Szukaj na tym blogu

10 listopada 2025

W ciszy dotyku

9. Nie musisz się bać


Płomienie kominka tańczyły w szybie, odbijając ich twarze w ciepłym, pulsującym świetle. W pokoju pachniało drewnem i winem, a w powietrzu unosił się ten ledwie uchwytny zapach deszczu, który przenikał przez nieszczelne okno. Zuzanna siedziała bez ruchu, dłonie oparte o kolana, jakby wciąż nie była pewna, czy powinna tu zostać. Materiał sukienki, miękki i cienki, przylegał do skóry; każdy oddech poruszał tkaninę tak, jakby sama chciała zdradzić, co czuje.

Michał obserwował ją z drugiej strony stołu. W świetle ognia jego twarz wydawała się starsza, bardziej zmęczona, ale w spojrzeniu czaiło się coś, co znała – to samo napięcie, które kiedyś drżało w dźwiękach jej skrzypiec. Koszula kleiła się do ciała po deszczu, rozpięta na szyi, jakby szukał powietrza. Jego dłonie, opalone i silne, bawiły się korkiem od butelki, jakby każdy ruch mógł odwlec chwilę, w której nie zostanie już nic między nimi poza prawdą.

– Nie musimy mówić, – powiedział cicho, głosem zmatowiałym od emocji.

Słowa zawisły między nimi, miękkie, niepewne, a mimo to cięższe niż cisza.

Podszedł bliżej. Gdy stanął obok, ciepło jego ciała uderzyło w nią jak fala. Dłoń, zawieszona w powietrzu, dotknęła powoli jej ramienia. Skóra zadrżała pod tym gestem – nie gwałtownie, lecz jak podmuchem, który budzi z drzemki. Zuzanna uniosła głowę. Jej włosy, jeszcze wilgotne, spłynęły po plecach, a cień od ognia zatańczył na obojczyku.

– Nie mów, – wyszeptała. – Nie teraz.

Zrobiła krok w jego stronę. Ich ciała spotkały się nie w uścisku, ale w oddechu. Pomiędzy nimi zostało tylko powietrze – gęste, nasycone winem i dymem. Palce Zuzanny dotknęły krawędzi koszuli; czuła tkaninę, a pod nią ciepło skóry, jego puls. On pochylił głowę, dotknął nosem jej włosów, i na sekundę zamknął oczy – jakby bał się, że zniknie, jeśli spojrzy zbyt uważnie.

– Zawsze pachniesz dźwiękiem, – szepnął. – Jakby muzyka zostawała na tobie.

Uśmiechnęła się lekko. Nie odpowiedziała.

Jej dłonie uniosły się, przesunęły po jego szyi, zatrzymały na karku. Ciepło ich dotyku spotkało się pośrodku – tam, gdzie oboje byli bezbronni.

Ogień w kominku trzaskał coraz ciszej, jakby sam wsłuchiwał się w ich oddechy. On usiadł pierwszy, na grubym kocu przed paleniskiem, i wyciągnął ku niej rękę.

– Chodź.

Usiadła naprzeciw niego, a ich kolana zetknęły się lekko. Tkanina jej sukienki przesunęła się, odsłaniając kolano, którego on nie potrafił już nie dotknąć. Zrobił to ostrożnie – najpierw jednym palcem, potem całym wnętrzem dłoni, powoli przesuwając po skórze.

Nie całował jej. Nie jeszcze.

Ich spojrzenia trzymały się mocniej niż ciała.

Światło ognia łamało się w kieliszku wina, którego nie tknęli. Kropla, która spłynęła po krawędzi szkła, zostawiła ślad jak linia po strunie – błyszcząca, krucha.

Zuzanna pochyliła się, dłoń wsunęła mu we włosy, wilgotne i miękkie. Wciągnęła powietrze, jakby chciała zapamiętać jego zapach – tej chwili, tego miejsca.

– Zawsze bałam się ciszy, – powiedziała cicho. – Ale z tobą… ona nie jest pusta.

Jego oddech przyspieszył. Dłoń przesunęła się na jej udo, zatrzymując tuż przy brzegu sukienki. Nie szukał dalej – tylko trwał, jakby sprawdzał, czy może.

– Nie musisz się bać. – Jego szept był gorący. – Zagramy ją razem.

Ich czoła zetknęły się delikatnie.

W kominku pękło drewno, iskra uniosła się i zgasła. Na zewnątrz deszcz cichł, jakby noc wstrzymała oddech.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Przeczytaj

Zapach rozkoszy

14. Błagając o więcej A później gwałtownie wyszedł z jej ust – wysunął się powoli, lecz zdecydowanie, zostawiając w niej pustkę gorącą i nat...