66. Jesteś niegrzeczna.
Uniosła dłonie do góry, włożyła igłę do fiolki i pociągnęła za tłoczek. Kiedy strzykawka wypełniła się płynem zatrzymała palce. Odłożyła buteleczkę, dwa razy pstryknęła w, gotowy do użycia, zastrzyk, spojrzała na koleżankę i powiedziała:
-Szykuj pępuszek.
Młodsza dziewczyna stanęła w delikatnym rozkroku, ułożyła dłonie na biodrach i wypięła brzuch do przodu.
-Gotowy, - westchnęła.
Blondynka zbliżyła się, uklękła u jej stóp, uniosła głowę i spojrzała do góry.
-Boisz się?
-Nie. Tak. Właściwie to nie wiem.
Dwoma palcami naciągnęła skórę. Przymierzyła. Jeszcze nie dotknęła, a ruda już wzdrygnęła się, i to tak bardzo, jakby wylano na jej głowę wiadro zimnej wody.
-Spokojnie, jeszcze nic nie zrobiłam.
-Wiem, ale…
-Jesteś niegrzeczna. Nie ruszaj się.
Zacisnęła zęby. Na jej twarzy widać było zaniepokojenie.
-Będę musiała cię ukarać.
-Nie rób tego i tak się boję.
Blondynka uśmiechnęła się jedną stroną ust.
-Codziennie to sobie robisz i się boisz? - spytała.
-No właśnie nie wiem. To jakieś dziwne. Jak robię to sama, to jest jakoś inaczej.
-Rozumiem. Nie masz nad tym kontroli.
-No, chyba tak.
-Dobrze, ale i tak będę musiała wyznaczyć ci malutką karę.
-Przestań. Nie strasz mnie.
-Kara musi być!
-Oj, jaka?!
-Zobaczysz.
Ostra końcówka igły błysnęła w jaskrawym w świetle laboratoryjnych halogenów. Blondynka trzymała strzykawkę w trzech palcach, jak długopis. Wahała się przed wybraniem odpowiedniego miejsca. W końcu, zdawało się, że już je znalazła.
-Jak będziesz ją wprowadzać?
Jasnowłosa uniosła wzrok i spojrzała na nią ze zdziwieniem.
-Jak to, jak?
Ruda drżała na całym ciele. Po chwili i stanęła na palcach.
-No... szybko, czy powoli?
-Aha, boisz się.
-No... trochę.
-Nie powiem ci, to będzie kara.
-Oh… kara!
Blondynka roześmiała się.
-No, stój spokojnie. Daj wymierzyć sobie, wreszcie, tą karę.
-Kara, kara... och, co to będzie?!
Blondynka, zamiast wprowadzić igłę za jednym zamachem, ukłuła ją tylko. Ta podskoczyła z gwałtownym Skórczu, spowodowanym lękiem i niepewnością. W miejscu ukłucia pojawiła się malutka kropelka krwi.
-Och, och, och…
-Hm… no, no…
-Sandra.
-Słucham. Nie spodziewałaś się tego, co?
Nim zdążyła odpowiedzieć blondynka i jeszcze raz ją ukłuła. Ruda szarpnęła się w jeszcze jednym skurczu. Chwyciła ją za głowę i wtopiła palce w jej włosy.
-Boże Sandra! Oh tak, tak, nie!
Laura przestała z nogi na nogę. Podnosiła swój ciężar na palcach i opuszczała.
-No co?! Nie podskakuj tak, wiem, że to lubisz.
-Och Boże, nie! Zrób to jeszcze raz.
W tym samym momencie, spełniając jej życzenie, Laura dźgnęła po raz trzeci. Dziewczyna o ceglastych włosach jeszcze wyżej uniosła się na palcach. Zacisnęła szczęki skierowała głowę do góry i przymknęła powieki. Jej pępek powoli robił się czerwony.
-No proszę, ona mnie nazywała masochistką, - roześmiała się.
-Jejku, nie... boli! Oh... nie rób tego!
Blondynka znów się uśmiechnęła.
-No, to chcesz, czy nie?
