55. Co mówił jej mózg.
Traf chciał, że przypadkowo trafiłem do jakiegoś pomieszczenia bez okien. U góry świeciły tylko dwie jarzeniówki w zardzewiałych oprawach. Pod jedną ze ścian znajdowały się metalowe szafki na narzędzia. Po tym wszystkim, co się tutaj do tej pory wydarzyło, byłem spięty i cholernie podniecony. Sam chyba szukałem okazji, aby to napięcie rozładować. Co tu dużo mówić, szukałem sposobu, aby zaruchać. Zachowywałem się jak dzikie zwierzę, jak samiec alfa napompowany testosteronem, który szuka samicy. Mało kto by się spodziewał, że właśnie tutaj taką znajdę.
O tak, była tu. Ruda o prostych średnio długich włosach. Babka około czterdziestki. Nie spodziewała się mnie, a może i spodziewała, tylko nie dała tego po sobie poznać. Widziałem ją już wcześniej kilka razy na górze. Sprzątała pokoje po tym jak goście się wyprowadzili. Nie powiem, była niczego sobie, no ale też nie zwróciłem na nią jakiejś większej uwagi. Oczywiście zauważyłem, że ma duże i kształtne cycki. No i tyłek. Takie rzeczy wpadną mi w oko. Teraz pochylała się i szukała czegoś w koszu ustawionym obok tych metalowych szafek i kiedy usłyszała moje kroki, nie podnosząc głowy, powiedziała:
-Anatoli, mówiłam ci pajacu, żebyś się nie ruszał moich ścierek do podłogi. Wszystko musiałeś wyciągnąć? No to powiedz mi teraz, czym ja mam sprzątać.
Nie odzywałem się, tylko wolno szedłem w jej stronę. Czekałem, kiedy dostrzeże swój błąd i zacznie mnie przepraszać. Jednak ona się nie odwracała. Pochylała się tylko nad tym koszem, wypinając w moją stronę swój zgrabny i jędrny tyłek. Miała na sobie cienką czerwoną bluzkę na krótkich rękawkach i szarą mini, która gdy ta się schyliła, zjeżdżała do połowy pośladków, odsłaniając w koronkowe, białe majtki.
W tym momencie powziąłem decyzję. "Wyrucham ją" - pomyślałem i wiedziałem, że nie ma od tego odwrotu. Czy tego chciała, czy nie, musiała zaliczyć mojego twardego kutasa. Musiałem go wsadzić w jej ciasną cipę.
W momencie kiedy się wyprostowała, byłem tuż za jej plecami. Ona nie przypuszczała, że może pojawić się tutaj ktoś obcy, a ja zachowywałem się nader cicho. Dlatego nie miała żadnych szans. Pomimo że nie była jakąś tam kruszynką, daleko jej było do moich silnych umięśnionych ramion. Jakimś cudem wiedziałem, że walka nie będzie zbyt długa. Byłem jak rozjuszony lew rzucający się na swoją ofiarę znienacka.
Jedną ręką chwyciłem ją za brzuch i przycisnąłem mocno do siebie, a później zdzierając z jej torsu tę czerwoną bluzeczkę, zatrzymałem się w okolicy piersi. To było szybkie zwinne i bardzo precyzyjne. Nawet w tej chwili nie wiedziała, co się święci. Prawie w tym samym momencie moja druga dłoń wylądowała między jej obfitymi udami, wcisnęła się między nie, przejechała do góry razem ze spódnicą i zatrzymała na miękkim wzgórku łonowym, przykrytym jedynie cienką koronką majteczek. Następnie straciła równowagę i siłą rozpędu, chcąc się uwolnić, całym ciężarem oparła się o mój tors.
-Oooooohhhh! - westchnęła, nie mogąc stanąć o własnych siłach.
W chwili, kiedy dotarło do niej, co się dzieje, było już za późno. I nie chodzi tu tylko o to, że ja nie pozwoliłbym jej się wymknąć, ale przede wszystkim o to, że ona już tego nie chciała. Chociaż może łatwiej byłoby powiedzieć, że to jej ciało przejęło nad nią kontrolę i wbrew temu, co mówił jej mózg, nie podjęło akcji ratunkowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz