65. Mała masochistka.
Stanęły obok siebie, jakby pozowały do zdjęcia. Po tym tarzaniu się na podłodze, były mokre od potu i brudne, mimo to, a może właśnie dlatego, bardzo atrakcyjne. Miałem niesamowitą ochotę wziąć je obydwie na raz. W pępku blondynki tkwiły jeszcze dwie igły uzbrojone, puste już, strzykawki.
-Patrzył na mnie? - odezwała się, spoglądając w moją stronę.
-Cały czas, - odpowiedziała jej koleżanka.
Teraz obydwie zerwały w moją stronę. Zachowywały się tak, jakby trochę się wstydziły. Było to nieco dziwne, tym bardziej że, nie wiedziałem, co zamierzają w dalszej kolejności.
-Zobacz, jak mu kutas stoi, - rzuciła półgłosem Sandra.
Zerknęła w moją stronę, a później odwróciła się tyłem. Miała bardzo jędrne, duże pośladki. Między jej obfitymi, zgrabnymi udami zobaczyłem pulchną, wilgotną jeszcze, bułeczkę.
-Widzę, - westchnęła Laura, - zobacz tylko, jak się pręży.
Objęły się za szyję i przytuliły do siebie. Zaczęły prowokować, a mnie trafiał szlag.
-No, no… nieźle jest obdarzony. Pewnie chciałby sobie poruchać.
-No, na pewno. Spójrz, jak na ciebie się gapi.
Jasnowłosa, znów, odwróciła się w moją stronę. Była już bardziej pewna siebie i wydawała mi się, dużo atrakcyjniejsza.
-Hmmm… masz rację. No to jak, wampirku, wolisz rude, czy blond? To może chcesz obydwie naraz? - powiedziała zaczepnym głosem.
Leżałem na lekarskiej kozetce przypięty pasami. Byłem na nagi, podniecony do granic możliwości, a mój kutas sterczał, jak rakieta. Był gruby i twardy, niczym kij bejsbolowy. One, tymczasem, zachowywały się tak, jakbym, w ogóle, nie miał prawa głosu, jakbym był jakimś zwierzęciem, a nie człowiekiem. Mówiły o mnie, a nie do mnie.
-Co z nim zrobimy? - odezwała się w końcu Laura.
-Właśnie się zastanawiam. Wiesz co, przeprowadźmy na nim jeszcze kilka eksperymentów. I tak miałam to zrobić, - dodała Sandra.
Spojrzałem na swój brzuch. W moim pępku po same końce wbite siedziały dwie długie igły. Wprawdzie nie było na nich jeszcze strzykawek, ale tak miałem już dosyć.
-Jakie eksperymenty? Co wy kombinujecie? Macie mnie natychmiast uwolnić! - uniosłem głos.
Odpowiedzią był ich stoicki, spokój. Cholernie wyprowadzało nie to z równowagi.
-Masz jakieś pomysły?
-Może spróbujmy pobawić się jeszcze tymi twoimi, zabójczo podniecającymi, substancjami, co? Masz jeszcze jakieś zapasy?
Ruda wyszczerzyła zęby w serdecznym uśmiechu.
-Oczywiście, - odpowiedziała, ale, zaraz później, spojrzała na brzuch koleżanki.
-Zobacz jak ładnie siedzą te strzykawki w twoim pępuszku, - dodała.
Blondynka nie zrobiła maślane oczy.
-No.
-Boli.
-Nie. Trochę.
Rudowłosa miała, najwyraźniej, na nią wielką ochotę. Wyglądało na to, że chce dotknąć owych elementów.
-Podniecająco wyglądają. Sprawiają ci jeszcze przyjemność? - spytała.
-Tak. Cały czas bardzo przyjemnie pobudzają.
-Pewnie, przy każdym ruchu?
Cycata laska pokiwała głową i uśmiechnęła się. Przyjaciółka, najwyraźniej, nie mogła się powstrzymać.
-Może chcesz je wyjąć? - zaproponowała -Pomogę ci.
-Nie, nie... zostaw. Chcę, żeby jeszcze posiedziały. To taki przyjemny dreszczyk i ciepło… no… rozumiesz…
Jeszcze raz spojrzała jej w oczy i uśmiechnęła się.
-Wszystko rozumiem. Taka mała masochistka z ciebie, co? - odezwała się porozumiewawczo, puszczając do niej oczko.
Na policzkach blondynki pojawiły się śliczne rumieńce.
-Uhu… wiesz… sama nie zdawałam sobie z tego sprawy do…
-Do dzisiaj? - szepnęła ruda.
-Noooo…
Po chwili ich usta spotkały się w namiętnym, lecz przelotnym pocałunku.
-Wiesz, że mnie nie podnieca samo patrzenie na takie cudo?
Przyklękła przed nią, wysunęła dłonie i palcami zaczęła delikatnie dotykać drobnych przedmiotów, które wystawały z jej ciała. W jej ruchach było dziwne namaszczenie. Tak, jakby odprawiała ceremoniał. Po kilku minutach, odezwała się jeszcze raz.
-Wiesz co? Chyba, obydwie, jesteśmy zboczone.
-Ty bardziej, - roześmiała się Sandra.
-Nie, ty, - odpowiedziała, równie zabawnie, Laura.
Wybuchły ciepłym, przyjemnym śmiechem. Po jakimś czasie przysunęły do siebie i objęły ramionami. Ich rozgrzane, ciała zetknęły się. Sterczące strzykawki zniknęły między dwoma ponętnymi brzuszkami.
-Oooooh… jak fajnie, - westchnęła blondynka.
-Czujesz je? Czujesz, jak poruszają się pod skórą?
-Czuję… oh… jest mi tak dobrze.
Laura zaczęła przestępować z nogi na nogę i przesuwać swoją postać raz w lewo, raz w prawo. W oczach Sandry pojawiła się mgła.
-Miałaś tak kiedyś? - westchnęła.
-Kto? Ja?
-Uhu…
-Ale co? To… że to?
-No…
-No miałam...
-Hmmm…
-Co?!
-Nic.
-Dawno?
-Przestań, Sandra…
-Co?
-No, jak to co?!
-Jesteś niemożliwa.
-Sama to robisz?
-Sama.
-Dawno?
-Noooo… wczoraj.
-Chcesz?
Laura uśmiechnęła się ze wstydem. Sandra ujęła jej brodę i uniosła do góry.
-Co się dzieje?
-Nic.
-To dlaczego tak się zachowujesz? Chcesz żebym ci to zrobiła?
-Tak… oczywiście, że chcę. Tylko, że ja…
-Co?
-No wiesz… jestem w nałogu.
Na ustach Sandry pojawił się uśmiech zwycięzcy.
-No proszę, proszę… a mi prawiła takie morały…
-Ale… wiesz… bo ja nie mogę zbyt dużo.
-Dobrze, zrobimy to delikatnie i bez wiązania. Zgadzasz się?
Dziewczyna uśmiechnęła się, ale na jej policzkach pojawiły się jeszcze większe rumieńce.
-Zaaplikuję ci tego... no wiesz, serum szczęścia... jak sama to nazwałaś...
Zaczynało robić się bardzo ciekawie i niesamowicie podniecająco. Podeszły do małego stolika i znów stanęły naprzeciwko siebie. Tym razem, to, Sandra odgrywała rolę od doktora, a Laura posłusznej pacjentki. Scenariusz się powtórzył. Dziewczyna wyjęła z opakowania szklaną fiolkę i zerwała szyjkę. Po chwili od odpakowała nową strzykawkę z igłą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz