwali tak chwilę, w ciszy, w której słychać było tylko kapanie wody z dachu i daleki śpiew ptaka.

– Boję się tego, co będzie dalej – powiedział cicho. – Tego, że znów coś zepsuję. Że ta noc była tylko chwilą, a ty jutro znikniesz.

Odwróciła się do niego powoli, jej dłoń spoczęła na jego policzku. – Ja nie znikam, Michał. Po prostu… czasem potrzebuję ciszy, żeby zrozumieć, co czuję.

– A co czujesz teraz? – spytał, nachylając się bliżej.

Zawahała się. – Spokój. I strach. Ale też… ciebie. – Wypowiedziała to słowo tak, jakby było muzyką, delikatnie, niepewnie.

Pochylił się, całując ją w czoło. – Wystarczy.

Za oknem mgła gęstniała, słońce nieśmiało przebijało się przez nią, rozlewając blade złoto na liściach. Świat pachniał mokrą ziemią i obietnicą nowego dnia. W jego ramionach oddychała równo, spokojnie, jak ktoś, kto po długim śnie odnalazł dom.

A on, trzymając ją w ramionach, wiedział, że to, co się wydarzyło w nocy, nie było ucieczką – lecz początkiem. Czegoś, co trzeba będzie zrozumieć powoli, w rytmie wschodzącego słońca i drżenia ich wspólnych oddechów.


KONIEC





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...