-Oh… nie wiem. Boże tak, kłuj proszę, kuj jeszcze trochę! - westchnęła z przyjęciem.
-Oj, oj niegrzeczna dziewczynka… w takim razie, stój spokojnie, bestio!
Dokładniej naciągnęła jej skórę, a później wykonała serię szybkich i mocnych uderzeń sprawiając, że pępek rudej zamienił się w jedną ranę. Poddawana tej operacji dziewczyna, o mało, nie straciła przytomności, ale na jej twarzy widniał uśmiech bólu wymieszany w nieziemską przyjemnością.
-No proszę, proszę... pępuszek już solidnie pokłuty, a ty nadal nie masz dosyć.
Laura trzęsła się w dreszczach rozkoszy.
-Dobrze, wstrzyknij mi już to teraz, - odezwała się po chwili.
-Jak sobie życzysz, - odpowiedziała Sandra.
Powoli wbiła igłę na całą długość. Nogi rudowłosej dziewczyny zrobiły się chwiejne i miękkie. Mimo, że miała otwarte oczy nie było widać jej źrenic. Uciekły gdzieś pod powieki.
Blondynka nacisnęła tłoczek i opróżniła zawartość strzykawki wprost pod skórę swojej koleżanki.
W następnym momencie Laura zachwiała się i upadła. Nie straciła, jednak, przytomności. Widać było, że ma silne zawroty głowy, ale, mimo wszystko, próbowała się podnieść.
-Wszystko w porządku? - spytała z troską Sandra.
Pochyliła się nad nią i próbowała delikatnie przytrzymać jej ciało.
-Och, och, w porządku…
-Co się stało? Wyglądasz nieciekawie.
-Nic, już nic. Czuję się... czuję... jak... jak stara kurwa.
-Że, co? Że, jak?! Co ty mówisz?
-Jestem kurwą, starą szmatą! Moja cipa potrzebuje chuja.
-Co?!
-Jego chuja!
-No tak, nie powinnam ci tego dawać.
-Idę do niego.
-Laura, co ty mówisz?!
W oczach rudowłosej dziewczyny pokazały się łzy.
-Nie rozumiesz?! Jestem uzależniona!
-Uzależniona?! Od czego?!
-Od tego, - wskazała na strzykawkę która wciąż siedziała w jej brzuchu, - … i od tego… - dodała pokazując na mnie, właściwie na mojego sterczącego, jak rakieta, penisa.
-Właśnie, dlatego nie możesz. Rozumiesz?! - próbowała powstrzymać ją koleżanka.
-Mogę i zrobię to.
-Oh Laura, to wampir!
-Właśnie dlatego.
Uniosła się na chwiejnych nogach i podeszła do mojej kozetki.
-Sandra, spójrz tylko na jego fiuta, spójrz na ten okaz. Czyż nie jest wspaniały?
-No jest.
Wyprężyłem całe ciało, a po moich plecach przebiegł dreszcz rozkoszy. Uważnie mi się przyglądała. Była tak blisko, a ja byłem przypięty pasami i nie mogłem jej dotknąć. Mogłem tylko liczyć na to co ona zrobi. Czekałem na ten moment, kiedy wreszcie mnie dosiądzie.
Wyciągnęła drżące dłonie i dotknęła mojego kutasa. Bardzo ostrożnie, sami palcami.
-Laura, poczekaj. Nie możesz. Nie po tym leku. Nie dasz sobie rady, - prosiła blondynka.
Rozłożyła swoje palce i zacisnęła na grubym drążku. Drugą dłonią chwyciła mnie za jaja.
-No, to jak mała, chcesz mnie? Chcesz mojego fiuta? Nie krępuj się. Pochyl się i posmakuj. Zobacz jaki jest twardy. Twoja cipka jest do niego stworzona. O tak, wiem, że go chcesz, - prowokowałem na całego.
Laura pochylała się.
-Poczekaj! Nie możesz! - próbowała przekonać ją jeszcze przyjaciółka.
-Mogę, chcę tego i zrobię to.
Pochyliła głowę, szeroko otworzyła usta i wysunęła język. Po chwili głowica mojego penisa znalazła się w jej słodkiej buzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz