51. Kilka prostych doświadczeń.
-Czemu, od razu, nie wyjmiesz pistoletu i nie strzelisz mi w łeb, - mruknąłem pod nosem, mając nadzieję, że mnie nie usłyszy.
-Gdybym mogła, na pewno, bym to zrobiła, odpowiedziała cicho, nie patrząc na moją twarz.
Wystraszyłem się, a ona po chwili, spokojnie uniosła oczy i uśmiechnęła się ciepło.
-Żartowałam, - powiedziała, - uspokój się, nic ci nie grozi. To tylko kilka prostych doświadczeń.
Była taka piękna, a ja miałem taką wielką ochotę na to, by pieścić i bawić się jej ciałem.
-Wiesz, co bym z tobą zrobił, gdybym nie był przywiązany?! - rzuciłem ironiczne pytanie.
-Oj, tam, może kiedyś się pobawimy, - szepnęła, puszczając do mnie oko.
Mocno docisnąła dłoń, wbijając paznokieć, w mój brzuch tak głęboko, że gdyby był nieco ostrzejszy, pewnie zrobiłby mi skórę.
Jeszcze raz się szarpnąłem. Teraz jeszcze wyżej. Starałem się dźgnąć w jej z przedramię swoim, twardym, jak skała, spragnionym kutasem.
Jeszcze raz uniosła dyktafon do ust i, naciskając przycisk, powiedziała:
-Strefy erogenne działają poprawnie. Osobnik bardzo wrażliwy.
Położyła palec w sam środek i wykonywała kółeczka opuszkiem. Robiło mi się coraz goręcej. Z jednej strony byłem bardzo zadowolony, a z drugiej, niesamowicie napięty, spragniony cipki tej blond piękności.
Przeszła do stolika stojącego dwa metry dalej i wzięła z niego kilka spinaczy do ubrań. Zastanawiałem się, po jaką cholerę w laboratorium medycznym, czy w czymś, co je przypominało, znajdują się zwykłe spinacze do bielizny. Głupkowato sam siebie pytałem, po co jej te przedmioty i do czego mają tutaj służyć? Wkrótce miałem się tego dowiedzieć.
Kiedy stanęła przy mojej kozetce, wzięła jedną żabkę i, pomagając sobie palcami, zapięła na dolnej krawędzi mojego pępka.
-Uhhhhh… - wyrwało się z mojego gardła głośne westchnienie.
-Osobnik reaguje bardzo spontanicznie, - odezwała się do dyktafonu w odpowiedzi na moje odgłosy.
Myślałem, że urwę jej głowę. Chciałem, po prostu rzucić się na nią i wydupczyć, jak starą kurwę, ale nie mogłem. To było niesamowicie podniecające, a jednocześnie cholernie irytujące. Wszystko byłoby, może, w porządku, gdyby nie gadała do tego, głupiego urządzenia.
Po chwili zapięła drugą żabkę, po prawej i trzecią, po lewej stronie. Ucisk i lekki ból sprawiały, że wiłem się z podniecenia.
Odsunęła się na jakiś metr, stanęła i patrzyła. Obserwowała mnie, jak obiekt laboratoryjny, jak jakieś zwierzątko. No tak, co tu dużo mówić, w istocie, nim byłem. Czekała. Obejmowała mnie okiem naukowca. Ból się nasilał, a ja kręciłem się coraz bardziej.
Kiedy, nie mogłam już wytrzymać, kiedy, już prawie, błagałem, by przestała, zbliżyła się ponownie, odpięła żabki i odniosła do stolika stojącego nieopodal. Odetchnąłem z ulgą. Miałem nadzieję, że to już koniec, że teraz będzie coś bardziej przyjemnego.
Kiedy zobaczyłem, że wraca zrobiłem wielkie oczy. Tym razem szła z kolejnymi żabkami. Myślałem że ją rozerwę. Co ona sobie myślała?! Małpa jedna! Torturować mnie chciała, czy co?!
Te żabki były nieco mniejsze, ale miały ząbki ostre, jak Igiełki. “Cholera jasna! Pojebało ją, czy co?! Przecież zrobi mi krzywdę”, - pomyślałem sobie.
-Próba druga, - powiedziała do mikrofonu i zapięła spinacze, w podobny sposób, jak poprzednie.
Ból był ostry, ale w pierwszej chwili, nie tak dotkliwy, jak mogłoby się wydawać. Po kilkunastu sekundach, kiedy zacząłem się do niego przyzwyczajać, stawał się, nawet, bardzo przyjemny.
Ona, tymczasem, chwyciła za koniec spinacza i zaczęła nim poruszać do góry i do dołu, do góry i do dołu, a później na boki. Dopiero po kilkunastu sekundach nastąpiła druga, bardziej intensywna fala.
Coraz bardziej przejmująca przyjemność, mieszała się z, coraz bardziej ostrym, bólem. Chciałem tego i jednocześnie nie chciałem, broniłem się i prosiłem o więcej. Dyszałem ciężko, głęboko, raz po raz zamykam oczy, rozglądałem się na boki w poszukiwaniu jakiegoś wejścia.
Próbowałem dotknąć ręką swojego brzucha, zerwać to z siebie, ale nie mogłem sięgnąć. Męczyłem się coraz bardziej, a ona stała i patrzyła, obserwowała, jak ufoludek, jak jakiś doktor Frankenstein.
Po jakimś czasie, chwyciła za spinacz i ciągnęła do góry tak, jakby chciała wyrwać ze mnie kawałek mięsa.
-Chodź do mnie! Och Boże, wejdź na mnie, proszę. Błagam, kochaj się ze mną! Kochaj się ze mną, proszę! - mówiłem drżącym, łamiącym się z wrażenia głosem.
Była niewzruszona, niezłamana, nie odzywała się ani słowem, tylko kręciła spinaczem na wszystkie strony.
Później było już tylko coraz trudniej. W momencie, kiedy nie mogłem już znieść bólu, odpięła krokodylka, pozwalając mi nieco odetchnąć. To było niesamowite. W momencie, kiedy to zrobiła, zapragnąłem tego jeszcze. Sam nie mogłem uwierzyć w to, co czuję.
Na dodatek była taka piękna. Im bardziej cierpiałem, tym ładniejsza mi się wydawała, kwitła w moich oczach z każdą minutą. Chciałem, po prostu, ją posiąść już teraz, w tej chwili, niezależnie od tego, co będzie się działo.
Zabawa wcale nie miała jednak zamiaru dobiec do końca. Laska oddaliła się i wróciła po chwili z cienką, długą lekarską igłą.
Nie wiedziałem, co się dzieje. Nie wierzyłem temu, co widziałem. Co ona zamierzała z tym zrobić?!
Podeszła chwyciła to coś w dwa palce. Chwilę później, drugą ręką, naciągając skórę na moim pępku, przymierzyła.
Wstrzymałem oddech. Wbiła. Ból na początku był delikatny. Później przechodził w coraz głębszy i bardziej dotkliwy. Wdzierał się powoli pod powierzchnię skóry. Miałem wrażenie, że trafia do samego serca, do mózgu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz