56. Serum szczęścia.
-Nie. Nie ma mowy! Ta igła ma chyba z pięć centymetrów.
Ruda roześmiała się na głos.
-Siedem, - powiedziała, - ale to nie tylko igła. Popatrz, mam coś jeszcze.
Wyjęła z szuflady niewielką, wypełnioną czymś po brzegi, strzykawkę.
Blondynce o mało oczy nie wyszły z orbit.
-Jezu, chyba coś ci na mózg padło! - odezwała się jeszcze głośniej.
-No co?! - roześmiała się przyjaciółka.
-Wiesz co to jest?! - zagrzmiała starsza.
Młodsza laska chwyciła ją za biodra i przytrzymała w jednym miejscu. Uważnie wpatrywała się w jej pępek. Puściła dopiero wtedy, kiedy ta przestała się ruszać.
-Wydaje mi się, że przedwcześnie panikujesz, - powiedziała łagodnie, - to serum szczęścia.
-Co?! Jakie serum?!!! Jakiego szczęścia?!!! Ta substancja ma na celu osłabić opór ofiar podawanych do konsumpcji wampirom!!!
Po tych słowach znów chciała się odsunąć, ale młodsza, jeszcze raz, ją przytrzymała.
-Spokojnie, nic ci nie grozi. Preparat ma zmieniony skład. Sama nad nim pracowałam i jestem pewna efektów jego działania. Przecież nie mogłabym ci podać czegoś, co mogłaby ci zaszkodzić.
Mimo wszystko, blondynka próbowała uniknąć ukłucia. Po jakimś czasie, jednak, ciekawość stała się dużo silniejsza.
-Nie chcesz spróbować? - spytała Laura.
-Chcę, - odezwała się cicho.
-No, to stój w miejscu. Jak się nie będziesz ruszać, to ci pokażę, jak to działa.
Blondynka nie mogła uwierzyć, że ten eksperyment będzie przeprowadzony właśnie na niej.
-Nie. Nie wiem, jak z tobą, ale ze mną jeszcze wszystko w porządku. Nie dam się nabrać na takie głupie sztuczki. Jesteśmy w jednym pomieszczeniu razem z groźnym wampirem. Chcesz zaaplikować mi substancję, która pozbawi mnie wszelkiego oporu?!
Ruda laska zaczynała się denerwować.
-Stój, idiotko, bo zrobię ci krzywdę! Jeszcze nie spróbowałeś, a już protestujesz! Zobaczysz, będziesz żałowała!
Starsza dziewczyna pokręciła głową.
-Nie ma mowy, jeszcze mam już dość zdrowego rozsądku, a poza tym, boję się bólu! - powiedziała stanowczo.
-No co ty?! Pielęgniarka boi się zastrzyku?! Zresztą, nieprzyjemne wrażenie jest tylko chwilowe. Później poczujesz taki odlot, że zapomnisz jak się nazywasz, - próbowała przekonywać.
-Tak myślisz?! Jak mi się nie będzie podobało, to łeb ci urwę! Pamiętaj o tym!
Młoda laska uśmiechnęła się ciepło.
-Spokojnie, wiem co robię. Wszystko będzie dobrze. Miłego fruwania.
Sandra z wrażenia zacisnęła zęby.
-OK, rób, co masz robić, tylko ma nie boleć, - warknęła.
Po chwili stanęła na baczność, pochyliła głowę i patrzyła z lękiem w oczach na ruchy koleżanki. Tymczasem, ruda uklękła u jej stup, ujęła igę w taki sposób, jak lotkę do rzucania i, kilkakrotnie, przymierzyła, jakby chcąc wbić jednym uderzeniem w sam środek brzucha.
Czas jakby się zatrzymał. W zachowaniu obydwu dziewczyn widziałem bardzo duże napięcie. Po chwili młodsza przyłożyła czubek ostrza w centralną część pępka. Jej przyjaciółka zesztywniała, jakby za sekundę miało stać się coś strasznego. Nie była w stanie wykonać, najmniejszego nawet, ruchu.
Pół minuty później, Laura położyła palce na dolnej części pępuszka i naciągnęła skórę, następnie ustawiła ostrze pod kątem czterdziestu pięciu stopni.
Już miała pchnąć, kiedy, w ostatnim momencie, znów cofnęła swoją dłoń. Zachowywała się tak, jakby nie była pewna prawidłowości wykonywania tego zabiegu. Jeszcze raz zatrzymała się na samym środku jej brzuszka. Napięcie rosło.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz